Nie wolno głodzić fretki tak jak kota, ma dużo szybszy metabolizm i taka 24 godzinna głodówka może odbić się na zdrowiu.
Moje fretki praktycznie same przechodziły na mięso (te, które przyjechały do mnie jako suchożery) jakoś specjalnie nie starałam się uczyć jeść mięso, pod tym względem stadko to duży plus, jakaś tam wzajemna konkurencja o lepsze kąski motywuje.
Suchojady przyjaciół przestawiałam zaczynając od... gerberka, gotowałam standardowego gerberka, którego i moje gadziny czasami dostają, uparciuchowi dawałam na początek przy pomocy łyżeczki, albo z palca by poznał smak, ważne by wtedy odstawić suchą karmę na dzień, takie podkarmianie gerberkiem stosowałam 3x dziennie (nic na siłę, ale po 2 dniach zwierzak sam wykazywał chęć jedzenia), suchą karmę zostawiałam na noc.
Po tygodniu gerberka zaczęłam zmieniać jego skład, porcję dzieliłam na pół i do połowy wrzucałam trochę surowego mięsa, miksowałam i podawałam, zwierzak miał poznać smak mięsa. Kilka dni takiej mikstury i przychodził czas na surowiznę, miksowałam kawałek mięska w rosołku lub z wodą (ciepła, przegotowaną), dodawałam żółtko do smaku (które często daję z gerberem) i taką papkę dawałam zwierzakowi, na początku z palca a później już sam zlizywał z talerza.
Z czasem do miksowanego mięsa dodawałam mielone, później grubo mielone aż w końcu przestałam miksować a na talerzu lądowało krojone mięso, tu wchodziłam z uporem, albo to, albo nic, na ogół śniadanie z fochem skutkowało kolacją zjedzoną.
Od pewnego czasu do krojonego mięsa dodawałam kawałek mięska z kością, plasterek szyjki tak do wyboru, z czasem i to zaczęło znikać.
Średnio zajmowało mi to na luzie 3 tygodnie, znajomy przywoził suchojada a odbierał z hoteliku drapieżnika
Były też inne fretki, którym trzeba było suche obrzydzić, ale to już inna opowieść
