Gerdo, mama po truciu się statynami miała cholesterol około 130 (opisywałam jakiś czas temu skutki uboczne), więc obecne 170 to dla niej podwyższenie i póki co martwi się, czy aby dobrze robi nic nie biorąc. Ja nie jestem lekarzem i cud, że poprzednio mnie posłuchała, a teraz muszę na nowo argumentować. Mam tę "przewagę", że 2 razy wyszło na moje

, gdy namówienie na odstawienie dwóch leków spowodowało poprawę zdrowia i samopoczucia.
I nie chodzi o proporcje LDL/HDL czy trójglicerydy, ot, zleca się zbadanie poziomu cholesterolu całkowitego i tyle.
Trafić na dobrych lekarzy to jak wygrana na loterii, a wiadomo, jakie jest prawdopodobieństwo...
[ Dodano: 2014-03-25, 09:10 ]
I jeszcze służba zdrowia w krzywym zwierciadle kabaretowego skeczu - trochę śmieszne, trochę niepojące. Za:
http://mtodd.pl/blog/?p=108
"Przychodzi baba do lekarza"
Występują: Baba, Lekarz, Następny.
Baba: Krzyż mnie boli, panie doktorze.
Lekarz: Świetnie (wypełnia receptę). Coś jeszcze?
Baba: Jestem bardzo słaba.
Lekarz: W pani wieku to normalne. Przepiszę pani witaminy.
Baba: Wszystkie?
Lekarz: Oczywiście. Na pewno jakiejś pani brakuje.
Baba: Pewnie tak, tylko po multiwitaminie źle się czuję, mam mdłości, niestrawność.
Lekarz: Przepiszę coś na żołądek i na sen. (wypisując kolejną receptę).
Baba: Ale ja śpię dobrze.
Lekarz: (cały czas pisząc) Będzie pani spała jeszcze lepiej.
Baba: Mam niskie ciśnienie, więc może lepiej nie obniżać go środkami nasennymi.
Lekarz: Skąd to przypuszczenie, że ma pani niskie ciśnienie?
Baba: Sama mierzyłam. Mam aparat.
Lekarz: No, to dam pani też coś na podwyższenie ciśnienia i obniżenie poziomu cholesterolu.
Baba: A mam za wysoki poziom?
Lekarz: Każdy ma za wysoki. Dam też coś na obniżenie cukru we krwi.
Baba: To też każdy ma za wysoki?
Lekarz: Nie każdy, ale w pani wieku to bardzo prawdopodobne.
Baba: A może wpierw zrobić badanie krwi?
Lekarz: Wykluczone. Skończył się limit. (wciska BABIE recepty i wypycha ją za drzwi) Następny proszę. O! To znowu pan.
Następny: Jak leci?
Lekarz: Dobrze. Tu są dla pana kopie recept. W tym tygodniu będzie ich już z tysiąc i wszystkie bez wyjątku na specyfiki waszej firmy. Mam nadzieję, że to mnie uplasuje wysoko w rankingu współpracowników.
Następny: To zależy.
Lekarz: Od czego?
Następny: Widzi pan, doktorze, baby się teraz wycwaniły. Kupują tam gdzie taniej, a niekiedy nie realizują recept wcale.
Lekarz: Coś tam zawsze taka baba kupi.
Następny: Mam dla pana coś wyjątkowego (wyjmuje z teczki i prezentuje pieczątkę). Nie będzie się pan musiał fatygować z każdorazowym wypisywaniem na recepcie. Duża oszczędność czasu.
Lekarz: Rzeczywiście. Poważne usprawnienie. Ale pan wie, że ten lek uzależnia?
Następny: Panie doktorze, oczywiście! A jak inaczej zachować raz zdobytego pacjenta?
Lekarz: No, nie wiem.
Następny: Jakieś skrupuły? Szkoda, bo miałem właśnie zamiar zaproponować panu coś wyjątkowego.
Lekarz: Darmowe próbki leków?
Następny: Co by pan powiedział na stanowisko dyrektora bardzo znanego szpitala? Uprzedzę pańskie pytania. Szpital prosperuje całkiem dobrze i to nas martwi, bo jesteśmy zainteresowani kupnem. Chodzi o spowodowanie zadłużenia. My te długi wykupimy, a pan przejdzie na kolejne dyrektorskie stanowisko w następnym szpitalu. Co pan na to, doktorku?