Kolejny kot w domu - blaski i cienie dokocenia

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Skipper
Posty: 2810
Rejestracja: 2012-08-31, 20:16

Post autor: Skipper »

Na razie się nie wybiera :mrgreen: choć myślę, że szanse na jakieś znaczące miejsce by miał duże. Co wcale nie znaczy, że w domu ma elegancko nie wyglądać :love:
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska... :mrgreen:(Zhuangzi 庄子)
Awatar użytkownika
Solarie
Posty: 114
Rejestracja: 2012-07-24, 19:11
Lokalizacja: Oświęcim

Post autor: Solarie »

Aktualnie próbuję zbratać Malagę, mojego rezydenta, z Pinellim. Dzisiaj próbowałam zrobić to przez wspólny barfny posiłek. Skończyło się tak:
Obrazek

czyli Pinelli wylizał swoją porcję do czysta, a Malaga zamiast zjeść swój obiad, wolał go obserwować z bezpiecznej odległości. Rudy smyk wykorzystał więc okazję i kiedy zjadł swój obiad... zabrał się za posiłek Malagi. :lol:

Obrazek
Obrazek
Jesteśmy tu.
Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty i na tych pokrzywdzonych przez los.
Awatar użytkownika
gerda
Posty: 1576
Rejestracja: 2011-09-21, 21:09
Lokalizacja: podlaskie

Post autor: gerda »

No - jakoś tak groźnie nad nim stoi..... :shock:
Awatar użytkownika
Solarie
Posty: 114
Rejestracja: 2012-07-24, 19:11
Lokalizacja: Oświęcim

Post autor: Solarie »

gerda pisze:No - jakoś tak groźnie nad nim stoi..... :shock:
To drugi dzień, kiedy się widzą, więc Malaga jeszcze na niego syczy i daje łapą po głowie, ale wszystko zmierza ku lepszemu, po południu już się obaj razem ze mną bawili wędką. :-)
Jesteśmy tu.
Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty i na tych pokrzywdzonych przez los.
Tufitka
Posty: 3015
Rejestracja: 2013-01-21, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Tufitka »

muszą się poznać, musisz dać trochę czasu. Ja właśnie jestem już (raczej) po dokoceniu. Miał być tymczas, ale chyba (raczej już tak) zostanie na stałe. Kilka miesięcy temu wzięliśmy 3 miesięczną kotkę. Bidula znaleziona była na ulicy i trochę siedziała w klatce w lecznicy. U nas najpierw kilka dni w klatce siedziała. Była tak wystraszona, że nic jej nie interesowało, byłą wycofana, przed rękoma starała się wcisnąć w jak najdalszy kącik klatki. Sadzana na okno nie wyglądała. Ale powoli, powoli codzienny kontakt i teraz kicia zaczyna dokazywać z moimi kociczkami (mają już rok i 2 miesiące). Na początku też bardzo na nią fuczały, odganiały. Miałam obawę czy nic jej nie zrobią. Koleżanka, od której ją wzięłam (prowadzi Stowarzyszenie) i ma większe doświadczenie z kotami niż ja (niekiedy u niej w domu czeka na adopcję po kilkanaście kotów) powiedziała, że jak jej nie pogryzły do krwi, to po jakimś czasie się dogadają. Koło miesiąca, półtorej to zajęło. Od dwóch dni nie ma wrzasków. Owszem jak mała za bardzo dokazuje to dostanie łapką, ale jakoś układają sobie relacje. zdarza się, że jadają z tego samego talerza. Mam dwie kuwety i korzystają z obu. Na oknie siedzą obok siebie. Przez ten czas obdzielałam wszystkie koty podobnym zainteresowaniem, żeby moje rezydentki nie poczuły się gorsze, bo nowy kot zawitał do domu. Czasem - na początku moja kicia niekiedy się obrażała, ale za trochę jej foch przechodził.

