BARF na wakacjach/wyjazdach
Nie jest tak, że kot chodzi całkiem sam po samochodzie gdzie chce.situnia pisze:Ja bym się bała kota puszczać luzem po samochodzieWypadek i po kocie, nie mówiąc o tym, że wypadek może być spowodowany przez kota
Podstawa do oczywiście porządny transporter, przypięty pasami na tylnym siedzeniu.
Oprócz tego mamy też szelki przypinane do pasów.
Jeśli pozwalamy kotu wyjść to jest przypięty i oczywiście tylko na dobrej drodze, z dala od kierowcy. Jeśli pędzimy autostradą 140km/h to siedzi w transporterze.
Ale ma możliwość wyjścia chociażby z racji na konieczność skorzystania z kuwety, która jest za tylnym siedzeniem.
My też wszędzie jeździmy z Pedrem (znaczy na urlopy), zawsze siedzi w transporterze przypiętym pasami na tylnym siedzeniu, a wychodzi z niego jedynie na postojach i spaceruje po aucie. Nigdy nie zdarzyło się by zechciał cokolwiek zjeść w czasie podróży. Raz, gdy podróż trwała wyjątkowo długo, wcisnęłam mu do pysia parę kęsów, inaczej nie było szans by ruszył (stres). Natomiast zawsze mam ze sobą strzykawkę i na każdym postoju dopajam go wodą. Kuweta też jeździ zawsze za tylnym siedzeniem (może do niej wejść przez otwór w oparciu tylnego siedzenia), ale nigdy nie chciał skorzystać (czasem na postoju posiedzi sobie w niej ale nic nie zrobi).
Raz zdarzyło mi się podróżować z dwoma kociętami z Polski do Holandii (kociaki miały po 4-5 miesięcy). Nie wiem ile nam to zajęło dokładnie ale raczej nie krótko (z Katowic pociągiem do Warszawy, potem samolotem do Amsterdamu, a z Amsterdamu kolejnym pociągiem do Rotterdamu). Wiadomo, że transfery, odprawy na lotnisku i takie tam trwały sporo. Kociaki były razem w jednym transporterze i przetrwały podróż zupełnie bez jedzenia (nic nie chciały wziąć do pyszczków). Natychmiast po przyjeździe do domu zrobiły swoje w kuwecie i rzuciły się na jedzenie. Nic im nie było. Tak więc moim zdaniem spokojnie można zdrowe koty (także kociaki) przewozić nawet przez kilkanaście godzin bez jedzenia. Warto natomiast próbować dopajać futrzaki jeśli podróż się przedłuża.trinity pisze:Podróż powinna zająć nam około 6-7 godzin, ale przy obecnych warunkach śnieżnych i wiadomej sytuacji na zakopiance może zejść się nawet 10.
Ender na pewno w samochodzie nie będzie chciał jeść puszek, już tego próbowaliśmy. Natomiast chrupki wchłonie w każdej ilości i w każdych okolicznościach.
Czy lepiej nakarmić go przed wyjściem i potem przegłodzić przez czas podróży? Czy lepiej ( gdyby podróż przedłużała się ) podać chrupki? - mam applaws dla kociaków.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
Moje też jeżdżą w transporterze przypiętym pasami. I również jeżdżą z nami wszędzie. Zazwyczaj nie jeździmy na tyle daleko, żeby trzeba było je karmić w drodze. Natomiast mi zdarzyło się jechać 3 razy na wystawę pociągiem (nawet z przesiadkami). Wtedy kotka jadła BARF albo w pociągu, albo po dojechaniu na wystawę w klatce wystawowej. Załatwia się też na wystawie, choć wiem, że niektóre koty maja z tym problem i czekają na powrót do domu. W ogóle moje koty gdzie nie jesteśmy to jedzą i wchodzą do kuwety się załatwić, chociażby stała na środku pokoju 
Ender przeżył podróż bez jedzenia. Ostatecznie zdecydowałam nie podawać chrupek. Podróż trwała 7 godzin, więc dał radę.dagnes pisze: Tak więc moim zdaniem spokojnie można zdrowe koty (także kociaki) przewozić nawet przez kilkanaście godzin bez jedzenia. Warto natomiast próbować dopajać futrzaki jeśli podróż się przedłuża.
Potem 2 dni po powrocie odrabiał zaległości chyba, bo jadł o 50% więcej niż zazwyczaj.
Muszę jednak przemyśleć jakoś problem dopajania przed letnim urlopem, gdy będzie gorąco. Zupełnie nie umiem podawać mu czegokolwiek strzykawką. Wszelkie próby kończą się fiaskiem.
Muszę potrenować, bo w ogóle wcześniej nie dostrzegałam tego problemu.


