Jak do nas ktoś przychodzi ona nigdy nie przyleci się przywitać. Siedzi w kącie i merda ogonkiem, ale nie podejdzie. Jak podchodzi ktoś do niej od razu sika. W zasadzie jest tak, że nie boi się tylko mnie i męża, do syna już nie podejdzie, nie wejdzie do jego pokoju, pomimo tego, że Kapsel tam urzęduje.
Nigdy sama nie chce wyjść na spacer, trzeba ją siła wywlekać. Na łące jest już ok, ale samo wyjście to porażka.
Nie schodzi ze schodów, a potrafi. Trzeba ją znieść na rękach. Jak byliśmy nad morzem to w szale gnała po schodach na wydmie na plażę, więc umie. Po przyjeździe do domu za pierwszym razem zapomniala chyba, że się ją znosiło i zbiegła jedno piętro. Już się cieszyliśmy, ale "przypomniałam sobie", że nie schodzę i jak siadła tak ani pół cm dalej.
Nie skutkuje zostawianie jej na schodach, bo po prostu wraca pod drzwi i sobie tam czeka.
Na spacerach jest ok dopóki nikogo nie ma. Przerażają ją rozmawiający ludzie, dzieci, rowery, wózki dziecięce, no po prostu cały świat. Kiedyś było tak, że siadała wtedy i od razu siku, czekała aż niebezpieczeństwo ją minie. Teraz ucieka w szale, byle dalej i wczoraj wpadła do niezabezpieczonej studzienki
Toleruje człowieków idących z psem (ale musi być jeden człowiek na jednego psa, dwóch ludzi i pies to już tłum).
W domu potrafi się przestraszyć trzaśnięcia drzwiami, szelestu worka na śmieci....
Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale zupełnie nie wiem co robić. Myślałam, że im będzie starsza tym będzie lepiej, ale widzę, że to zmierza w przeciwnym kierunku..