Z każdym dniem będzie lepiej.
U Ciebie rteż się poukłada - skoro go nie zaatakował
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
Awatar użytkownika
Skipper
Posty: 2810
Rejestracja: 2012-08-31, 20:16

Post autor: Skipper »

Niezły gość :mrgreen:
Spoko, chłopaki dogadają się :kciuk:
U mnie zajęło to ok. 3 dni z tym, że koty były trochę młodsze (przynajmniej jeden ;-) )
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska... :mrgreen:(Zhuangzi 庄子)
Tufitka
Posty: 3015
Rejestracja: 2013-01-21, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Tufitka »

u mnie zajęło dłużej, gdyż kotki nie są skore do zabawy z młodszą o pół roku kicią. Już są dystyngowane damy, co to z kociakami się nie zadają :mrgreen:
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
Awatar użytkownika
Skipper
Posty: 2810
Rejestracja: 2012-08-31, 20:16

Post autor: Skipper »

No u mnie różnica 3 miesiące bez 5 dni :mrgreen:
Aktualnie 14 miesięcy i 11 miesięcy, ale chłopaki ganiają się równo po chałupie :twisted: łomot tylko słychać. Wiek im jakoś w tym nie przeszkadza ;-)
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska... :mrgreen:(Zhuangzi 庄子)
Awatar użytkownika
Solarie
Posty: 114
Rejestracja: 2012-07-24, 19:11
Lokalizacja: Oświęcim

Post autor: Solarie »

Minęło 18 dni od mojego dokocenia, więc myślę, że mogę zrobić dłuższe podsumowanie. ;-) Na początku przyznam, że byłam bardzo zestresowana i pewnie jak wielu dokacających się przechodziłam stadium "skrzywdziłam swojego rezydenta".
Pierwszego dnia koty był całkowicie odizolowane, by Pini przyzwyczaił się do nowego otoczenia, zapachów, a Malaga dostosował do nowej sytuacji. Potem powoli je sobie przedstawiałam przez krótkie sesje ze szparą w drzwiach, by się widziały i obwąchały, wymieniałam między nimi zabawki, stosowałam trik z pocieraniem wacika o policzki kotów, by wymienić zapachy lub np. brałam Pinelliego do kuchni, a Malagę na jakiś czas wpuszczałam do mojego pokoju, by wszystko dokładnie obwąchał.
Przez pierwsze trzy dni Malagito był werbalnie agresywny względem Pinelliego: syczał, wręcz warczał obnażając zęby, stroszył się; wobec mnie był za to oziębły: nie pozwalał się dotknąć, o głaskaniu nie było mowy, wręcz uciekał na mój widok, zawodząc. Za to Pinelli czuł się jak u siebie, korzystał ze wszystkich zabawek i drapaków, łasił się i pozwalał głaskać, a na Malagę zupełnie nie reagował, ani się nie bał, ani nie odpowiadał agresją. Z racji wieku (miał ok. 7 tygodni) bardziej go interesował ogrom zabawek niż jakiś kot psioczący za drzwiami. :lol:
Drugiego dnia wpuściłam Malagę do pokoju w obecności Pinelliego - mój rezydent się do niego nie zbliżał, raczej obserwował z bezpiecznej odległości, a jak Mały podchodził za blisko to automatycznie dostawał z łapy po pysku. Tak to w skrócie wyglądało: http://www.youtube.com/watch?v=4fMA9kJeeaY
Potem z każdym dniem było coraz lepiej, tzn. Malaga przestał syczeć na sam widok Pinelliego, był go coraz bardziej ciekawy, zwłaszcza, że Mały zachowywał się bardzo odważnie i mimo że dostawał z łapy, i tak wciąż zaczepiał Malagitę do zabawy. Trzeciego dnia dokocenia Malaga z powrotem pozwolił mi się głaskać. ;-)
Wtedy też rozpoczęłam próby ich wspólnych zabaw, a w pokoju cały czas leciała mi muzyka klasyczna, bo przy niej Malaga był o wiele spokojniejszy :lol:
Pierwsza próba wspólnej zabawy: http://youtu.be/64u7CY4Jujc

Przełom w ich relacjach nastąpił po czterech dniach, kiedy to po raz pierwszy Malaga umył śpiącemu Pinelliemu uszko. 8-) Potem już powoli szło z górki: chłopcy się bardzo dużo bili (ale ani razu od samego początku nie latało futro i nie polała się krew), zaczęli spać coraz bliżej siebie, nieśmiało się myć. Potem po szczepieniu Pinelliego wyszły jego problemy zdrowotne: najpierw egzema na pyszczku, więc byli cztery dni izolowani, by zapobiec zarażeniu, a zaraz potem posikiwanie Pinusia i jego chora łapa, więc izolacja się przedłużyła do 6 dni, kiedy się mało co widzieli.
Myślę, że taka pseudo-rozłąka dużo im dała, bo zaraz potem zaczęli traktować się jak bracia, Malaga stał się wobec malucha bardzo opiekuńczy (różnica między nimi to ok. rok i 8 miesięcy). Teraz już bawią się razem, śpią wtuleni w siebie, myją się po pięć razy dziennie, często jedzą z jednego talerzyka...
Zapanowała idealna harmonia i w końcu widzę, że Malaga naprawdę potrzebował towarzystwa - jest weselszy, wzrosła jeszcze bardziej jego aktywność i apetyt, musi mieć Pinelliego cały czas w zasięgu wzroku, inaczej nawołuje go po mieszkaniu, dopóki go nie zlokalizuje... :-D
Minęły dwa tygodnie i naprawdę widać, że się pokochali:
1) http://www.youtube.com/watch?v=uxB4eS8EkCs
2) http://www.youtube.com/watch?v=bD3935PWCiM

