Sierra
- Mrowiszcze
- Posty: 475
- Rejestracja: 2016-10-07, 22:58
- Lokalizacja: Francja
Przy kociakach nie ma czasu na takie wymysły
. Trochę też pomógł tygodniowy wyjazd Księciunia w grudniu - ja naprawdę nie miałam czasu łazić za koteczkiem i co 5 minut jej kuwetę zmieniać
. Ogarniałam temat 2 razy dziennie i kot przeżył.
Obecnie zaś mamy kuwety wszędzie, gdzie tylko się da porozkładane. Nawet Księciunio powoli zaczyna olewać wymienianie bierzące na rzecz generalnych porządków 2 razy dziennie
.
Oficjalnie ogłaszam, że moje kociaki są już dużymi, jedzącymi kotami! Wczoraj (w wieku prawie 7 tygodni
) dziewczyna w końcu zaczęła sama jeść! Wcześniej odmawiała, doprowadzająć mnie do łez i nieprzespanych nocy - Sierra powoli uciekała od karmienia, więc Kutachija wyglądała jak głodzone kocię
. Efekt potęgował fakt, że Kutachi (chłopak) jest wielką, wyżartą kluchą - osiągnął już rozmiary Sierry z dnia, jak do nas trafiła.
Obecnie zaś mamy kuwety wszędzie, gdzie tylko się da porozkładane. Nawet Księciunio powoli zaczyna olewać wymienianie bierzące na rzecz generalnych porządków 2 razy dziennie
Oficjalnie ogłaszam, że moje kociaki są już dużymi, jedzącymi kotami! Wczoraj (w wieku prawie 7 tygodni
Dzisiaj mam bardzo, bardzo smutne wieści.
Odeszła od nas Kutachija, moje oczko w głowie. Najprawdopodobniej miała wadę genetyczną (ew. rozwojową, akurat u kotów z tą przypadłością nie ma pewności, jest zbyt rzadka do zbadania). Niestety, jest to choroba nie dająca zbyt szczególnych objawów po za nagłą śmiercią... u Kutachiji doszło do niezwykłych "komplikacji", które wydłużyły jej życie i zamaskowały jedyny objaw choroby*.
Zazwyczaj kociaki z tą wadą umierają w wieku 2 tygodni, Kutachija miała dzisiaj 9 tygodni. Niestety, mimo możliwości dostania się do najlepszych londyńskich weterynarzy(w tym wypadku koszty nie grały roli) rokowania były tak słabe (cyt.: "skoro wciąż żyje to może 1% będzie"), że zdecydowałam się pozwolić jej odejść
.
Oczywiście poinformowani zostali również hodowcy - zwłaszcza, że podejrzewamy genetykę.
Z oczywistych względów, mimo wielu chętnych, Sierra nie będzie już rozmnażana (chyba, że profesorom uda się wykluczyć wadę genetyczną - przypadek tak niezwykły, że poproszono mnie o oddanie Kutachiji dla dobra nauki).
Kutachan prawdopodobnie zajmie miejsce siostry i zostanie z nami... również nie będzie rozmnażany (niezależnie czy zostanie czy nie, jest już umówiony na kastrację po osiągnięciu odpowiedniego wieku). Na razie nie umiem podjąć decyzji (Kutachija była moim kotem, wybranym już w brzuchu Sierry - więż między nami była niezwykła.. Sierra jest w 100% kotem Księciunia).
*bardzo proszę o nie dopytywanie o szczegóły... musiałam tłumaczyć to dzisiaj zbyt dużo razy, a jest to dla mnie bardzo ciężki i bolesny temat na tą chwilę.
Odeszła od nas Kutachija, moje oczko w głowie. Najprawdopodobniej miała wadę genetyczną (ew. rozwojową, akurat u kotów z tą przypadłością nie ma pewności, jest zbyt rzadka do zbadania). Niestety, jest to choroba nie dająca zbyt szczególnych objawów po za nagłą śmiercią... u Kutachiji doszło do niezwykłych "komplikacji", które wydłużyły jej życie i zamaskowały jedyny objaw choroby*.
Zazwyczaj kociaki z tą wadą umierają w wieku 2 tygodni, Kutachija miała dzisiaj 9 tygodni. Niestety, mimo możliwości dostania się do najlepszych londyńskich weterynarzy(w tym wypadku koszty nie grały roli) rokowania były tak słabe (cyt.: "skoro wciąż żyje to może 1% będzie"), że zdecydowałam się pozwolić jej odejść
Oczywiście poinformowani zostali również hodowcy - zwłaszcza, że podejrzewamy genetykę.
Z oczywistych względów, mimo wielu chętnych, Sierra nie będzie już rozmnażana (chyba, że profesorom uda się wykluczyć wadę genetyczną - przypadek tak niezwykły, że poproszono mnie o oddanie Kutachiji dla dobra nauki).
Kutachan prawdopodobnie zajmie miejsce siostry i zostanie z nami... również nie będzie rozmnażany (niezależnie czy zostanie czy nie, jest już umówiony na kastrację po osiągnięciu odpowiedniego wieku). Na razie nie umiem podjąć decyzji (Kutachija była moim kotem, wybranym już w brzuchu Sierry - więż między nami była niezwykła.. Sierra jest w 100% kotem Księciunia).
*bardzo proszę o nie dopytywanie o szczegóły... musiałam tłumaczyć to dzisiaj zbyt dużo razy, a jest to dla mnie bardzo ciężki i bolesny temat na tą chwilę.
Ogromnie mi przykro, mając szczególną więź to bardzo boli, nagła śmierć boli szczególnie...
