Dawno nas nie było, więc najwyższy czas, żeby Wam się trochę ponarzucać na oczy

!
Mamy za sobą dwa wyjazdy:
1. pierwszy- to mały, taki tylko na próbę, żeby Kociak poznał swoich ludzkich dziadków i ciocie

. Dwa dni- jeden nocleg. Trasa niby krótka, bo około 100 km, ale o tyle problematyczna, że jak jedziemy do rodziny, to każdy chce, żeby go odwiedzić - można więc śmiało nazwać ją "wycieczką objazdową".
No i tu trzy główne wnioski: a/ Zoltan serio, ale to serio NIE ZNOSI jeździć samochodem! Rytmiczne "miau-miau-miau" w równych odstępach przez całą drogę

. Ciągle jeszcze mam nadzieję, że z czasem mu się znudzi

.
b/ Nasz Kotek (moja przyjaciółka mówi na niego -m.in. przez takie zachowania- "niekotek") każde nowe miejsce w którym się znajdzie, praktycznie od razu uznaje za swój teren. Dwa razy powącha, po czym albo pójdzie buszować za szafką, albo zwinie się gdzieś w kłębek do spania, albo znajdzie sobie coś do zabawy. No i do tego każdy napotkany człowiek, to z automatu JEGO CZŁOWIEK - winien mu dozgonny zachwyt i uwielbienie

! No chłopak jest niesamowity!
c/ Na takich wyjazdówkach "do rodziny" BARF sprawdza się, jak należy - w "domu docelowym" lodówka i zamrażarka jest przecież dostępna. W ciągu dnia próbowaliśmy się wspomagać wysokomięsnymi saszetkami, ale z powodu wrażeń i dosyć wysokiej temperatury saszetka nie miała dużego wzięcia - a wieczorem duża porcja mieszanki została równo zeżarta!
2. drugi wyjazd troszkę dłuższy: 4 dni (3 noclegi). Wybrane odpowiednie miejsce: zaciszne, nad jeziorem, hotel przyjazny zwierzakom

. Podróż około 2x dłuższa, temperatury dużo wyższe (akurat wcelowaliśmy w falę upałów).
No cóż - stosunek Zoltana do podróży samochodem nie uległ poprawie. W pierwszą stronę mieliśmy 3 godziny miauczenia i ziajania (stres+wysiłki związane z rozpaczą w transporterze+ wysoka temperatura). W połowie drogi mieliśmy godzinny postój, żeby kot odpoczął, więc jakoś dojechaliśmy.
Na miejscu Zoltan od razu poczuł się szczęśliwym kotem, pokój hotelowy stał się jego drugim domem, a wieczorem poszliśmy na spacer w szelkach na smyczy nad jeziorem (jakieś dziecko z domku kempingowego, widząc nas wyłaniających się z ciemności: "Ooo! Jaka odblaskowa smycz! Mamoo, a czemu temu psowi tak się oczy świecą?! Chyba, że to kot? Tak, to kot!" - turlałam się ze śmiechu!

)
Podczas naszego wyjazdu, ze względu na temperatury, Zoltan w ciągu dnia zostawał w pokoju (Kotek hotelowy

), a wieczorami chodził z nami na spacery, albo na plażę - raz byliśmy z nim na plaży rano, bo akurat znaleźliśmy super dziką plażę, całkiem pustą i całkiem zacienioną. Raj dla ciekawskiego kociaka (który tym swoim puszystym ogonem zbierał przy okazji cały syf świata - wszystkie paprochy jego!

).
No i trzeba tu wspomnieć jeszcze raz o mocy uroku osobistego Zoltana... Mnóstwo osób wyrażało zainteresowanie Kociakiem: od krótkich komentarzy-wyrazów uznania, poprzez wdawanie się w rozmowy z nami typu: "a co to za rasa?", "chłopiec, czy dziewczynka?", "a jak się wabi?", "ile ma lat? ... coo?? a ja myslałam, że to dorosły kot!" xD itp., aż po spoufalanie się z samym kotem

(a Zoltanowi w to graj! "Wielbcie mnie, głaszczcie! Mówcie, jaki to jestem uroczy!

") Ja to jestem taka mało kontaktowa, więc to dla mnie zupełna nowość, że ludzie oglądają się za nami na ulicy i że zagadują do mnie

...
Jeśli chodzi o jedzonko na naszym wakacyjnym wyjeździe, to zdecydowaliśmy się na saszetki Gussto w różnych smakach - bo niestety, w hotelu nie mieliśmy dostępu do lodówki, ani do zamrażalnika, więc była to jedyna rozsądna opcja. Kociak w każdym razie nie narzekał na zmianę diety

.
Powrót z wakacji poszedł nam trochę lepiej, bo wyjechaliśmy wcześniej, więc w samochodzie nie było gorąco i jakoś tak podróż szybciej minęła. Zoltan oczywiście miauczał, ale tak jakby trochę mniej rozpaczliwie
To może kilka zdjęć z wakacji:

Kotek hotelowy :)

Plażowicz

Pan jeziora

Wymowne spojrzenie

Totalny relaks
Mamy też dwa krótkie filmiki z wakacji:
Zoltan nad jeziorem
Zabawka podróżna*
*Naszą zabawkę podróżną -Catit Play-N-Scratch – 3 in 1 serdecznie polecamy! Zajmuje mało miejsca w bagażu, a Kociak ją uwielbia

!
Rozpisałam się, a mamy coś jeszcze do napisania o nowych "kocich gadżetach", ale to już może następnym razem
