Żwaczy nie mroziłam, bo moje koty nie chciały ich jeść. Ale teraz zamroziłam puszkę z mokrą karmą. Gucia przestawiam na mokrą karmę, ma bardzo wrażliwy układ pokarmowy,więc podaję po małej łyżeczce dziennie. Jedzonko podzieliłam na małe porcyjki, zapakowałam w folię spożywczą (zrobiłam takie sakiewki) i zamroziłam. Wyciągam jedną dziennie. Gdyby było coś nie tak z zamrożoną w ten sposób karmą, to w kuwecie Gucio robiłby "placuszki", a jest ok.traganek pisze:: Czy resztę zamrozić? Nie chcę tego trzymać w lodówce bo mi rodzina zastrajkuje :)
Czasem zdarzało mi się oblizywać łyżeczkę po mokrej karmie. Może upodabniam się do futrzaka?Skipper pisze:Basiek, ale Ty nie jesteś kotem
Gdy otworzyłam puszkę ze żwaczami, w pierwszym momencie myślałam, że przysłali zepsute żarełko. Przyznam się, że nawet byłam leciutko zadowolona, że moje rozpuszczone towarzystwo pogardziło jedzonkiem.