BARF na wakacjach/wyjazdach

gpolomska
Admin techniczny
Posty: 1745
Rejestracja: 2013-01-07, 11:02
Lokalizacja: Mysłowice

Post autor: gpolomska »

Szczęściara. Magnolka z wiekiem coraz bardziej nienawidzi samochodu - teraz przy próbie wpakowania do transportera potrafi się zesikać :-( samą podróż też coraz gorzej (zianie i takie tam). Kiedyś było dużo lepiej (nawet do Poznania jechała i w czasie postoju jadła).
Awatar użytkownika
Ines
Posty: 2664
Rejestracja: 2013-01-23, 22:59
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Ines »

To kiepsko :-( my wszędzie jeździmy z kotami, bardzo często podróżują. Miałabym zagwozdkę, gdyby któryś kot tego nie lubił.

A co do jedzenia w podróży, to ja kotom w samochodzie daję suszone mięso do przegryzienia.
trinity
Posty: 147
Rejestracja: 2014-07-29, 00:01
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: trinity »

situnia pisze:Ja bym się bała kota puszczać luzem po samochodzie :-P Wypadek i po kocie, nie mówiąc o tym, że wypadek może być spowodowany przez kota :-P
Nie jest tak, że kot chodzi całkiem sam po samochodzie gdzie chce.
Podstawa do oczywiście porządny transporter, przypięty pasami na tylnym siedzeniu.
Oprócz tego mamy też szelki przypinane do pasów.
Jeśli pozwalamy kotu wyjść to jest przypięty i oczywiście tylko na dobrej drodze, z dala od kierowcy. Jeśli pędzimy autostradą 140km/h to siedzi w transporterze.
Ale ma możliwość wyjścia chociażby z racji na konieczność skorzystania z kuwety, która jest za tylnym siedzeniem.
Awatar użytkownika
dagnes
Administrator
Posty: 4844
Rejestracja: 2011-09-13, 12:28

Post autor: dagnes »

My też wszędzie jeździmy z Pedrem (znaczy na urlopy), zawsze siedzi w transporterze przypiętym pasami na tylnym siedzeniu, a wychodzi z niego jedynie na postojach i spaceruje po aucie. Nigdy nie zdarzyło się by zechciał cokolwiek zjeść w czasie podróży. Raz, gdy podróż trwała wyjątkowo długo, wcisnęłam mu do pysia parę kęsów, inaczej nie było szans by ruszył (stres). Natomiast zawsze mam ze sobą strzykawkę i na każdym postoju dopajam go wodą. Kuweta też jeździ zawsze za tylnym siedzeniem (może do niej wejść przez otwór w oparciu tylnego siedzenia), ale nigdy nie chciał skorzystać (czasem na postoju posiedzi sobie w niej ale nic nie zrobi).
trinity pisze:Podróż powinna zająć nam około 6-7 godzin, ale przy obecnych warunkach śnieżnych i wiadomej sytuacji na zakopiance może zejść się nawet 10.

Ender na pewno w samochodzie nie będzie chciał jeść puszek, już tego próbowaliśmy. Natomiast chrupki wchłonie w każdej ilości i w każdych okolicznościach.

Czy lepiej nakarmić go przed wyjściem i potem przegłodzić przez czas podróży? Czy lepiej ( gdyby podróż przedłużała się ) podać chrupki? - mam applaws dla kociaków.
Raz zdarzyło mi się podróżować z dwoma kociętami z Polski do Holandii (kociaki miały po 4-5 miesięcy). Nie wiem ile nam to zajęło dokładnie ale raczej nie krótko (z Katowic pociągiem do Warszawy, potem samolotem do Amsterdamu, a z Amsterdamu kolejnym pociągiem do Rotterdamu). Wiadomo, że transfery, odprawy na lotnisku i takie tam trwały sporo. Kociaki były razem w jednym transporterze i przetrwały podróż zupełnie bez jedzenia (nic nie chciały wziąć do pyszczków). Natychmiast po przyjeździe do domu zrobiły swoje w kuwecie i rzuciły się na jedzenie. Nic im nie było. Tak więc moim zdaniem spokojnie można zdrowe koty (także kociaki) przewozić nawet przez kilkanaście godzin bez jedzenia. Warto natomiast próbować dopajać futrzaki jeśli podróż się przedłuża.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
Awatar użytkownika
situnia
Posty: 813
Rejestracja: 2013-10-14, 18:27
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: situnia »

Moje też jeżdżą w transporterze przypiętym pasami. I również jeżdżą z nami wszędzie. Zazwyczaj nie jeździmy na tyle daleko, żeby trzeba było je karmić w drodze. Natomiast mi zdarzyło się jechać 3 razy na wystawę pociągiem (nawet z przesiadkami). Wtedy kotka jadła BARF albo w pociągu, albo po dojechaniu na wystawę w klatce wystawowej. Załatwia się też na wystawie, choć wiem, że niektóre koty maja z tym problem i czekają na powrót do domu. W ogóle moje koty gdzie nie jesteśmy to jedzą i wchodzą do kuwety się załatwić, chociażby stała na środku pokoju :-P
Obrazek
To jak traktujesz koty decyduje o twoim miejscu w niebie. - Robert A. Heinlein
trinity
Posty: 147
Rejestracja: 2014-07-29, 00:01
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: trinity »

dagnes pisze: Tak więc moim zdaniem spokojnie można zdrowe koty (także kociaki) przewozić nawet przez kilkanaście godzin bez jedzenia. Warto natomiast próbować dopajać futrzaki jeśli podróż się przedłuża.
Ender przeżył podróż bez jedzenia. Ostatecznie zdecydowałam nie podawać chrupek. Podróż trwała 7 godzin, więc dał radę.
Potem 2 dni po powrocie odrabiał zaległości chyba, bo jadł o 50% więcej niż zazwyczaj.

Muszę jednak przemyśleć jakoś problem dopajania przed letnim urlopem, gdy będzie gorąco. Zupełnie nie umiem podawać mu czegokolwiek strzykawką. Wszelkie próby kończą się fiaskiem.
Muszę potrenować, bo w ogóle wcześniej nie dostrzegałam tego problemu.
Awatar użytkownika
Ines
Posty: 2664
Rejestracja: 2013-01-23, 22:59
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Ines »

Mój mąż też nie umie podawać nic strzykawką, więc on macza co chwilę kotom łapkę w wodzie, żeby tą wodę sobie zlizały. Nie ma porównania między takim mini dopajaniem a strzykawką, ale zawsze lepsze to, niż nic.
Awatar użytkownika
Ines
Posty: 2664
Rejestracja: 2013-01-23, 22:59
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Ines »

Czy próbował ktoś może wekowania (tyndalizacji) mięsa zalanego rosołem w słoiczkach i dodawania potem osobno suplementów? :?: wiadomo, że niestety przy wekowaniu mięso się ugotuje, więc w zasadzie będzie to gotowany barf, ale tak sobie dumam, że może to być fajne rozwiązanie na niedługie wyjazdy.
Awatar użytkownika
Kierei
Posty: 15
Rejestracja: 2016-02-17, 13:51

Post autor: Kierei »

Z tym wekowaniem to brzmi ciekawie :) bo wekowane i w lodówce może stać dłuższy czas i mogła bym kilka słoiczków schować do piwnicy na wszelki wypadek... I stało by jak kiełbasiane albo pasztet od mamy czy babci...
Obrazek
ODPOWIEDZ