Małga niestety, ale to kompletnie pokręcona rasa - DOWOLNA kotka krzyżowana z serwalem da ci rodowodową Savannah F1. Jedyny warunek - kotka musi być duża. Serwale są większe od kotów domowych i przy kryciu drobnej kotki istnieje ryzyko, że kocur jej kark skręci

. Z tego co się orientuję niektórzy hodowcy dość chętnie używali co większych kotek w typie syjamskim.
Właśnie dlatego moim marzeniem jest rozrost tej rasy na tyle, żeby pokolenia F1 nie były już produkowane. Na szczęście chyba nie jestem jedyna - ojciec Kutachiego był "dalekim" F (określa się tylko pierwsze 8 F), a mimo to był kocurkiem wysokiej klasy i przepięknej urody. Jeszcze 10 lat temu u tak dalekich F moooożeee przy odrobinie szczęścia człowiek mógł dopatrzeć się cienia Savannah.
Inna rzecz, że w efekcie takie podejście daje cuda

. Jakby dobrze poszperać to chyba każde możliwe ubarwienie wyszłoby w genach (widziałam też... łaciatą krowę z rodowodem

). Nie zmienia to faktu, że do rozmnażania dopuszczone są tylko 3 kolory.
Ogólnie ustalmy - nie ja wybierałam tą rasę (raczej wróciłam z pracy i miałam "niespodziankę"), Savannah nie jest to mój szczyt marzeń

. Ale mam bardzo upartego Księciunia (oficjalnego właściciela Sierry), który miał czysto "Kowalskie" podejście do hodowli. Sama staję na głowie, żeby przynajmniej ta hodowla miała jakikolwiek sens. Nie tylko dla Księciunia, ale i dla dobra kociaków i samej rasy.
Przy czym nie zrozumcie mnie źle - Księciunio naprawdę uwielbia ten typ kota i jest wspaniałym właścicielem dla Sierry. Ino czasami rozumku hodowlanego mu brakuje

. Na przykład jak opieram się wybierać kocura po rodowodzie, a nie "gdzie bliżej"

.
Jeśli ktoś chce ze mną dyskutować poważnie o genetyce, chorobach i tego typu cudach to bardzo proszę, przeskoczmy na syberyjczyki - moją miłość ciągle nie spełnioną

. O nich się uczę, bo jakoś tak materiałów więcej... i w ogóle są fajniejsze

. No i jeden, jasny typ, jak kot tej rasy ma wyglądać, a nie "co pokolenie to inaczej"

.