Witajcie,
zacznę od tego, że z forum korzystam już od ponad 3 lat i bardzo dziękuję wszystkim osobom, które dzielą się tutaj swoją wiedzą - pomogliście mi już wiele razy.
Chciałabym prosić o pomoc w rozwiązaniu mojego problemu, a dokładniej mojej suczki Loli.
Lola to 1,5 roczny, bardzo mały(2kg) i bardzo aktywny(jak jest zdrowy) York. Jest to pies z pseudohodowli, adoptowany przeze mnie w wieku 6 miesięcy.
Barfujemy od samego początku, ale bez kalkulatorów, nie było też suplementów(teraz są), wszystko bardziej intuicyjnie.
Opowieść może być chaotyczna przez to, że problem trwa już długo i miesza mi się to, co było na początku.
Chodzi o bóle brzucha, których nie możemy do końca zdiagnozować.
Może zacznę od tego, że mała trafiła do mnie z przepukliną pachwinową. Będąc u mnie 4 miesiące, przez nałykanie się piasku z plaży doszło do komplikacji związanych z tą przepukliną - był bardzo silny ból brzucha przez całą noc i operacja z samego rana (11.04.2015)
Po około miesiącu/dwóch zauważyłam u niej silne bóle brzucha, leżała i cała się trzęsła, praktycznie zero aktywności - poza spacerami, na których szalała jak zawsze.
Wet dość szybko stwierdził że to zrosty pooperacyjne(nie wiem jak) i trzeba je usunąć. Więc trzy miesiące po zabiegu Lola znów trafiła na stół, miała usunięte zrosty i od razu została wykastrowana (08.07.15).
Piszę o tym, ponieważ przez te wydarzenia nie wiem tak naprawdę kiedy dokładnie u Loli rozpoczęły się problemy z tymi bólami brzucha, które ma teraz. Jeżeli bolał ją czasem brzuch, wszystko było "zwalane" na zabiegi, które miała. Weterynarze mówili, że ma prawo czasem boleć aż do 3 miesięcy, więc po prostu obserowowałam ją, a że bóle brzucha nie były silne ani długie to nic z tym nie robiłam, czekając aż dojdzie do siebie po zabiegu. Ale ogólne samopoczucie było dobre, Lola dochodziła do siebie, była pełna energii i dużo się bawiła.
Aż w końcu w nocy 25 września Lola dostała bardzo, bardzo silnego bólu brzucha. Nie spała prawie całą noc, nie mogła leżeć, trzęsła się, zwymiotowała 2 razy (drugi raz po podaniu siemienia), nie mam pogotowia dla zwierząt, wiec musiałam czekać do rana.
Rano wet obmacał psa, stwierdził, że to pewnie trzustka, dostała coś przeciwbólowego i niestety raczej na pewno jakiś antybiotyk na pałę. Kazał przyjść po kilku godzinach na badanie krwi(wszystkie badania załączone niżej).
W badaniach wyszło, że to jednak coś z wątrobą. Wet chciał już dawać jakieś antybiotyki, ale nie pozwoliłam, chciałam dowiedzieć się co z tą wątrobą jest nie tak i dlaczego. Poszłam do domu żeby na spokojnie zastanowić się nad sytuacją. Wieczorem wróciłam i poprosiłam o zrobienie USG.
Mój wet na USG nic nie dostrzegł. Skończyło się na tym, że Lola żadnych leków nie dostała a ja zabrałam ją do domu i obserwowałam.
I tak: bóle brzucha zaczęły się pojawiać po każdym posiłku (najczęściej i najmocniej po śniadaniu), ból od razu po posiłku, czasem kilka minut po, ale ewidentnie po jedzeniu. Do tego nawet jak nie było typowych objawów bólu brzucha (leżenie i trzęsienie się) to Lola kiedy stała przyjmowała bardzo przykurczoną pozycję. Przestała się bawić, gdzie wcześniej mogła non stop. Przestała mieć potrzebe wychodzenia na dwór, gdzie wcześniej jak zdarzyło nam się nie wyjść na długi spacer przez 3 dni to wchodziła mi na głowę.
Dużo spania, aktywności bardzo mało. Pojawiło się bulgotanie w brzuchu, ale to odkryłam po jakimś czasie.
Zaczęłam szukać powodów, czytałam o wątrobie, problemach z żołądkiem, wrzodach, wszystko co mi wpadło w ręcę, głównie tu na forum. Zamiast 2 porcji jedzenia dziennie wprowadziłam 4-6, ale małe porcje. Zaczęłam dawać chudsze mięska, wszystko dobrze zmielone, przestałam dawać kości, wprowadziłam siemie lniane, starałam się dawać jedno mięsko i obserwować reakcje.