:hura:
Jesteśmy tu.
Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty i na tych pokrzywdzonych przez los.
Awatar użytkownika
Iowa
Posty: 372
Rejestracja: 2011-11-21, 19:14
Lokalizacja: Lublin

Post autor: Iowa »

Rewelacja! Jaki mały jest dokładny w tym myciu;) Moje nie mają aż tyle cierpliwości dla siebie.
...inexplicable catness...
Sandra
Posty: 3447
Rejestracja: 2011-12-29, 12:06

Post autor: Sandra »

Solarie, przepiękna opowieść :kwiatek:
To jest kolejny dowód na to, ze koty potrafią się nie tylko znosić ale i zaprzyjaźnić.
Miałaś szczęście, że tak szybko koty się polubiły i miłość trawa.
Jakie to ważne to jeszcze sie przekonasz.
Awatar użytkownika
Skipper
Posty: 2810
Rejestracja: 2012-08-31, 20:16

Post autor: Skipper »

Urocze kociska :love: U mnie się tak nie wylizują :cry:
Oczywiście Rico wymyje Skippiego, który w trakcie zabiegów jest rozanielony, ale z rewanżem kiepsko. Skippi za godne jego jęzora uważa niestety tylko moje ręce :roll:
Za to ganiają i bawią się razem, jeden drugiego zaczepia i zaprasza do wspólnych biegów.
A już najlepsze, jak jeden na drugiego poluje :mrgreen:
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska... :mrgreen:(Zhuangzi 庄子)
Awatar użytkownika
Solarie
Posty: 114
Rejestracja: 2012-07-24, 19:11
Lokalizacja: Oświęcim

Post autor: Solarie »

Skipper pisze:A już najlepsze, jak jeden na drugiego poluje :mrgreen:
U mnie to Pinelli (mały rudzielec) co i rusz poluje na ogon Malagi i gryzie go z ogromną zawziętością (wyrzynają mu się zęby, pewnie dziąsła go swędzą i gryzie co mu w łapy wpadnie), także Malaga ostatnimi czasy ma go trochę dość. :lol: Zwłaszcza, że przez te upały leży rozłożony i zwyczajnie nie ma siły się bronić przed tym rudym diabłem, tylko macha zdenerwowany ogonem jakby odganiał natrętną muchę (co nie jest dalekie od prawdy :mrgreen: ), ale to tylko nakręca Piniego, bo ma ruchomy cel, na który może polować. :roll:
Jesteśmy tu.
Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty i na tych pokrzywdzonych przez los.
Tufitka
Posty: 3015
Rejestracja: 2013-01-21, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Tufitka »

Solarie cieszę się, że wszystko się poukładało :kwiatek:
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
Awatar użytkownika
zenia
Posty: 1134
Rejestracja: 2011-09-22, 08:19

Post autor: zenia »

u nas ostatnie dokocenie na początku miesiąca
wsio trwało może 3 doby
jako tez teraz mam dziewczyny miłe sympatyczne i tolerancyjne najmłodsza mimoże ze w nieciekawej formie psychicznej
została przyjęta dobrze
Tilda zaraz się nią zaopiekowała
Ryska najstarsza nawet się nie zainteresowała(przez te lata niejednego kota widziała więc ma to w d....)
Tylko Bocianek warczała ,szła do małej i pac -w pysk ..troche musiałam ja pilnować
mała wracała do pokoju (kwarantanna)
ale jako że maluch pragnąl towarzystwa po dwócho dobach ją wypuściłam i juz wtopiona w tło mieszka z nami

przez iles tam lat wprowadzania kotów to było najkrótsze najmniej problemowe dokocenie
ODPOWIEDZ