piszę z prośbą o wasze opinie
sytuacja przedstawia się następująco:
mój tata przygarnął ostatnio dorosłą kotkę, która bardzo ochoczo stwierdziła, że jest kotem domowym (ze wszystkimi następstwami typu spanie na kanapie itp.)
w związku z tym, że kot jest nieznanego pochodzenia zażądałam testów na fiv/felv i zagroziłam, że nie przyjadę z moją kociarnią do czasu aż kocina nie będzie przetestowana
ale...
tata rozmawiał ze "swoim" weterynarzem i babka stwierdziła:
"nie dajmy się zwariować, koty to nie są zwierzęta stadne, jak się nie znają nie będą się ze sobą zadawać, jeśli córka ma jakieś wątpliwości, to może do mnie zadzwonić"
oczywiście, że mam wątpliwości! przecież wiem, że nie będą sobie wzajemnie futerka wylizywać i spijać z dziubków!
ale obawiam się wspólnych misek i wspólnych kuwet...
tata proponuje, żeby koty rozdzielić piętrami, skoro mam obawy, ale to nie jest dla mnie rozwiązanie, bo jak mam siedzieć w sama w swoim pokoju z kotami, to już wolę siedzieć sama z kotami w swoim mieszkaniu
w zasadzie przyjeżdżając na weekend mogę prosić, żeby ich koty przestały mieć stały dostęp do chrupek (i tak musiałabym o to prosić, bo w miskach RC)
ale co z kuwetami? rzeczywiście ryzyko zarażenia się przez kuwetę jest duże?
a co z innymi rzeczami? fotele, "kocie poduszki", drapaki, zabawki?
naprawdę nie wyobrażam sobie rozdzielenia piętrami, taka metoda po prostu zawiedzie, ktoś nie dopilnuje drzwi...
obawiam się też zostawić koty pod opieką taty w razie wyjazdu urlopowego, z tego samego powodu, że ktoś o drzwiach zapomni, albo mu kot śmignie między nogami
