Tak, od początku. Najbardziej konkretnym objawem było to, że jak odbierałam z hodowli to miała infekcję oczek. Ale przez pierwsze pół roku nie chorowała (tzn. nie przeziębiała się). Dopiero jesienią (adoptowałam ją w styczniu), zaczęła się regularnie przeziębiać. Ale problem z oczkami jest ciągły (oczywiście o to dbam i od czasu wyleczenia tej infekcji bakteryjnej z którą kotka przyszła z hodowli więcej zakażeń bakteryjnych nie było. Ale oczka ma ciągle mniej lub bardziej załzawione - teraz już wiem, że to wina herpesa).IzabelaW pisze: Inna sprawa, to czy hodowla, z której pochodzi Azalia, jest wolna od wirusa, czy wypuszcza na świat chore kotyMinęło już trochę czasu i kotka mogła zarazić się gdzie indziej, jednak nie możemy tego wykluczyć, bo jeśli dobrze kojarzę, to ona od początku, odkąd jest u Ciebie, ma problemy z drogami oddechowymi?
Jestem prawie pewna, że już w hodowli Azalia była zarażona. Ja nie mam innych kotów, a Azalia nie jest kotem wychodzącym. Parę pierwszych miesięcy gdy ją miałam mieszkałam gdzie indziej i tam wychodziła na mały, ogrodzony teren, ale zawsze w moim towarzystwie i nigdy nie spotkała się z innym kotem). Niemniej jakby szukać na siłę mogła mieć kontakt z np. odchodami kotów, które swobodnie krążą po okolicy (tak też mogłaby się zarazić?).
Przy pierwszej wizycie u "nowego weta" - dr Koniecznego (zarówno Panią Kingę jak i Pana Marcina Koniecznych polecam) rozmawiałam o historii Azalii i powiedziałam mu, że kotka była przeznaczona w hodowli do rozrodu, ale jednak nie mogła zajść w ciążę i dlatego została wydana do adopcji. Wtedy Pan Marcin otworzył mi oczy na to jak mogło (a wręcz "musiało) dojść do zakażenia (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy czym). To całkiem logiczne, ale wcześniej o tym nie pomyślałam. Otóż, jeśli kotka miała rodzić a do zapłodnienia nie dochodziło to z pewnością hodowczyni (zanim zrezygnowała) musiała wielokrotnie organizować "pokrywanie". Także Azalia była wielokrotnie narażona na bezpośredni kontakt z wieloma kotami z różnych hodowli. Także może powinnam się cieszyć, że Azalia ma "tylko" herpesa a nie pełen zestaw...
Pieszczoch - dziękuję Ci za informacje. Zapewniam Cię, że kotka nie dostaje obecnie nic poza betaglukanem i probiotykiem. I tak samo zapewniam, że do weta jeżdżę z nią jak już naprawdę trzeba, bo tak jak Azalia się stresuje to ja wraz z nią - więc unikam jak ognia. Ponadto, obecny wet ma na uwadze nerki. Niemniej sama nie pomyślałabym, że lizyna może obciążać nerki...
A czy możesz napisać jakiego konkretnie produktu używasz z tym coordycepsem, w jakiej dawce i jak długo?
Przedwczoraj wystartowałam z tymi feromonami - jestem ciekawa czy Azalia stanie się trochę mniej lękliwa (nie oczekuję cudów).