A co na to koty? Ano koty też nie rozumieją, dlaczego ludzie dziwnie się zachowują. No bo przecież kot wyraźnie mówi człowiekowi czego chce. Na przykład daje do zrozumienia, że nie jest w nastroju do pieszczot, bo właśnie chciałby na chwilę zajrzeć do sąsiadów i dowiedzieć się co tam słychać. A człowiek w tym momencie koniecznie chce futrzaka poprzytulać, bo akurat ma wolną chwilę. Albo kot siedzi pod drzwiami tęsknie patrząc na klamkę i mówi, że chce spaceru, a człowiek swoje - spaceru nie będzie, bo teraz trzeba kota koniecznie wyczesać i obciąć mu pazurki. I cóż może myśleć kot? Proste - że człowiek jest kompletnie tępym stworzeniem, z którym w żaden sposób nie da się porozumieć!
Szeroko rozpowszechniona jest opinia, że koty wałęsają się całymi dniami albo i nocami bez celu i sensu. Łażą nie wiadomo gdzie i po co, potrafią nie wrócić do domu nawet przez kilka dni, zamiast siedzieć w domu i grzać nogi swego pana oglądającego telewizję. Jednak koty niczego nie robią bez sensu, wszystkie ich działania są celowe i mają głęboki sens.
To, że kot zazwyczaj samotnie patroluje swój teren, nie znaczy, że się włóczy bez celu. Codzienna penetracja i sprawdzenie własnego terytorium, nawet kilkukrotne, to całkowicie naturalne, instynktowne zachowanie drapieżnika, którego nie można "oduczyć". Od tego zależy jego przetrwanie. Na terenie, którym kot włada znajduje się bowiem jego pożywienie (gryzonie, ptaki na które poluje lub miski z karmą). Musi zatem ciągle sprawdzać, czy jego włości są bezpieczne, czy jakiś inny osobnik lub większy zwierz nie próbuje zagarnąć dla siebie kawałka jego ziemi, czy coś się nie zmieniło w zasobach terenu, kto i kiedy odwiedził jego posiadłość i jakie znaki zostawił. Musi obwąchać każdy z tych śladów aby w porę rozpoznać niebezpieczeństwo. Musi także zajrzeć na teren swych "sąsiadów", zostawić informacje dla nich i sprawdzić jak się miewają, czy czasem nie zasłabli lub się nie wyprowadzili, co można by wykorzystać do rozszerzenia swych włości. Kot domowy także się "włóczy", ale oczywiście w skali mikro. Wielokrotnie w ciągu dnia i nocy robi obchód mieszkania lub domu, obwąchuje wszystkie kąty, sprawdza wszystko dokładnie, zostawia nowe własne ślady zapachowe. W końcu to też jego terytorium, na którym znajduje się miska z jedzeniem oraz czasem pyszna mucha do upolowania, a także przytulne miejsce do spania.
Niekastrowane kocury dodatkowo robią długie piesze wycieczki w poszukiwaniu samic do pokrycia. Taki kocur potrafi wędrować kilkanaście kilometrów, aż uda mu się dopiąć celu. Po drodze bywa, że musi stoczyć walki z innymi kocurami, a sam akt pokrycia kotki nie trwa chwilę, tylko jest złożonym rytuałem trwającym nawet kilka dni. Kotki będące w rui nie wędrują aż tak daleko, ale za to ceremoniał kocich zalotów oraz krycie wieloma kocurami wymaga bycia nawet przez kilka dni poza domem. Nie ma się zatem co dziwić, że koty, które mają możliwość wychodzenia z domu, zwłaszcza niekastrowane, znikają na jakiś czas, po czym wracają (jeśli nic złego ich po drodze nie spotka) ze zmierzwionym futrem, wychudzone, ale zadowolone. W przypadku kotów kastrowanych, jak pokazują badania, zasięg ich wędrówek obejmuje teren do ok. 1 kilometra od domu. Nie powinno zatem dziwić, że ukochany kociak znika nam na długie godziny.
Oczywiście nieodłącznym elementem kocich wycieczek jest polowanie. Sposób, w jaki koty polują powoduje, że tracimy je z oczu na dłuższy czas. Polujący kot, wytropiwszy ścieżki swoich ofiar lub ich gniazdo, zaczaja się na zwierzynę łowną i czeka w bezruchu. Potrafi tak siedzieć lub leżeć w zaroślach bardzo długo i czekać aż ofiara, nieświadoma jego obecności podejdzie tak blisko, że wystarczy jeden koci skok aby ją dopaść. W przeciwieństwie do wielu swych kuzynów - wielkich kotów, polowanie małych kotów nie polega na zagonieniu ofiary i dopadnięciu zmęczonego zwierza. Nasze małe futrzaki są arystokratami wśród łowców - czekają aż ofiara sama przyjdzie do nich
To wszystko zajmuje kotom mnóstwo czasu i człowiek powinien to w końcu zrozumieć
Jak widać, kot, który zniknął z domu na wiele godzin ma naprawdę "pełne ręce roboty" i mnóstwo zajęć
W przypadku kota wychodzącego, największym zamachem na jego wolność oraz "święte rytuały" jest zamknięcie mu drzwi i nie wypuszczenie na zewnątrz jak do tej pory. Taki kot przeżywa ogromny stres, bo nie jest w stanie zrobić obchodu swego terenu, który w każdej chwili może zostać zagarnięty przez innego kota. Kot obawia się utraty pozycji społecznej oraz zasobów swego terenu, czuje się jak dzikie zwierzę w klatce, chce polować, tropić, obserwować świat.
Dla kotów domowych, nie wychodzących, wielką zbrodnią jest zamknięcie im drzwi do niektórych pomieszczeń w ich domu. To niedopuszczalne aby odgrodzić kotu dostęp do części jego terytorium, uniemożliwiając patrolowanie go. Kot staje się nerwowy gdyż nie wie co dzieje się po drugiej stronie drzwi, a ciekawość jest zbyt silna. Niektórzy powiadają, że kot zawsze znajduje się po niewłaściwej stronie drzwi
Reasumując - koty nie włóczą się i nie wałęsają, tylko wykonują bardzo ważne obowiązki
A czy Wasze koty też mają "pełne ręce roboty" z patrolowaniem np. jednopokojowego mieszkania?
