No i stało się. Otwieram paczkę z zooplusa, pełna nadziei jak kota przyjmie Hermannsa bio, i podcina mi skrzydła - jedna z saszetek tejże karmy jest niewątpliwie przymrożona, żeby nie powiedzieć trzeszczy mi pod palcami

Reszta zimna jak skała, ale ok.
I co dalej? Ryzykować sensacjami kuwetowymi i bólem brzuszkowym czy dać spokój?
Choć ciężko dać spokój, bo jednak finansowo się zaangażowałam, nie tylko Hermanns tam był

Czy reszta też była zamarznięta i zdążyła oddajać czy tylko tą jedną przymroziło?
Jaka będzie teraz wartość odżywcza tych karm?
Gdzież do diaska oni mają ten magazyn? W szczerym polu się pytam bez ogrzewania czy to tylko wina spedytora?
