Maks i Mufka :)
Sprawa się chyba wyjaśniła, prawdopodobnie to nie spirulina spowodowała biegunkę u kotów tylko mieszanka
. Zrobiłam pierwszy raz mieszankę z dodatkiem gęsi i nie wiem czy to nietolerancja pokarmowa na gęś czy jakieś felerne mięso trafiłam, czymś naszprycowane czy coś innego, naprawdę nie wiem. Tę mieszankę koty dostawały od czasu do czasu dlatego wcześniej się nie zorientowałam. A ponieważ jednak nadal się pojawiają w kuwecie krowie placki to myślę, że to jednak coś z mięsem było nie tak 
Saga, mnie to Bozia pokarała za te kocie gumowce, bo Tosiek 2 dni temu takiej sraki dostał wieczorem, że jak wychodził z kuwety to z tyłka mu ciekło
(reszta kotów takich rewelacji żołądkowych nie miała - i na całe szczęście).
Musiałam kocie dupsko kosmate umyć (2 razy) a mycie wyrywającego się, prawie 6-kilogramowego Tośka (a raczej jego tyłka) w umywalce to był koszmar - cud, że udało mi się zrobić jakiś taki chwyt (trzymając go pod lewą pachą, ale to było przy pierwszym myciu), że tylnymi kończynami nie wierzgał. Zanim wsadziłam go do umywalki próbowałam wyczyścić futro mokrymi papierowymi ręcznikami kuchennymi - prawie rolka ręczników poszła, a dla Tośka to kompromitacja totalna była. Zamknęłam się z nim w łazience żeby pozostałe kocie towarzystwo nie przeszkadzało, ale kocie towarzystwo (w ilości 3 sztuki) siedziało pod drzwiami od łazienki i filowało przez otwory wentylacyjne, co ja z Tośkiem robię.
Koci macho a Pańcia dupsko myje ? Wstyd i obciach....
Przy drugim myciu Tosiek już się wycwanił, bo owinął się jak wąż wokół mojej talii i wbił mi 10 nieobcinanych od 2 tygodni pazurów w tyłek licząc na to, że jak będzie miał punkt zaczepienia to może go to uratuje od mycia dupska
Spać poszłam o godz. 2.15, dodatkowo spałam pod kocem na wersalce w salonie żeby słyszeć w razie czego grzebanie w żwirku w kuwecie (i co za tym idzie ewentualne kolejne mycie kociego ofutrzonego tyłka). O godz. 5-ej musiałam wstać
MASAKRA 
Musiałam kocie dupsko kosmate umyć (2 razy) a mycie wyrywającego się, prawie 6-kilogramowego Tośka (a raczej jego tyłka) w umywalce to był koszmar - cud, że udało mi się zrobić jakiś taki chwyt (trzymając go pod lewą pachą, ale to było przy pierwszym myciu), że tylnymi kończynami nie wierzgał. Zanim wsadziłam go do umywalki próbowałam wyczyścić futro mokrymi papierowymi ręcznikami kuchennymi - prawie rolka ręczników poszła, a dla Tośka to kompromitacja totalna była. Zamknęłam się z nim w łazience żeby pozostałe kocie towarzystwo nie przeszkadzało, ale kocie towarzystwo (w ilości 3 sztuki) siedziało pod drzwiami od łazienki i filowało przez otwory wentylacyjne, co ja z Tośkiem robię.
Koci macho a Pańcia dupsko myje ? Wstyd i obciach....
