Kolejny kot w domu - blaski i cienie dokocenia
Aktualnie próbuję zbratać Malagę, mojego rezydenta, z Pinellim. Dzisiaj próbowałam zrobić to przez wspólny barfny posiłek. Skończyło się tak:

czyli Pinelli wylizał swoją porcję do czysta, a Malaga zamiast zjeść swój obiad, wolał go obserwować z bezpiecznej odległości. Rudy smyk wykorzystał więc okazję i kiedy zjadł swój obiad... zabrał się za posiłek Malagi.



czyli Pinelli wylizał swoją porcję do czysta, a Malaga zamiast zjeść swój obiad, wolał go obserwować z bezpiecznej odległości. Rudy smyk wykorzystał więc okazję i kiedy zjadł swój obiad... zabrał się za posiłek Malagi.


muszą się poznać, musisz dać trochę czasu. Ja właśnie jestem już (raczej) po dokoceniu. Miał być tymczas, ale chyba (raczej już tak) zostanie na stałe. Kilka miesięcy temu wzięliśmy 3 miesięczną kotkę. Bidula znaleziona była na ulicy i trochę siedziała w klatce w lecznicy. U nas najpierw kilka dni w klatce siedziała. Była tak wystraszona, że nic jej nie interesowało, byłą wycofana, przed rękoma starała się wcisnąć w jak najdalszy kącik klatki. Sadzana na okno nie wyglądała. Ale powoli, powoli codzienny kontakt i teraz kicia zaczyna dokazywać z moimi kociczkami (mają już rok i 2 miesiące). Na początku też bardzo na nią fuczały, odganiały. Miałam obawę czy nic jej nie zrobią. Koleżanka, od której ją wzięłam (prowadzi Stowarzyszenie) i ma większe doświadczenie z kotami niż ja (niekiedy u niej w domu czeka na adopcję po kilkanaście kotów) powiedziała, że jak jej nie pogryzły do krwi, to po jakimś czasie się dogadają. Koło miesiąca, półtorej to zajęło. Od dwóch dni nie ma wrzasków. Owszem jak mała za bardzo dokazuje to dostanie łapką, ale jakoś układają sobie relacje. zdarza się, że jadają z tego samego talerza. Mam dwie kuwety i korzystają z obu. Na oknie siedzą obok siebie. Przez ten czas obdzielałam wszystkie koty podobnym zainteresowaniem, żeby moje rezydentki nie poczuły się gorsze, bo nowy kot zawitał do domu. Czasem - na początku moja kicia niekiedy się obrażała, ale za trochę jej foch przechodził.
Z każdym dniem będzie lepiej.
U Ciebie rteż się poukłada - skoro go nie zaatakował
Z każdym dniem będzie lepiej.
U Ciebie rteż się poukłada - skoro go nie zaatakował
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
George Bernard Shaw
Minęło 18 dni od mojego dokocenia, więc myślę, że mogę zrobić dłuższe podsumowanie.
Na początku przyznam, że byłam bardzo zestresowana i pewnie jak wielu dokacających się przechodziłam stadium "skrzywdziłam swojego rezydenta".
Pierwszego dnia koty był całkowicie odizolowane, by Pini przyzwyczaił się do nowego otoczenia, zapachów, a Malaga dostosował do nowej sytuacji. Potem powoli je sobie przedstawiałam przez krótkie sesje ze szparą w drzwiach, by się widziały i obwąchały, wymieniałam między nimi zabawki, stosowałam trik z pocieraniem wacika o policzki kotów, by wymienić zapachy lub np. brałam Pinelliego do kuchni, a Malagę na jakiś czas wpuszczałam do mojego pokoju, by wszystko dokładnie obwąchał.
Przez pierwsze trzy dni Malagito był werbalnie agresywny względem Pinelliego: syczał, wręcz warczał obnażając zęby, stroszył się; wobec mnie był za to oziębły: nie pozwalał się dotknąć, o głaskaniu nie było mowy, wręcz uciekał na mój widok, zawodząc. Za to Pinelli czuł się jak u siebie, korzystał ze wszystkich zabawek i drapaków, łasił się i pozwalał głaskać, a na Malagę zupełnie nie reagował, ani się nie bał, ani nie odpowiadał agresją. Z racji wieku (miał ok. 7 tygodni) bardziej go interesował ogrom zabawek niż jakiś kot psioczący za drzwiami.
