Dzisiaj postanowiłam wziąć Tulkę na spacer. Przez pogodę (najpierw deszcze, później dziki upał) i bolącą łapkę Tulka nie łazikowała już jakieś 2 tygodnie
Najpierw kotecek stwierdził, że jest STRASZNIE. Dwór jest strasznym, niebezpiecznym i przerażającym miejscem! Później doszła do wniosku, że jako odważny kotek i tak trochę połazi
Ale to nic... Sierra została w domu! JEJ WIEWIÓR JEST SAM (bo ja się nie liczę)!!! Dopóki widziała nas z okna to jeszcze była w stanie przeżyć... Jak zniknęłyśmy za rogiem Sierra urządziła koncertową awanturę. Awantura była na tyle WYMOWNA, że Księciunio zrozumiał - Sierra musi natentychmiast iść na dwór ratować swojego Wiewióra!
Sierra, która od 2-3 miesięcy nie chciała wyjść z klatki, łaziła po okolicy... Sprawdzała wszystkie okna, miauczała w nadziei, że JEJ WIEWIÓR ją usłyszy i o mało nie spuściła wp***** Tulce (jak zabije wszystkie groźne koty w okolicy to JEJ WIEWIÓR będzie bezpieczny, prawda?)
Na ten widok doszłam do paru wniosków:
a) dziewczyny do domu muszą wrócić osobno. Ja zabrałam Tulę i kazałam Księciuniowi poczekać parę minut. On zatargał Sierrę do domu (wcale nie była chętna, w końcu JEJ WIEWIÓR nie został znaleziony
b) trzeba spróbować wyjść z dziewczynami razem, żeby Sierra kojarzyła, że TEN STRASZNY KOT to jej Wiewiór
c) są koty absolutnie i bezwzględnie potrzebujące 2 kota... Sierra do nich należy i wzięcie Tulki było najlepszym co mogłam zrobić.
Swoją drogą Sierra potrafi po parę razy dziennie chodzić po domu i szukać Tulki... bo młoda zasnęła w jakimś głupim kącie