Mrowiszcze kiedy ja taka... fotograficznie niechętna

. Może Księciunia namówię, żeby pokazał swoją kolekcję zdjęć (cyka je namiętnie w przerwach między krwawieniem).
Po za tym to nie jest tak, że u nas cisza, spokój i zgoda nigdy nie panują. Sierra doskonale wie, że w nocy nie toleruję głupich pomysłów z gatunku skakania po nas i trzeba się ślicznie przytulić do pańci i iść spać. I pańcio też się do nas ślicznie przytuli... I dzisiaj tylko 2 razy spadła z łóżka od tego ślicznego tulenia, bo mnie dranie zepchnęli

! Dodam, że Księciunio to kurdupel niewiele ode mnie większy (całe 1,70 m chłopa z wagą 65 kg - utył ostatnio, co mu skrzętnie wypominam

), a Sierra mimo wszelkich zapędów do bycia WIEEELKIM kotem w dalszym ciągu nie przekroczyła 2 kg

. Dla pełnego obrazu sytuacji dorzucam rozmiary łóżka - 2 x 2,5 m. Rozumiecie?! Dranie nawet z takiego molocha potrafią mnie wywalić

. I jeszcze to zaspane "Kochanie, gdzie jesteś?"

.
Po za CONOCNYMI przygodami Sierra jest niesamowicie grzecznym i mądrym kotkiem. Jak jestem w domu to naprawdę jej "rozrabianie" nie wykracza po za granice "energiczny kociak" i oznacza raczej przynoszenie Księciuniowi wędkę na kolana (czasami w akcie desperacji również mi). Moja żyrafa doskonale wie, że po pierwsze - ja jestem ta od robienia żarcia i głaskania, po drugie - ja wyznaczam granice. Przy pańci ukochanej lepiej nie zaczynać.
Za próby zdemolowania mieszkania co najwyżej podniosę głowę znad tego co akurat robię i zapytam z lekkim zainteresowaniam "Sierra, na pewno sądzisz, że przeżyjesz podrapanie mojej ukochanej skórzanej kurtki

?". Czasami, już nawet nie podnosząc głowy, rzucam sobie w przestrzeń "Ale za zeżarcie TEGO kwiatka to ty raczej zginiesz, pamiętasz

?". Sierra PAMIĘTA. Sierra bardzo grzecznie zostawia kurtkę czy kwiatka i idzie pobujać się na zasłonach (bo to akurat jej wolno - nie lubię tych zasłon

). Podobnie wyglądają próby obgryzienia mi kości ("A Panienkę porąbało?") czy sięganie do mojego obiadu ("Ja Tobie nie wyjadam!").
Za to ledwie wyjdę do pracy, a po 5 minutach dostaję telefon "Mysza, kup jakieś plastry jak będziesz wracać, bo się kończą... Właśnie sprawdzałem z nudów." Taaa... Już się nabiorę na faceta, który z nudów robi przegląd domowej apteczki

. I absolutnie nie widzę powiększającej się ilości zadrapań i ran (tak, 2 kg kotecka wspinające się po GOŁEJ SKÓRZE powoduje rany) na całym ciele u Księciunia

. A już pod absolutnie żadnym względem ani razu go nie opatrywałam

. I na wrzaski "RATUNKU" nie podnoszę głowy, nie łapię żyrafy i nie stwierdzam "A teraz, kochanie, szlaban kolankowy za maltretowanie pańcia".
I wiecie co? Absolutnie cała różnica wynika wyłącznie z tego, że ja od pierwszego dnia, pierwszej sekundy stawiam kotu granice. Kocham, rozpieszczam i jasno mówię, co można a za co przewinę przez kolano jak rozwydrzonego dzieciaka

. Księciunio kocha, rozpieszcza, od pierwszej sekundy powtarza "Nie,nie,nie" i... pozwala dalej. Jego protesty są traktowane równie serio przez kota jak i przez niego samego. I tylko muszę raz na czas rozdzielać towarzystwo

.