Drugiego dnia wpuściłam Malagę do pokoju w obecności Pinelliego - mój rezydent się do niego nie zbliżał, raczej obserwował z bezpiecznej odległości, a jak Mały podchodził za blisko to automatycznie dostawał z łapy po pysku. Tak to w skrócie wyglądało: http://www.youtube.com/watch?v=4fMA9kJeeaY
Potem z każdym dniem było coraz lepiej, tzn. Malaga przestał syczeć na sam widok Pinelliego, był go coraz bardziej ciekawy, zwłaszcza, że Mały zachowywał się bardzo odważnie i mimo że dostawał z łapy, i tak wciąż zaczepiał Malagitę do zabawy. Trzeciego dnia dokocenia Malaga z powrotem pozwolił mi się głaskać.
Wtedy też rozpoczęłam próby ich wspólnych zabaw, a w pokoju cały czas leciała mi muzyka klasyczna, bo przy niej Malaga był o wiele spokojniejszy
Pierwsza próba wspólnej zabawy: http://youtu.be/64u7CY4Jujc
Przełom w ich relacjach nastąpił po czterech dniach, kiedy to po raz pierwszy Malaga umył śpiącemu Pinelliemu uszko.
Potem już powoli szło z górki: chłopcy się bardzo dużo bili (ale ani razu od samego początku nie latało futro i nie polała się krew), zaczęli spać coraz bliżej siebie, nieśmiało się myć. Potem po szczepieniu Pinelliego wyszły jego problemy zdrowotne: najpierw egzema na pyszczku, więc byli cztery dni izolowani, by zapobiec zarażeniu, a zaraz potem posikiwanie Pinusia i jego chora łapa, więc izolacja się przedłużyła do 6 dni, kiedy się mało co widzieli.
Myślę, że taka pseudo-rozłąka dużo im dała, bo zaraz potem zaczęli traktować się jak bracia, Malaga stał się wobec malucha bardzo opiekuńczy (różnica między nimi to ok. rok i 8 miesięcy). Teraz już bawią się razem, śpią wtuleni w siebie, myją się po pięć razy dziennie, często jedzą z jednego talerzyka...
Zapanowała idealna harmonia i w końcu widzę, że Malaga naprawdę potrzebował towarzystwa - jest weselszy, wzrosła jeszcze bardziej jego aktywność i apetyt, musi mieć Pinelliego cały czas w zasięgu wzroku, inaczej nawołuje go po mieszkaniu, dopóki go nie zlokalizuje...
Minęły dwa tygodnie i naprawdę widać, że się pokochali:
1) http://www.youtube.com/watch?v=uxB4eS8EkCs
2) http://www.youtube.com/watch?v=bD3935PWCiM

Pierwszego dnia koty był całkowicie odizolowane, by Pini przyzwyczaił się do nowego otoczenia, zapachów, a Malaga dostosował do nowej sytuacji. Potem powoli je sobie przedstawiałam przez krótkie sesje ze szparą w drzwiach, by się widziały i obwąchały, wymieniałam między nimi zabawki, stosowałam trik z pocieraniem wacika o policzki kotów, by wymienić zapachy lub np. brałam Pinelliego do kuchni, a Malagę na jakiś czas wpuszczałam do mojego pokoju, by wszystko dokładnie obwąchał.
Przez pierwsze trzy dni Malagito był werbalnie agresywny względem Pinelliego: syczał, wręcz warczał obnażając zęby, stroszył się; wobec mnie był za to oziębły: nie pozwalał się dotknąć, o głaskaniu nie było mowy, wręcz uciekał na mój widok, zawodząc. Za to Pinelli czuł się jak u siebie, korzystał ze wszystkich zabawek i drapaków, łasił się i pozwalał głaskać, a na Malagę zupełnie nie reagował, ani się nie bał, ani nie odpowiadał agresją. Z racji wieku (miał ok. 7 tygodni) bardziej go interesował ogrom zabawek niż jakiś kot psioczący za drzwiami.
Drugiego dnia wpuściłam Malagę do pokoju w obecności Pinelliego - mój rezydent się do niego nie zbliżał, raczej obserwował z bezpiecznej odległości, a jak Mały podchodził za blisko to automatycznie dostawał z łapy po pysku. Tak to w skrócie wyglądało: http://www.youtube.com/watch?v=4fMA9kJeeaY
Potem z każdym dniem było coraz lepiej, tzn. Malaga przestał syczeć na sam widok Pinelliego, był go coraz bardziej ciekawy, zwłaszcza, że Mały zachowywał się bardzo odważnie i mimo że dostawał z łapy, i tak wciąż zaczepiał Malagitę do zabawy. Trzeciego dnia dokocenia Malaga z powrotem pozwolił mi się głaskać.