Przy drugim myciu Tosiek już się wycwanił, bo owinął się jak wąż wokół mojej talii i wbił mi 10 nieobcinanych od 2 tygodni pazurów w tyłek licząc na to, że jak będzie miał punkt zaczepienia to może go to uratuje od mycia dupska
Spać poszłam o godz. 2.15, dodatkowo spałam pod kocem na wersalce w salonie żeby słyszeć w razie czego grzebanie w żwirku w kuwecie (i co za tym idzie ewentualne kolejne mycie kociego ofutrzonego tyłka). O godz. 5-ej musiałam wstać
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Jak to było? "nie śmiej sie dziadku z cudzego wypadku" czy jakoś takSkipper pisze:Saga, mnie to Bozia pokarała za te kocie gumowce
Wiem co to jest to mycie dupeczek
Mam teraz problem bo tę felerną mieszankę ostatni raz jadły w środę na kolację (inne mieszanki wcześniej zjadły) i nadal są krowie placki. A szykuję się przecież do tej kastracji u Maksa. Fakt, że trochę mają teraz rozregulowane to jedzenie i jelitka bo ja leżałam chora 2 dni, koty nie miały co jeść i dostały raz gołego indyka a wczoraj zrobiłam im indyka z FC, tak na szybko. I może to tak w sumie zadziałało
No właśnie miałam zapytać, czy już pozbawiłaś Maksa klejnotów męskich
ale właśnie przyczytałam, że upiekło mu się w tym tygodniu.
Ja Tośkowi dałam wieczorem glinkę kaolinową, na drugi dzień rano powtórka i minimalna ilość śniadania i chłopak zdrów jak ryba
Z tą glinką to już nie pierwszy raz - trafiały się chłopakom biegunki (rzadko i pojedynczym osobnikom o dziwo - raz tylko było w duecie) i glinka zawsze pomagała 
Na temat glinki dziewczyny coś pisały, zobacz czy jest wątek o glince - może coś tam jest na temat zakupu tj. gdzie można kupić nadającą się dla kotów.
Ja Tośkowi dałam wieczorem glinkę kaolinową, na drugi dzień rano powtórka i minimalna ilość śniadania i chłopak zdrów jak ryba
Na temat glinki dziewczyny coś pisały, zobacz czy jest wątek o glince - może coś tam jest na temat zakupu tj. gdzie można kupić nadającą się dla kotów.
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
No nie poszłam na kastrację bo raz że muszę go wyleczyć a dwa to sama leżałam dwa dni jak nieboszczyk
. Dlatego też nie zamówiłam tej glinki, przeczytałam cały wątek o glince na forum. Jutro zamówię, ale przez te święta to dostanę dopiero pewnie najwcześniej w czwartek, trochę późno. Pokusa ma kaolin, tam chyba najprościej, poszukam jeszcze gdzieś tańszej. Ale przypomniało mi się, że mam białą glinkę w saszetkach, na maseczki. Czytałam zawartość i tam jest tylko kaolin, w proszku, zastanawiam się czy im jednak tego nie podać. Tyle, że tam nigdzie nie ma adnotacji, ze można spożywać
. To jest taka: http://www.arpol-fr.com.pl/gl25
Zadzwoniłam do przychodni w sprawie kastracji Maksa. No i spoko, jutro godzina 14-ta. Tylko, że... pani mi powiedziała żeby kotu już nie dawać jeść
. Jest godzina 16:30, kot jadł między 9-tą a 10-tą, więc przecież nie pozwolę na to by tyle godzin kot głodował. Powiedziałam pani, że kot jest na barfie i że to za długo chyba, więc pozwoliła mi na bardzo niewielki posiłek teraz. Dałam mu jeść, ale tak czy siak kot będzie ponad 20 godzin bez jedzenia, chyba przesada.
Po drugie - zaznaczyła mi, że kot po kastracji bezpłodny będzie dopiero po 2 miesiącach, jakoś to do mnie wcześniej nie dotarło, żaden lekarz mi tego nie mówił, wetka fundacyjna u której byłam we wrześniu nie chciała go kastrować, powiedziała, że spokojnie można czekać. Kurcze, przecież bym go we wrześniu spokojnie wykastrowała, po to u niej byłam a tak to jak Mufka dostanie rujkę w przeciągu miesiąca to będzie problem
. No zeźliłam się 
Po drugie - zaznaczyła mi, że kot po kastracji bezpłodny będzie dopiero po 2 miesiącach, jakoś to do mnie wcześniej nie dotarło, żaden lekarz mi tego nie mówił, wetka fundacyjna u której byłam we wrześniu nie chciała go kastrować, powiedziała, że spokojnie można czekać. Kurcze, przecież bym go we wrześniu spokojnie wykastrowała, po to u niej byłam a tak to jak Mufka dostanie rujkę w przeciągu miesiąca to będzie problem
No właśnie tak obliczyłam i myślę, że spokojnie koło 21-ej mogę mu podać kolację, zresztą normalnie tak właśnie jedzą. Dobrze, że mi pozwoliła dawać mu pić 
Mufkę chciałam wysterylizować przed rujką (ma 7,5 miesiąca), ale nikt tego nie chce zrobić
. Czekać na rujkę i już. Pani w przychodni mi powiedziała, że wczesną sterylizację wyjątkowych przypadkach się robi. Ech...
