Rufus, lat około 4,5 - ONk z wsobnej hodowli, zawitał w naszym domu (to znaczy został zakupiony
Ruf od początku był waleczny - głównie rzucał się na swoje odbicie w szybie balkonowej, wszystkie dzieci (myślę, że to przez dużą ilość dzieci na tej hodowli), każdego obcego, który miał czelność się do mnie zbliżyć...
Wcześniej miałam wyżełka, który po prostu musiał codziennie zrobić wiele kilometrów, żeby żyć (ktoś, kto zna te psy wie o czym mówię). Pierwszy spacer z Rufem do lasu - to był dla mnie szok. Odpinam karabińczyk - pies stoi, idę - pies idzie za mną depcząc mi po piętach, biegnę - pies podkula ogon i mnie goni, wracamy do domu - pies ciągnie jak wariat, wpada do domu z wciąż podkulonym ogonem, zakręca w stronę sypialni a ja widzę, że podnosi mu się ogon, wchodzę za nim - pies z podniesionym ogonem wącha swoje posłanie. Ten spacer to był szok również dla niego...
Na pierwszej wizycie weterynarz pytał czy nie chcę go uśpić.. Potem wielokrotnie ryczałam jak głupia, że tak byłoby lepiej dla niego bo się męczy a ja byłam po prostu okropną egoistką... Zgłosiłam wszystko Animalsom, Straży dla Zwierząt... bez odzewu... A tam został jeszcze brat Rufusa...
Leczenie trwało ponad rok - prawie codzienne kroplówki, leki, zastrzyki, operacja... I ciekawostka-sama z siebie, nie słysząc o BARFIE dawałam mu surowe mięso, żeby się odbudował. A jak się dobudował to przestałam i przeszliśmy najpierw na karmę, potem na gotowane. Mięso odstawiliśmy całkiem bo po zjedzeniu miał mocznik we krwi... Potem natknęłam się na barf - ale co? Mięso było złe... Ryby i gotowany ryż - na tym żył... Jak patrzę teraz na niego to się zastanawiam jak on to przetrwał i dlaczego mnie nigdy nie pogryzł... Ale przecież doszły alergie, nie wolno było nic innego - straszne rzuty: wygryzione do mięcha placki na skórze, krew się lała, tuż przed przejściem na barf prawie wyłysiał...
Od jakiegoś miesiąca przypominały mi się jakieś informacje o barfie, same z siebie wyłaziły na powierzchnię. Pewnego dnia patrząc na Rufusa - wyłysiałego szkieletora o zapadniętych bokach, wyłysiałego do alergii - dojrzałam
Obecnie:
Ja tymczasem dostałam "mięsnego szału", nawet znalazłam w Lublinie kobitkę do wspólnych zakupów w As-polu. W środę dostawa
Myślę o jakiejś ubojni, żeby trochę taniej bo Ruf je za trzech:) Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa na zwalenie 30 kilogramów mięcha na stół i porcjowania go z tasakiem... tu jakiś ogonek, tam raciczka, tu mózg... Obecnie mam problem z kurzymi łapkami - te pazurki, są zbyt dosadne... Może dojrzeję...:) I kupię zamrażarkę:)
Owszem, nie mówię, że nie ma żadnych problemów. KOŚCI. Ciągle coś jest nie tak. Ale i Ruf
Mój chudzielec najpierw przytył troszkę, potem schudł. Oczywiście - panika :) Ale po odrobaczeniu znowu trochę nabrał
Obecnie czytam o ziołach przeciw alergii, na razie dodaję napar z rumianku do wody, nie bardzo lubi ale co ma zrobić jak pić się chce:). Planuję też "opryski" (zamiast kąpieli) z mieszanek ziołowych. Jak pomogą to napiszę co i jak:) Chociaż wszyscy weci mi mówili, że zioła na psy nie działają... Ale mówili też, że najlepsza jest karma
Wielkie, przeogromne podziękowania dla wszystkich, którzy wbrew wszystkim:) prowadzą to forum, pomagają i wspierają.
Zdjęcia Rufa zrobione około tygodnia temu:
