Kącik wkurzonego barfera
http://forum.przyroda.org/topics1/wscie ... 946,45.htm
http://nietoperze.pl/wydarzenia/x-okch- ... -w-polsce/
Jest tego więcej, ale te wydają mi sie dość wyczerpujące.
Zwróć uwagę, że okres wylęgania choroby jest dlugi, dlatego szczepienie ludzi już po pogryzieniu jest skuteczne (prawie zawsze).
A kot to przecież też ssak...dopytaj.
http://nietoperze.pl/wydarzenia/x-okch- ... -w-polsce/
Jest tego więcej, ale te wydają mi sie dość wyczerpujące.
Zwróć uwagę, że okres wylęgania choroby jest dlugi, dlatego szczepienie ludzi już po pogryzieniu jest skuteczne (prawie zawsze).
A kot to przecież też ssak...dopytaj.
Dziękuję za materiały, też przeczytałam, że niewielka ilość osobników chorych na wściekliznę została odnotowana, u mnie często one latają,ale do głowy by mi nie przyszło, że mój kot o 2 w nocy obudzi sie, zeskoczy z mojego łóżka i przeciągnie przez tą malutką kratkę rzucającego się nietoperza, jeszcze za nim ja zdążyłam zaświecić światło. Nigdy już nie zostawię na noc otwartego balkonu!! 
Meri, nie rób sobie wyrzutów....
Moje koty niejednokrotnie na całą noc zostają w volierze.
Dzisiaj Fudżi jeszcze o 4 rano był na wylocie (akurat sie przebudziłam i spojrzałam na jego legowisko) kawalera nie było.
Wrócił o pierwszym brzasku...umył łapkii w drzemkę.
Nie ograniczaj mu choćby tej wolności.
Wszystkiego nie przewidzisz. Kilka nocy wstecz trzy żabki , są akurat maleńkie, musiałam exterminować z pokoju w środku nocy.
Nie martw sie masz zawsze na to czas.
Wiem, ze to ukochany Twój kot, ja tez go wielbię, ale wierzmy, że wszystko dobrze sie skonczy. Działaj
Moje koty niejednokrotnie na całą noc zostają w volierze.
Dzisiaj Fudżi jeszcze o 4 rano był na wylocie (akurat sie przebudziłam i spojrzałam na jego legowisko) kawalera nie było.
Wrócił o pierwszym brzasku...umył łapkii w drzemkę.
Nie ograniczaj mu choćby tej wolności.
Wszystkiego nie przewidzisz. Kilka nocy wstecz trzy żabki , są akurat maleńkie, musiałam exterminować z pokoju w środku nocy.
Nie martw sie masz zawsze na to czas.
Wiem, ze to ukochany Twój kot, ja tez go wielbię, ale wierzmy, że wszystko dobrze sie skonczy. Działaj
Ten mój Haru... dlatego nie udało mi się zakupić fretki. On by zabił wszystko co się rusza (nie licząc kotów i psów), nawet na węża mi się kiedyś próbował rzucić, a szarpie nieźle, bo to nie mały kotek. W domu mieszka, na spacery chodzi na smyczy, balkon osiatkowany, a sporo już w swym kocim życiu zabił. Potrafi cały dzień siedzieć w miejscu w którym usłyszał jakieś szmery. Nie odpuści póki nie zabije
.
- Nina_Brzeg
- Moderator
- Posty: 862
- Rejestracja: 2013-09-26, 22:02
- Lokalizacja: Brzeg
Szlag mnie trafia. Dosłownie i w przenośni.
Od zawsze byłam zdrowym dzieckiem - nigdy nie miałam grypy, anginy. Gorączka powyżej 38,5 stopnia chyba u mnie nie wystąpiła, w ciągu ostatnich wielu lat kojarzę dwie sytuacje, gdy miałam więcej niż stan podgorączkowy (np przy zapaleniu ucha). Za to notorycznie coś sobie robiłam - rozwalone czoło, wstrząs mózgu po zabawach na śniegu, obite kolano, itp. Nie przez to, że jestem 'sierotą' ale przez to, że zawsze wszędzie było mnie pełno - i tak dziwię się, że jedynym moim złamaniem był pęknięty kciuk
A od kilku lat ciągle coś mi jest. Nadal nie są to gorączki, grypy itp a raczej poważniejsze, przewlekłe rzeczy. Wcześniej wspomniane kolano, w którym uszkodzone więzadło wymagało artroskopii, długotrwałe bóle głowy przez które rok miałam nauczanie indywidualne w domu (głowa potrafiła mnie boleć 3 tygodnie bez przerwy) - 2 rezonansy, niezliczone eeg, dwa pobyty w szpitalu.
Od roku masakruje mnie endometrioza, w lutym miałam operacje.
A czarę goryczy przelał hallux, przez którego od 3 dni ledwo chodzę.
