Od początku sierpnia jestem na forum i pomału mam co opowiadać. Początki były na prawdę trudne, bo po raz miałam jeszcze tonę żarcia gotowego, po dwa nie wiedziałam od czego zacząć, a mięso z aspolu sprzedaje u nas idiota-wet, więc nawet grosza bym mu zarobić nie dała. Więc do tej pory dostawała: wszystkie części kurczaka, indyka, antydot, ozory wieprzowe, mieloną łopatkę wieprzową, piersi kaczkę, piersi gęsie ze skórą, wątrobkę drobioną, wieprzową, no i łososia. Dostaje też żółtko, choć ostatnio trochę się na nie obraziła...
Początkowo wg rady jaką gdzieś wygrzebałam, odrobinę podgotowywałam mięso, którego nie chciała jeść. Dosłownie 1 min w gotującej się wodzie. Teraz już tą metodę odstawiam na bok, bo co do mięsa surowego Calista się w dużej mierze przekonała. Dużo gorzej z podrobami... Podroby, a głównie wątróbka to zło konieczne i wącha to tylko by mi przykrości nie zrobić :P
Zamówiłam jej ostatnio drożdże, ale 8in1 w tabletkach. A dosłownie 3 min później zobaczyłam link na grupie do drożdży dla koni 8zł za 1kg... :P pech to pech. W sobotę mama mi na wystawie kupi olej z łososia.
Mimo, że dopiero zaczynam suplementację Calista to okaz zdrowia, mimo że wg każdych wyliczeń niedojada. Mam też świadomość, że je za mało kości... Ale jak na początku rzucała się na mięcho z kością, tak teraz ją tylko obgryza...
[center]
[/center]
[/center]
[/center]