Bezdomne zwierzęta
chore dziczki...
Poczytałam trochę o tej strasznej chorobie inaczej zwanej "tyfus koci" i również mam nadzieję, że to nie to......
Wczoraj przyszło do mojej stołówki dla wolno-żyjących, ostatnie z dzieci Maryśki IV (takie ma imię matka, w czwartym pokoleniu zachowała charakterystyczne znamiona barwne na umaszczeniu oraz zachowanie).
Zrobiłam mu oględziny z daleka; bardzo mokro wokół oczu, bez ropy, mokro pod ogonem, ale bez krwi, chude jak śmierć, kości można policzyć, dosyć żwawe i skoczne, zachowuje bezpieczną odległość od człowieka. Podjadło z miski co było.
Niestety moi rezydenci nie przyjęli go przyjaźnie. Najpierw Lula dała mu solidnego klapsa, a następnie wredna Kropa.... Lisek mu odpuścił.
Maluch nie podszedł więcej do miski i zaczął płakać.
Rozmieszałam smectę z płynem, zawinęłam nifuroksazyd w kulki pasztetu (te leki miałam pod ręką) i próbowałam mu podać...ale przyszła jego matka (także bardzo chuda- juz od 1/2 miesiąca nie karmi) i zjadła leki....
Dzisiaj na śniadanie nikt się nie pojawił, a jedynie stali rezydenci wylegują się pod tujami...
Wczoraj przyszło do mojej stołówki dla wolno-żyjących, ostatnie z dzieci Maryśki IV (takie ma imię matka, w czwartym pokoleniu zachowała charakterystyczne znamiona barwne na umaszczeniu oraz zachowanie).
Zrobiłam mu oględziny z daleka; bardzo mokro wokół oczu, bez ropy, mokro pod ogonem, ale bez krwi, chude jak śmierć, kości można policzyć, dosyć żwawe i skoczne, zachowuje bezpieczną odległość od człowieka. Podjadło z miski co było.
Niestety moi rezydenci nie przyjęli go przyjaźnie. Najpierw Lula dała mu solidnego klapsa, a następnie wredna Kropa.... Lisek mu odpuścił.
Maluch nie podszedł więcej do miski i zaczął płakać.
Rozmieszałam smectę z płynem, zawinęłam nifuroksazyd w kulki pasztetu (te leki miałam pod ręką) i próbowałam mu podać...ale przyszła jego matka (także bardzo chuda- juz od 1/2 miesiąca nie karmi) i zjadła leki....
Dzisiaj na śniadanie nikt się nie pojawił, a jedynie stali rezydenci wylegują się pod tujami...
Niestety, ale może to jednak być panleukopenia...
Moja pierwsza próba posiadania kociaków zakończyła się fiaskiem właśnie przez to cholerstwo... Były to podblokowe Maluchy (7-8tyg.) odłowione wraz z matka, dzikie dzikusy.
Na drugi dzień od adopcji kotka stała się osowiała niewiele jadła i piła. Pojechaliśmy do weta, ale poza gorączką objawów innych nie miała. Na drugi dzień rano w pokoju (miały swój pokój, gdyż na widok ludzi syczały i uciekały, więc musiały mieć też czas dla siebie na chodzenie po pokoju i oswajanie sie z nami) na podłodze było pełno bezbarwnych wymiocin (tak, jakby sama ślina), pełno śluzu w kupce, mimo natychmiastowej interwencji weta kotka odeszła tamtego popołudnia. Wtedy kocurek zaczął potrzebować więcej naszego towarzystwa i wydawało się, że z nim wszystko OK - bawił się, tulił i nagle był oswojonym kotem. Jeździlismy codziennie (a nawet 2 razy dziennie) na kroplowki i zastrzyki z antybiotykiem na wszelki wypadek, jakby się okazało, że też coś się w nim rozwija. Kocurek sie bawil, jadl i pil, ale jednak potrzebował "dowodnienia"... Po 4 dniach nagle bardzo oslabl. Wizyta domowa(niedziela), kroplowki, zastrzyki itd. Nie upłynęło 5 godzin od wizyty i kociaka nie było.
W miocie było ich troje. Ich siostra tez odeszla(wczesniej niz nasz Dylemat). Wiec jedyne, co byloby dla mnie zastanawiajace biorac pod uwage pp, to rozpietosc czasowa odejscia Maluchow.
W rozmowie z wetem usłyszałam, że kociaki nieszczepione mają ok. 10% szans z ta choroba...
Moja pierwsza próba posiadania kociaków zakończyła się fiaskiem właśnie przez to cholerstwo... Były to podblokowe Maluchy (7-8tyg.) odłowione wraz z matka, dzikie dzikusy.
Na drugi dzień od adopcji kotka stała się osowiała niewiele jadła i piła. Pojechaliśmy do weta, ale poza gorączką objawów innych nie miała. Na drugi dzień rano w pokoju (miały swój pokój, gdyż na widok ludzi syczały i uciekały, więc musiały mieć też czas dla siebie na chodzenie po pokoju i oswajanie sie z nami) na podłodze było pełno bezbarwnych wymiocin (tak, jakby sama ślina), pełno śluzu w kupce, mimo natychmiastowej interwencji weta kotka odeszła tamtego popołudnia. Wtedy kocurek zaczął potrzebować więcej naszego towarzystwa i wydawało się, że z nim wszystko OK - bawił się, tulił i nagle był oswojonym kotem. Jeździlismy codziennie (a nawet 2 razy dziennie) na kroplowki i zastrzyki z antybiotykiem na wszelki wypadek, jakby się okazało, że też coś się w nim rozwija. Kocurek sie bawil, jadl i pil, ale jednak potrzebował "dowodnienia"... Po 4 dniach nagle bardzo oslabl. Wizyta domowa(niedziela), kroplowki, zastrzyki itd. Nie upłynęło 5 godzin od wizyty i kociaka nie było.
W miocie było ich troje. Ich siostra tez odeszla(wczesniej niz nasz Dylemat). Wiec jedyne, co byloby dla mnie zastanawiajace biorac pod uwage pp, to rozpietosc czasowa odejscia Maluchow.
W rozmowie z wetem usłyszałam, że kociaki nieszczepione mają ok. 10% szans z ta choroba...
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"
Mark Twain
Mark Twain
Jeśli chodzi o szczepionki, to wydaje mi sie, ze w najbardziej podstawowych jest pp (ale moge sie mylic). Duzo ciezej chorobe te znosza kociaki niz koty dorosle. Ale jakbym miala watpliwosci, to upewnialabym sie u weta.
Pp jest typowa wirusowka (parwowirusy), a wydaje mi sie, ze wirusow nie trzeba przenosic na cialach stalych, ale moze to tylko moje wyobrazenie, o latajacych w powietrzu ustrojstwach...
Pp jest typowa wirusowka (parwowirusy), a wydaje mi sie, ze wirusow nie trzeba przenosic na cialach stalych, ale moze to tylko moje wyobrazenie, o latajacych w powietrzu ustrojstwach...
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"
Mark Twain
Mark Twain
panleukopenię można przenieść na rzeczach, co gorsze wirus jest cholernie żywotny bo w pomieszczeniu może pożyć kilka miesięcy czekając na ofiarę :( Jak się miało w domku kotka z tą chorobą to przez co najmniej pół roku nie można wziąć nieszczepionych kotków szczególnie kociaków bo są bardzo podatne.
Takim charakterystycznym objawem jest paskudnie śmierdząca biegunka :(
Takim charakterystycznym objawem jest paskudnie śmierdząca biegunka :(
No to na szczęści ten kotek co padł nie śmierdział i ten maluch jego brat/siostra? co się szwenda także nie cuchnie.Chica pisze:Takim charakterystycznym objawem jest paskudnie śmierdząca biegunka :(
Wylegiwał się ostatnio na moim tarasie na fotelu, obwąchałam ręcznik, który na noc im zostawiam nic, a nic smrodu. Przed chwila zasięgnęłam języka, był widziany rankiem z mateńką, brykał i jadł....
Niestety, nie zawsze... Dylemat miał w miarę uformowane kupki zapachu normalnego i żadnych innych objawów...Chica pisze: Takim charakterystycznym objawem jest paskudnie śmierdząca biegunka :(
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"
Mark Twain
Mark Twain
Udało się z bliższej odległości obejrzeć kociaka. Z jednego oczka sączy się krew, nie są zalepione ropą, ale ma ewidentne zapalenie spojówek.....Koci katar ?
Zjadł trochę Feliksa z galaretką oraz nifuroksazyd w kulkach z pasztetu, może to mu trochę ulży. Płakał przed załatwieniem się, poszłam zobaczyć, nie jest to biegunka wodnista, ale qpki z dużą ilością śluzu, nie cuchną. Kiepsko trawi, ale trudno się dziwić jak je co popadnie.
Szkielet ma kota 3 miesięcznego. Najpierw wdrapał się za matka na dach, całkiem zwinnie, a potem ona czmychnęła i on pobiegł za matką i tyle go widziałam....Matka to straszny włóczykij dlatego tak ciężko ja odłowić, a klatki-łapki nie mam na stałe. Będę próbowała coś zorganizować jutro...Może razem z maluchem się uda.
No i padł kolejny kot wpół dziczek, brat tego 2-latka już nie żyjącego od 3 dni, pisałam o tym kilka pieter wyżej.Objawy nieco inne...
Późnym wieczorem doniósł mi sąsiad.
Moja Inez po trzech dniach wróciła do formy i zażądała jeść...co mnie bardzo cieszy.
Weterynarz powiedział, że należałoby odłowić wszystkie okoliczne koty i zaszczepić,
nie realne. 
Zjadł trochę Feliksa z galaretką oraz nifuroksazyd w kulkach z pasztetu, może to mu trochę ulży. Płakał przed załatwieniem się, poszłam zobaczyć, nie jest to biegunka wodnista, ale qpki z dużą ilością śluzu, nie cuchną. Kiepsko trawi, ale trudno się dziwić jak je co popadnie.
Szkielet ma kota 3 miesięcznego. Najpierw wdrapał się za matka na dach, całkiem zwinnie, a potem ona czmychnęła i on pobiegł za matką i tyle go widziałam....Matka to straszny włóczykij dlatego tak ciężko ja odłowić, a klatki-łapki nie mam na stałe. Będę próbowała coś zorganizować jutro...Może razem z maluchem się uda.
No i padł kolejny kot wpół dziczek, brat tego 2-latka już nie żyjącego od 3 dni, pisałam o tym kilka pieter wyżej.Objawy nieco inne...
Późnym wieczorem doniósł mi sąsiad.
Moja Inez po trzech dniach wróciła do formy i zażądała jeść...co mnie bardzo cieszy.
Weterynarz powiedział, że należałoby odłowić wszystkie okoliczne koty i zaszczepić,
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Sandra, łącznie zmieniany 1 raz.
Kręcą się koło mojego bloku 2 śliczne kociaczki, na moje oko ok. 3-miesięczne. Jeden rudy pręgowany, drugi łaciaty biało-rudy (pręgowany). Oba bez obróżek, na moje oko to rodzeństwo. Widziałam je jakiś czas temu może z miesiąc, potem znikły. Od kilku dni znowu kręcą się po parkingu
Ponieważ widać je praktycznie cały dzień (weekend) tudzież dopadły mnie dzisiaj jak wracałam z pracy - zaczynam się zastanawiać, czy aby ktoś ich nie wyrzucił
Generalnie są bardzo żwawe, uszy i oczka czyste, z nosków nic nie leci. Lecą jak wołam kici, kici, strasznie się łaszą do człowieka i jak obłąkane rzucają na jedzenie (dałam im dzisiaj jak wróciłam z pracy). Ktoś w weekend na mojej klatce postawił im talerzyk z suchą karmą, ale dzisiaj po południu stał już na dworze.
Zastanawiam się co z tym fantem zrobić ? Mieszkam na dość sporym blokowisku - jeżeli kociaki mają właściciela to jeszcze O'K (chociaż jakieś obróżki mógłby im założyć); gorzej jak zostały wyrzucone i są bezdomne. Szukać właściciela ? Porozlepiać ogłoszenia żeby się ujawnił i skontaktował ze mną ? Wziąć ich nie mogę, bo mam za małe mieszkanie na 4 koty, a poza tym Skippi chory. Jest jeszcze opcja skontaktowania się ze schroniskiem i oddania ich, ale po prostu szkoda mi jak widzę jak się ganiają na wolności. Z drugiej strony jak spadną temperatury obawiam się, że mogą same nie dać sobie rady.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji - co radzicie ?
Ponieważ widać je praktycznie cały dzień (weekend) tudzież dopadły mnie dzisiaj jak wracałam z pracy - zaczynam się zastanawiać, czy aby ktoś ich nie wyrzucił
Generalnie są bardzo żwawe, uszy i oczka czyste, z nosków nic nie leci. Lecą jak wołam kici, kici, strasznie się łaszą do człowieka i jak obłąkane rzucają na jedzenie (dałam im dzisiaj jak wróciłam z pracy). Ktoś w weekend na mojej klatce postawił im talerzyk z suchą karmą, ale dzisiaj po południu stał już na dworze.
Zastanawiam się co z tym fantem zrobić ? Mieszkam na dość sporym blokowisku - jeżeli kociaki mają właściciela to jeszcze O'K (chociaż jakieś obróżki mógłby im założyć); gorzej jak zostały wyrzucone i są bezdomne. Szukać właściciela ? Porozlepiać ogłoszenia żeby się ujawnił i skontaktował ze mną ? Wziąć ich nie mogę, bo mam za małe mieszkanie na 4 koty, a poza tym Skippi chory. Jest jeszcze opcja skontaktowania się ze schroniskiem i oddania ich, ale po prostu szkoda mi jak widzę jak się ganiają na wolności. Z drugiej strony jak spadną temperatury obawiam się, że mogą same nie dać sobie rady.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji - co radzicie ?
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Skipper, łącznie zmieniany 1 raz.
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Pytałam ale nic nie wiedzą
Z jednej strony są bardzo ufne w stosunku do człowieka i dosłownie pchają się pod ręce (jak pogłaskałam to jeden momentalnie zamienił się w mały traktorek
), a z drugiej okropnie głodne (w sobotę jak wracałam z zakupów sprezentowałam im trochę mięska, które kupiłam dla moich kotów - włomotały w oka mgnieniu, tak samo jak dzisiaj sporą porcję Catz Finefooda).
Pomyślałam przed chwilą, że może po prostu porozlepiam jutro ogłoszenia na klatkach schodowych żeby właściciel się ze mną skontaktował bo w przeciwnym razie kotki wylądują w schronisku
Czy wracają gdzieś do domu wieczorem to ciężko będzie zaobserwować bo teraz ciemno, chyba że jutro spróbuję je przyfilować z rana czy biegają
Z drugiej strony Viktoria trzeba być bez serca, żeby takie maluszki wypuszczać na cały dzień przy takich temperaturach 
Z jednej strony są bardzo ufne w stosunku do człowieka i dosłownie pchają się pod ręce (jak pogłaskałam to jeden momentalnie zamienił się w mały traktorek
Pomyślałam przed chwilą, że może po prostu porozlepiam jutro ogłoszenia na klatkach schodowych żeby właściciel się ze mną skontaktował bo w przeciwnym razie kotki wylądują w schronisku
Czy wracają gdzieś do domu wieczorem to ciężko będzie zaobserwować bo teraz ciemno, chyba że jutro spróbuję je przyfilować z rana czy biegają
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Skipper - przypomnij mi skad ty jestes?
Ja bym do schroniska za nic nie oddal ;/ tak to juz w naszym pieknym kraju jest , ze schorniska mamy jakie mamy... ale poszukalabym jak juz jakis TOZ albo wolontariuszy, ktorzy zajmuja sie odlapytaniem , maja dla kociakow DT (domy tymczasowe) i szukaja im adopcji... jesli maja wlasciciela to troche nieodpowiedzialnego, skoro 3 miesieczne kociaki ciagle ganiaja same po osiedlu ....
Ja bym do schroniska za nic nie oddal ;/ tak to juz w naszym pieknym kraju jest , ze schorniska mamy jakie mamy... ale poszukalabym jak juz jakis TOZ albo wolontariuszy, ktorzy zajmuja sie odlapytaniem , maja dla kociakow DT (domy tymczasowe) i szukaja im adopcji... jesli maja wlasciciela to troche nieodpowiedzialnego, skoro 3 miesieczne kociaki ciagle ganiaja same po osiedlu ....
schron to nie dobry pomysł. Tam zginąSkipper pisze:Pomyślałam przed chwilą, że może po prostu porozlepiam jutro ogłoszenia na klatkach schodowych żeby właściciel się ze mną skontaktował bo w przeciwnym razie kotki wylądują w schronisku![]()
Poszukaj jakiegoś stowarzyszenia, które pomoże znaleźć im dom/y stałe - może Ty za taki dom mogłabyś trochę porobić?
Gdybyś je przygarnęła na czas znalezienia domu, to Stowarzyszenie pomogłoby chętniej pomóc szukać dla nich domu.
Nie wiem gdzie mieszkasz -to trudno coś więcej doradzić.
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
George Bernard Shaw