Mam 23 lata a czuje się jak emerytka.
Od zawsze byłam zdrowym dzieckiem - nigdy nie miałam grypy, anginy. Gorączka powyżej 38,5 stopnia chyba u mnie nie wystąpiła, w ciągu ostatnich wielu lat kojarzę dwie sytuacje, gdy miałam więcej niż stan podgorączkowy (np przy zapaleniu ucha). Za to notorycznie coś sobie robiłam - rozwalone czoło, wstrząs mózgu po zabawach na śniegu, obite kolano, itp. Nie przez to, że jestem 'sierotą' ale przez to, że zawsze wszędzie było mnie pełno - i tak dziwię się, że jedynym moim złamaniem był pęknięty kciuk
A od kilku lat ciągle coś mi jest. Nadal nie są to gorączki, grypy itp a raczej poważniejsze, przewlekłe rzeczy. Wcześniej wspomniane kolano, w którym uszkodzone więzadło wymagało artroskopii, długotrwałe bóle głowy przez które rok miałam nauczanie indywidualne w domu (głowa potrafiła mnie boleć 3 tygodnie bez przerwy) - 2 rezonansy, niezliczone eeg, dwa pobyty w szpitalu.
Od roku masakruje mnie endometrioza, w lutym miałam operacje.
A czarę goryczy przelał hallux, przez którego od 3 dni ledwo chodzę.
Mam 23 lata a czuje się jak emerytka.
Ze mną Brzeskie Koty Mięsożerne: Mefisto, Mia, Manga, Bambo, Nyks, Hades i Gizmo. [*] Maura [*][*Mocca[*]
Tymczaski: Krówka, Odra i Bruno.
Fundacja Brzeskie Koty
Tymczaski: Krówka, Odra i Bruno.
Fundacja Brzeskie Koty
Nie narzekać, nie narzekać, jeszcze całe życie przed Tobą - co będziesz mówić za 10 lat jak już teraz czujesz się jak emerytka ?
Z innej beczki - nie ma to jak pomysłowy kot. Rico sobie wczoraj wibrysy z jednej strony paszczy na gazie przypiekł
No bo moje koty przecież WSZĘDZIE muszą nos wsadzić...
Przez Tośka mało nie obcięłam sobie dzisiaj palucha (na szczęście mam tylko ranę ciętą) - robiłam mieszankę, kroiłam mięso a toto namolnie mi pod nóż lezie, nijak go przegonić, woda ze spryskiwacza już nawet nie pomagała. No i w końcu opędzając się od kota i krojąc mięso pociachałam się
Z innej beczki - nie ma to jak pomysłowy kot. Rico sobie wczoraj wibrysy z jednej strony paszczy na gazie przypiekł
Przez Tośka mało nie obcięłam sobie dzisiaj palucha (na szczęście mam tylko ranę ciętą) - robiłam mieszankę, kroiłam mięso a toto namolnie mi pod nóż lezie, nijak go przegonić, woda ze spryskiwacza już nawet nie pomagała. No i w końcu opędzając się od kota i krojąc mięso pociachałam się
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Moje koty to tam zawsze mają mieszankę przyprawioną moją krwią
ja jak mam nóż w ręce to nie umiem się nie pociąć.
A wibrysy u mnie Aurelka traci jak jest niegrzeczna. Kiedyś gdzieś czytałam, że kocie mamy skracają niesfornym kociętom wibrysy, gdy te są niegrzeczne. Tak właśnie robi Tula - jak Aurelka za bardzo dokazuje (czy Mefisto dokazywał) to zaraz ciach ciach i wibrysy nad oczami o połowę krótsze, nie ma zmiłuj się. Już jej powiedziałam, żeby przystopowała - bo jak Aurelka będzie na wystawie wyglądała bez wibrysów po jednej stronie
A wibrysy u mnie Aurelka traci jak jest niegrzeczna. Kiedyś gdzieś czytałam, że kocie mamy skracają niesfornym kociętom wibrysy, gdy te są niegrzeczne. Tak właśnie robi Tula - jak Aurelka za bardzo dokazuje (czy Mefisto dokazywał) to zaraz ciach ciach i wibrysy nad oczami o połowę krótsze, nie ma zmiłuj się. Już jej powiedziałam, żeby przystopowała - bo jak Aurelka będzie na wystawie wyglądała bez wibrysów po jednej stronie
A kota boli jak mu się wibrysy podcina/obgryza ? Rico ma z jednej strony takie nadtopione i poskręcane i wygląda po prostu fatalnie 
A Skippi to w ogóle przez pewien czas wibrysów nad oczami nie miał, nie wiem który go tak załatwił
A Skippi to w ogóle przez pewien czas wibrysów nad oczami nie miał, nie wiem który go tak załatwił
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)


