gucia_ska pisze:
Sierra pisze:Ps. Sierra zaczęła naśladować Tulę z cichym, piskliwym miauczeniem
och uroooczo

przecież ona w głębi serca ciągle jest maleńkim, słodkim kociakiem, czyż nie?
Ta cholera nigdy nie była maleńkim, słodkim kociakiem

. Przypominam, że mówimy o kocie, który mnie nie akceptował i dręczył psychicznie prawie ROK... I to dużo gorzej niż w tej chwili Tulę

.
Tuż po przyjechaniu do naszego domu Sierra zakochała się bez pamięci w Księciuniu, we mnie widząc wyłącznie wroga, zagrożenie i obiekt zazdrości

. Jazdy jakie powodowała o mało nie spowodowały mojej wyprowadzki. Równo rok temu Księciunio dostał ultimatum - albo przestaje Sierrę chwalić za wszystko i nakłada jakiekolwiek ograniczenia albo pożyczam auto na 2-3 h, żeby przewieść rzeczy do nowego mieszkania. Dopiero to chłopa oświeciło, że np. jego rozbawienie jak Sierra mnie atakowa to była dla niej poważna zachęta, a ja miałam piekło w domu

. Konsekwencja w olewaniu kota, jeśli akurat spędzamy 5 minut sam-na-sam (do tej pory nie przekroczyliśmy 15 minut) również pomogła... ograniczenie jej zapędów do wrzasku przez cały dzień (Sierra GADA, i to bardzo) było jedyną cechą charakteru (a nie zazdrości), której się domagałam

.
Do końca zostałam zaakceptowana jak Sierra odkryła klepanie po zadku - NIKT nie umie klepać tak jak ja

. Pokochała mnie za to i jestem jej jedyną i niepowtarzalną... klepaczką

. W zamian okazuje zachwyt mrucząc i ocierając się.... czasami o mnie, częściej o poduszkę

.
Nie zrozumcie mnie źle - ja Sierrę kocham.. to wspaniały kot, ale to nigdy nie był kot dla mnie. Mamy zbyt różne charaktery, a brak poszanowania tych różnic (WRZASK) ze strony Księciunia doprowadzał do bardzo ostrych konfliktów. Zaś Sierra widząc przyzwolenie jedynej osoby, na której tak naprawdę jej zależy nie miała zamiaru się ograniczać. Dlatego też, w najgorszym okresie, ani na sekundę nie przeszła mi przez głowę myśl "ja albo kot". Dla mnie wyboru nie było, temat był od pierwszej sekundy oczywisty.
Za to Tula jest MOIM spełnieniem marzeń, z lekkim uwzględnieniem potrzeb Sierry... rozważałam parę ras, im lepiej poznawałam Sierrę tym bardziej Syberyjczyki (od początku faworyty) wychodziły na prowadzenie. Łączą one moją potrzebę spokojnej, cichej przytulanki z aktywnym, zabawowym towarzystwem, jakie preferuje Sierra.
Dlatego nie zdziwcie się, że naprawdopodobniej w wątku będzie dużo częściej pojawiać się Tula - to spełnienie moich marzeń, a nie coś zo zastałam w domu po powrocie z pracy
Tak więc czas na Radio-Tulik
Młoda właśnie miała pierwszą wycieczkę. Ponieważ z domem (i klatką schodową

) oswoiła się już w pełni, a docelowo ma być kotem podróżnym... pojechałyśmy w odwiedziny. Tula zwędziła sprzęt od Jaśnie Pani (transporter, stare szelki i smycz). Pierwsze minuty w transporterze były lekko nerwowe... zanim wyszłam z domu Tula drzemała już w pełni zadowolona

. Następnym punktem wycieczki był pociąg (widoki za oknem były FASCYNUJĄCE!), samochód (pociąg ciekawszy) i.... RAGDOLL. 2 tygodnie starsza kotka, której imienia nigdy nie pamiętam (Justyna, jak tu trafisz... wybacz

). Znaczy taki podszywany ragdoll, kociak z wyglądu i charakteru najbardziej tą rasę przypomina, ale był brany uczciwie - jako mieszaniec.
Tula na widok koleżanki postanowiła robić NIC. Taki typ - poleży, pomyśli, zdrzemnie się przy okazji

. Ragdollka za to trochę marudziła na początku, później próbowała zachęcić Tulę do zabawy (co skończyło się na zabawowym wgryzieniu w moje udo

). Całość skończyła się dokładnym zwiedzeniem mieszkania przez Tulę i dziewczynach bawiących się... osobno

. Po 3 godzinach Tula grzecznie wróciła do transporterka i (za przeproszeniem) padła na pysk

. Teraz odsypia wycieczkę wtulona we mnie

.
Aaa... zapomniałabym o najważniejszym! Tula (w oczekiwaniu na samochód) wybrała się na wycieczkę pieszą! Była zdecydowanie zadowolona, zadzierała ogon do góry i bawiła listkami, jeśli tylko byłam tuż obok (mam długą, wyciąganą smycz... "bycie obok" nie jest konieczne).
Zaś Sierra, zgodnie z przewidywaniami i moją wiedzą o niej - doskonale wypoczęła przez tych parę godzin SAMEJ w domu, nowy zapach Tuli jej kopletnie nie ruszył i jest dużo spokojniejsza

. Wycieczki będą powtarzane, bo sprawdzają się u tej dwójki doskonale