Ucałuj Sierrę i dajcie sobie czas na smutek.
Ucałuj Sierrę i dajcie sobie czas na smutek.
Instrukcja Obsługi Wyszukiwarki THE TRUTH IS OUT THERE
- Mrowiszcze
- Posty: 475
- Rejestracja: 2016-10-07, 22:58
- Lokalizacja: Francja
Mrowiszcze dziękuję Ci bardzo.
Podjęłam również decyzję - nie chcę Kutachiego jako Mojego Kota. Księciunio miał duży problem z zaakceptowaniem decyzji (różnica między Kotem a Moim Kotem jest ciężka do wyjaśnienia
)... Dalsze losy Kutachiego dalej nie są pewne... ja wcale nie domagam się sprzedaży kociaka, ja po prostu uczciwie uprzedziłam Księciunia, że w domu w końcu zjawi się MÓJ KOT. To już tylko jego decyzja jaką ilość kotów będziemy mieć docelowo
.
Po za tym z dumą ogłaszam, że Kutachi w końcu doczekał się rodowodu! Ze względu na zawiłości językowe, ostre charaktery moje i Księciunia*, pracoholizm ogólny i chorobę Kutachiji wszystko przeciągało się niemiłosiernie. Obecnie ostatnie co zostało do zrobienia to zawiezienie butelki wina Mandy (hodowczyni Sierry) w zamian za nieziemską cierpliwość, tłumaczenie krok po kroku jak przebrnąć przez papierologie, wyszukiwanie razem z nami błędów (przecież zarejestrowanie Sierry na numery jej ojca to nic takiego
) i pomoc w waleniu głową w ścianę z rozpaczy
.
*nie wyobrażacie sobie jak potężna może być awantura o kolor oczu kota
Podjęłam również decyzję - nie chcę Kutachiego jako Mojego Kota. Księciunio miał duży problem z zaakceptowaniem decyzji (różnica między Kotem a Moim Kotem jest ciężka do wyjaśnienia
Po za tym z dumą ogłaszam, że Kutachi w końcu doczekał się rodowodu! Ze względu na zawiłości językowe, ostre charaktery moje i Księciunia*, pracoholizm ogólny i chorobę Kutachiji wszystko przeciągało się niemiłosiernie. Obecnie ostatnie co zostało do zrobienia to zawiezienie butelki wina Mandy (hodowczyni Sierry) w zamian za nieziemską cierpliwość, tłumaczenie krok po kroku jak przebrnąć przez papierologie, wyszukiwanie razem z nami błędów (przecież zarejestrowanie Sierry na numery jej ojca to nic takiego
*nie wyobrażacie sobie jak potężna może być awantura o kolor oczu kota
Poczekaj, to czubek góry w przygodzie zwanej "hodowla". Zawsze byłam zdania, że dobre hodowanie to dla ludzi o mocnych nerwach, a znam tylko z relacji.
Instrukcja Obsługi Wyszukiwarki THE TRUTH IS OUT THERE
Małga ja wiem, że praktycznie w każdej hodowli pojawiają się takie czy inne wady... Z hdowolą zwierząt mam do czynienia prawie całe życie, od kotów i psów zaczynając na koniach, krowach i kurach kończąc.
Nam się trafiło coś o czym większość ludzi na świecie nawet nie słyszała, a szanse na wygrania 10 milionów w lotku są większe
.
Nam się trafiło coś o czym większość ludzi na świecie nawet nie słyszała, a szanse na wygrania 10 milionów w lotku są większe
Z dumą informuję, że właśnie sprzedaliśmy pierwszego kociaka z naszej hodowli
.
Kutachi na widok nowych właścicieli teleportował się za lodówkę (w locie odsuwając zabezpieczenie
), więc miałam duuużo czasu na wypytanie chętnych o styl życia, wiedzę o rasie, plany bliższe i dalsze... Mimo, że chłopak dopiekł mi ostatnio (konkretnie rozorał mi stopę do krwi dzisiaj w nocy, w ramach zabawy
) to wydanie go do "pierwszego lepszego" domu odpadało - to wciąż moje maleństwo, co ma żyć na złotej podusi, a do picia i jedzenie ma dostawać nektar i ambrozje
.
Cała wizyta trwała 2 godziny - godzinę czekania aż Sierra wywoła syna z ukrycia i godzinę "podejmowania decyzji", kiedy Kutachi bawił się ze mną (i nową właścicielką, jak przeoczył zmianę ręki
).
Kutachi na widok nowych właścicieli teleportował się za lodówkę (w locie odsuwając zabezpieczenie
Cała wizyta trwała 2 godziny - godzinę czekania aż Sierra wywoła syna z ukrycia i godzinę "podejmowania decyzji", kiedy Kutachi bawił się ze mną (i nową właścicielką, jak przeoczył zmianę ręki
Przyszłam tylko powiedzieć, że... w nowym domu Kutachi rozejrzał się, sprawdził kąty i zasnął na kolanach nowej właścicielki
.
W tej chwili jestem z siebie po protu dumna
. Z tego, że udało mi się wyhodować tak ufnego i towarzyskiego kociaka z tak specyficznej rasy. Włożyłam w to baaardzo dużo pracy od pierwszych dni życia Kutachiego i było to dla mnie zawsze priorytetem - właśnie wybitnie proludzki (jak na Savannah) charakter Sierry był powodem, dla którego zdecydowałam się na rozmnożenie
. Jej uroda była tylko dodatkiem
.
W tej chwili jestem z siebie po protu dumna