To wszystko razem dało dość dobre efekty, bóle brzucha nadal były, ale już nie aż tak długie i intensywne. Czasem przez kilka dni nie było typowych bólów - zostawała tylko cały czas przykurczona pozycja. Wtedy cały czas myślałam, że to jednak jakies problemy z żołądkiem i na tym się skupiałam.
Dodam, że cały czas byłam w kontakcie z weterynarzem, nie pozwalałam dawać antybiotyków jeśli nie wiadomo na co i po co, ale robiliśmy różne badania, z których nic nie wynikało.
Gdzieś jeszcze w między czasie był znów jeden długi i bardzo silny ból brzucha przez większość nocy - najprawdopodobniej po zjedzniu sporej ilości suchej karmy dla świnek. Nospa nie pomagała.
Potem udało mi się dostać korę wiązu, dostawała ją codziennie między posiłkami, nie wiem przez jaki okres ale mógło to być koło miesiąca.
Kora przynosiła jej ulgę, co upewniło mnie w tym, że to żołądek. Jednak bóle dalej były, chociaż dużo mniej, najbardziej chorobę widać było po przykurczonej pozycji oraz po tym, że pies dużo spał i nie było chęci do zabawy.
Potem któregoś dnia dotykam mojego psa i stwierdzam, że jest szkieletem, pojechałam do weta, patrzę na wagę a tam z 2,100kg zrobiło się 1,500kg. Stało się to dość nagle i było dla mnie dużym szokiem. Weterynarz skierował mnie wtedy do Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej na gastroskopię. Tam trafiłam do doktora Miazgi, powiedział, że póki co gastroskopii nie zrobi, zrobił za to porządne USG, RTG oraz powtórzona krew.
Diagnoza: podejrzenie przewlekłego zapalenia woreczka żółciowego. Dostałam zalecenia co do leczenia i wprowadziłam to ze swoim weterynarzem (do Pana Miazgi mam 130 km), kroplówka 4 dni, metronidazol, synulox (całość z wizyty i zalecenia na zdjęciu niżej).
Na trzeci i czwarty dzień po wprowadzeniu kroplówki znów pojawił się ból brzucha po jedzeniu. Potem kilka dni przerwy od bólu, potem znów się pojawił na dwa dni, potem znów chwilka przerwy, gdzieś po drodze W KOŃCU pojawiła się chęć do zabawy przez jakieś 10 minut. No a potem codzienne bóle brzucha(od 2 do 15 minut), zawsze po śniadaniu, czasem w ciągu dnia po innym posiłku. Wprowadzone dłuższe podawanie nospy x2 dziennie, ale z miernym skutkiem. Za to Lola w końcu zaczęła podejmować zabawę, nie codziennie i niezbyt długo (od 5 do 15 minut) ale jednak.
Raz zdarzyło się, że bawiła się dwa razy w ciągu jednego dnia. Po intensywnym futrowaniu ją jedzeniem udało się znów wbić na wagę 2 kg.
Przestała przyjmować przykurczoną pozycję! Postawa bardzo ładnie wyprostowana. Natomiast kupa zrobiła się brzydka na jakiś czas, wcześniej tego nie było i teraz już też tego nie ma. Przeszło głośne bulgotanie w brzuchu. Apetyt odkąd schudła ogromny, ale po tym jak przybrała na wadze dalej ogromny. Czasem nie miną dwie godziny po posiłku a już potrafi "błagać" mnie o jedzenie.
Jeszcze jedna ważna rzecz która przez cały czas została przeze mnie pominięta, a raczej przez mojego weta, to duże ilości włosów w kupie. Bardzo zbiera kłaki pozostałych zwierząt. Dawałam jej na to siemie lniane, ale niestety dostawała tego gluta, przy okazji leczenia a dopiero teraz dowiedziałam się, że powinno to być siemie świeżo zmielone, zalane małą ilością wody. Dostaje więc to siemie od kilku dni i jakby obserwuję poprawę, Lola mniej śpi, bardziej uczestniczy w życiu, ale zabaw dalej za bardzo nie ma. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy faktycznie siemie pomogło. W kupie nie ma żadnych kulek ani zbitków włosów, tylko dużo pojedyńczych kłaczków. Czy to może być przyczyna tych wszystkich dolegliwości? Z tego co wiem, u kotów włosy mogą doprowadzać do zatykania się dróg żółciowych, czy u psów też tak może być?
Proszę o jakiekolwiek podpowiedzi, walczymy już 4 miesiące i jestem już tym wszystkim mocno podłamana :(
