To zupełnie przypadkowe zdjęcie tak wygląda jakby było "spojrzenie". AKurat jedli tak, ze mieli bardzo blisko pysie. Cu sith w tym momencie aurat odciąga mordkę od mięsa - wyszarpnęła sobie kawałek, a Taz, jak się przyjrzysz - akurat memła w pysiu. Oni się na tym zdjęciu wcale na siebie nie patrzą - to tylko tak wygląda
Ano razem. A Taz jest zaborczy jeśli chodzi o jedzenie i bardzo broni. Ale się uparłam i ich nauczyłam jeść razem. Dosłownie w tej chwili obgryzają sobie kilka jelenich kręgów z resztek mięsakawałek jest tak już mały, że to wygląda jakby ona mu z pyska wyjadała.
Generalnie ze wspólnym jedzeniem jesteśmy na etapie takim
- jak dostaną od razu razem to jest pięknie
- jak ona dostanie a on dołącza to tez jest miło (choć dziś przy króliku warknęła ciutkę najpierw. Chyba dopiero jak zerknęła ile tego jest to odpuściła hahaha)
- ale jak on dostanie najpierw to jeszcze broni. Ale młoda odpuszcza po pierwszym warknięciu więc spokój. On czasem potem sam ją zaprasza i dalej jedzą już razem
Owszem. Braciszek bardziej zdystansowany, trochę nieśmiały. Niesamowite jest to, jak bardzo oni się różnią, a są z jednego i tego samego miotu. Niby ogólnie ten sammotyw - krótkie nóżki z długim tułowiem. Ale on jest taki ubity i kształt głowy ciut inny. DO tego zupełnie inna sierść. Jego jest szorstka, jej jedwabiście miękka
Co do drugiego spaceru to Cu pokazała, że jej tatą jest border. Zabawa z Brandy polegała na tym, że Cu przykucała na 4 gogi, skradała się, potem przywarowanie, obserwacja (jak kalibrowanie, celowanie niemalże) a potem sus i pogoń. Typowo borderowe, wrodzone zachowanie. Z kolei fazy biegu ma jak babcia trochę - babcia jest w typie greyhounda