Mnie nie bardzo przekonują te wszystkie argumenty o zapobieganiu nowotworom przez sterylizację, bo to trochę jakby uciąć sobie nogę żeby jej w przyszłości nie złamać
Natomiast jest jeszcze kwestia ciąż urojonych, ropomacicza. Niestety w przypadku mojej suczki jest to bardzo prawdopodobny wariant... Tuż po pierwszej cieczce byłam z nią u wetki (zaległe szczepienie) i jak tylko ją zobaczyła to powiedziała, że "od dziś zero karesów i przytulanek, bo będzie miała ciążę urojoną o ile już się nie zaczęło". Faktycznie suczka gwałtownie zaczęła mi tyć w trakcie cieczki, cycochy miała nabrzmiałe przez prawie 2 miesiące, a jej zachowanie przysporzyło mi "kilka" siwych włosów na mojej biednej głowie. Cieczka trwała bite 4 tygodnie jak nie dłużej, bo u wetki byliśmy już półtora miesiąca od rozpoczęcia, a ta stwierdziła, że to jeszcze jest końcówka
Druga kwestia, to nie jest yoreczek co go na rączkach wysadzisz do kuwetki, tylko pies naprawdę potrzebujący ruchu, a nie 3-minutowego spacerku wokół bloku. Ten pies po prostu MUSI pracować inaczej zbzikujemy obie...
Mimo powyższego mam swoje wątpliwości. Wszelkie "racjonalne" argumenty przemawiają za sterylką, ale... no i właśnie po tej stronie są i emocje i część argumentów... I dlatego właśnie mam mętlik...
PS. W tzw. międzyczasie wpisała się Shana i potwierdza cześć z moich obaw co do ropomacicza.