Wtedy też rozpoczęłam próby ich wspólnych zabaw, a w pokoju cały czas leciała mi muzyka klasyczna, bo przy niej Malaga był o wiele spokojniejszy
Pierwsza próba wspólnej zabawy: http://youtu.be/64u7CY4Jujc
Przełom w ich relacjach nastąpił po czterech dniach, kiedy to po raz pierwszy Malaga umył śpiącemu Pinelliemu uszko.
Myślę, że taka pseudo-rozłąka dużo im dała, bo zaraz potem zaczęli traktować się jak bracia, Malaga stał się wobec malucha bardzo opiekuńczy (różnica między nimi to ok. rok i 8 miesięcy). Teraz już bawią się razem, śpią wtuleni w siebie, myją się po pięć razy dziennie, często jedzą z jednego talerzyka...
Zapanowała idealna harmonia i w końcu widzę, że Malaga naprawdę potrzebował towarzystwa - jest weselszy, wzrosła jeszcze bardziej jego aktywność i apetyt, musi mieć Pinelliego cały czas w zasięgu wzroku, inaczej nawołuje go po mieszkaniu, dopóki go nie zlokalizuje...
Minęły dwa tygodnie i naprawdę widać, że się pokochali:
1) http://www.youtube.com/watch?v=uxB4eS8EkCs
2) http://www.youtube.com/watch?v=bD3935PWCiM
Urocze kociska
U mnie się tak nie wylizują
Oczywiście Rico wymyje Skippiego, który w trakcie zabiegów jest rozanielony, ale z rewanżem kiepsko. Skippi za godne jego jęzora uważa niestety tylko moje ręce
Za to ganiają i bawią się razem, jeden drugiego zaczepia i zaprasza do wspólnych biegów.
A już najlepsze, jak jeden na drugiego poluje
Oczywiście Rico wymyje Skippiego, który w trakcie zabiegów jest rozanielony, ale z rewanżem kiepsko. Skippi za godne jego jęzora uważa niestety tylko moje ręce
Za to ganiają i bawią się razem, jeden drugiego zaczepia i zaprasza do wspólnych biegów.
A już najlepsze, jak jeden na drugiego poluje
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
U mnie to Pinelli (mały rudzielec) co i rusz poluje na ogon Malagi i gryzie go z ogromną zawziętością (wyrzynają mu się zęby, pewnie dziąsła go swędzą i gryzie co mu w łapy wpadnie), także Malaga ostatnimi czasy ma go trochę dość.Skipper pisze:A już najlepsze, jak jeden na drugiego poluje
u nas ostatnie dokocenie na początku miesiąca
wsio trwało może 3 doby
jako tez teraz mam dziewczyny miłe sympatyczne i tolerancyjne najmłodsza mimoże ze w nieciekawej formie psychicznej
została przyjęta dobrze
Tilda zaraz się nią zaopiekowała
Ryska najstarsza nawet się nie zainteresowała(przez te lata niejednego kota widziała więc ma to w d....)
Tylko Bocianek warczała ,szła do małej i pac -w pysk ..troche musiałam ja pilnować
mała wracała do pokoju (kwarantanna)
ale jako że maluch pragnąl towarzystwa po dwócho dobach ją wypuściłam i juz wtopiona w tło mieszka z nami
przez iles tam lat wprowadzania kotów to było najkrótsze najmniej problemowe dokocenie
wsio trwało może 3 doby
jako tez teraz mam dziewczyny miłe sympatyczne i tolerancyjne najmłodsza mimoże ze w nieciekawej formie psychicznej
została przyjęta dobrze
Tilda zaraz się nią zaopiekowała
Ryska najstarsza nawet się nie zainteresowała(przez te lata niejednego kota widziała więc ma to w d....)
Tylko Bocianek warczała ,szła do małej i pac -w pysk ..troche musiałam ja pilnować
mała wracała do pokoju (kwarantanna)
ale jako że maluch pragnąl towarzystwa po dwócho dobach ją wypuściłam i juz wtopiona w tło mieszka z nami
przez iles tam lat wprowadzania kotów to było najkrótsze najmniej problemowe dokocenie