Mufkę chciałam wysterylizować przed rujką (ma 7,5 miesiąca), ale nikt tego nie chce zrobić
ja też uważam, że 10 / 12 godz przed narkozą w zupełności wystarczy. Co do sterylizacji, to dużo na ten temat czytałam zanim moje małe wysterylizowałam, i zdania są podzielone: przed czy po rujce. U mnie akurat było tak, że jedna była po rujce a druga krótko przed - nasza wetka twierdziła, że to nie ma większego znaczenia czy przed czy po....
No dobra może faktycznie jest to rozwiązanie. Kotki w wieku 7 miesięcy już w końcu mają rujki.Bianka 4 pisze:Zrób tak, jak radzi Ines. Powiedz, że już miała ruję.
No więc właśnie, wiem że z hodowli to kastruje się wcześniej a tu takie ceregieleBianka 4 pisze:Ja kastruję kociaki (kotki i kocurki) w wieku 4 miesięcy.
Zła jestem na wetkę z fundacji, przecież bym dawne wykastrowała Maksa, a kazała jeszcze miesiąc czekać bo nie trzeba się spieszyć. Powiedziała, że Mufka ze względu na to, że to marcowe koty to rujkę najwcześniej dostanie w końcu listopada a prędzej to na początku grudnia.
No jasne, też o tym pomyślałam. Nie wiem czy ta pani nie spojrzała na zegarek bo wychodziło, że kot 24 godziny przed kastracją nie powinien jeść, trochę dziwne nawet jeśli by jadł chrupki, które dość długo zalegają. I gdybym nie zareagowała, że za długo to kot by głodował w sumie 28 godzin + zabieg + czas po zabiegu. No by umarł.Bianka 4 pisze:Ostatni posiłek daję ok. 12 godzin przed narkozą. Czasami nawet mniej. Po wybudzeniu też nie od razu mogą jeść więc w sumie to i tak wychodzi sporo godzin głodówki...
Pytałam o sterylizację przed rujką w trzech miejscach, nikt nie chciał sterylizować przed. A Mufka już nie jest taka malutka, to normalnej wielkości kocica. Bywają czasem kotki bardzo drobniutkie i wet może się bać sterylizować. A ona to już kawał baby jestArora pisze:U mnie akurat było tak, że jedna była po rujce a druga krótko przed - nasza wetka twierdziła, że to nie ma większego znaczenia czy przed czy po....
Dzięki Wam wielkie za pomoc i porady
Dzięki
.
A Maks właśnie narozrabiała
wychodziłam na chwilę do sąsiadki i oczywiście tradycyjnie zaczął się awanturować, ze on też chce. No i go wzięłam, zresztą nie raz tam chodził. No i kręcił się, miauczał, już miałam z nim wracać do domu, ale coś jego zachowanie mnie zaniepokoiło. Patrzę a skubany wlazł u sąsiadki na tapczan na pościel i nasikał
. No głupio mi się zrobiło bo naprawdę nigdy mu się to nie zdarzało, bywał u niej nie raz a to, że miauczał to akurat u niego normalne, on od zawsze był taki rozdarty zwłaszcza jak Mufki w pobliżu nie ma. Zabrałam pościel i piorę. W ogóle chodzi jakiś taki nerwowy, możliwe żeby kot coś wyczuwał? Bo sama nie wiem jak to tłumaczyć, ale nawet w domu się jakoś dziwnie snuje smutny. Ech, z tymi kotami... 
A Maks właśnie narozrabiała
