Kłania się Matka Pasztetowa, opiekunka trzech filców, z których każdy ma inny problem, charakter oraz zakres objawów zaawansowanej neurozy
Które wyleciały z hukiem z chałupy kilka dni temu.
Pozwólcie, Państwo, że nas przedstawię.
Pinda Kokosowa.
Lat prawie sześć. Z wyglądu księżniczka, z charakteru menda. Odłowiona z hurtowni pasz dla drobiu, skryta wielbicielka suchych bułek oraz zdecydowanie nieskryta miłośniczka kurczaczka Cosmy. Tabletkę wykrywa z odległości dziesięciu metrów. Niedotykalska za wyjątkiem tych chwil, w których już, natychmiast trzeba ją głaskać. Nieślubna córka Pudziana, Houdiniego i syreny alarmowej.
Dumna posiadaczka kreatyniny oraz mocznika na granicy normy. Ostatnio zaprzyjaźniła się z dwoma panami - Struwitem Stefanem i Struwitem Sławomirem. Ja ich nie lubię
Purrgrabia Precel (znany jako Purchel i Śmierdziel).
Brat rodzony Pindy z takim samym zapleczem doświadczeń. Neurotyk, który boi się własnego cienia. Czasem atakują go przedmioty codziennego użytku - na przykład odżywka do włosów. Panicznie boi się noszenia na rękach. Głośnych hałasów. Tego, że woda kapie. Że papier toaletowy stoi pół metra dalej... Zaliczył epizod wycofania po tym, jak P, mój TŻ, zmienił kapcie na inne. Bo nie-tak-szurały.
Kolega badania ma w porządku. Ale, żeby nie było za wesoło, nie posiada zębów. Ani jednego. Nawet kły poleciały. Jak to oznajmiła pani stomatolog: "jeden jest zdrowy, a na *** mu jeden kieł?".
Pasztetu.
Pasztetu ma rok z hakiem i został znaleziony pod podwarszawskim śmietnikiem jako żywe wcielenie powiedzenia "obraz nędzy i rozpaczy". Miał: glizdy, tasiemca, nicienie płucne oraz lamblie. A także wielkie jak stodoła zapalenie płuc. Obecnie została mu jedynie Tatiana, jak pieszczotliwie nazywamy Tajemniczą Bujną Florę Bakteryją w pęcherzu. Kolega jest nieco nienormalny. Już nigdy w życiu nie dostanie kroplówki z glukozy, bo istnieje obawa, że wtedy przebiłby się przez ścianę do sąsiadów.
Niestety, Pasztetu ma podwyższoną kreę i mocznik. Licho wie, czemuż to, skoro, jako jedyny z zacnego grona, przejawia jakąś chęć żarcia mokrego.
Ja jestem Matką Pasztetową i usilnie staram się nie zwariować bardziej niż zwariowałam dotychczas
Znalazłam się tutaj wiedziona nadzieją, że skoro suchego nie mogą (fontannę mogę sobie wsadzić tam, gdzie słońce nie dochodzi; razem z zapasem filtrów węglowych), a puszek żreć nie chcą (umrzem, a nie tkniem), to może z BARFem damy radę.
Choć, nie ukrywam, po przejrzeniu niektórych wątków, zdjęło mnie nieludzkie przerażenie i trochę nie wiem, czy mój całkiem dobry obecnie humor, to przypadkiem nie objaw histerii
Życzę wszystkim miłego wieczoru/dnia/dowolnie wybranej pory doby i oddalam się ogarniać wstawianie zdjęć


