Gerda, żelatyny to nie ważyliśmy, dawaliśmy na oko

my z tych mało przejmujących się przy gotowaniu. Tak będzie gdzieś około 1/5 - 1/4 małej paczki 50 gramowej. W przepisach z ulotki piszą, żeby dawać 40-46 g, ale aż tyle to my na pewno nie dawaliśmy. Jak dasz za mało, to najwyżej będzie się rozpadać, ale jadalne będzie na pewno.
Ines, prasowanka z szykowara smakuje jak coś pomiędzy szynką konserwową, a dobrą konserwą z galaretką, taką z "dawnych lat", tylko lepiej

, moim zdaniem. Dużo zależy też od przypraw jakie dodasz, a tu już masz dowolność zupełną praktycznie, więc dajesz co lubisz.
Mnie jakiekolwiek sklepowe wędliny, czy to patchworkowe, czy udające szynkę naturalną, w tej chwili przyprawiają o mdłości, ciarki i inne takie. Nie kupujemy żadnych gotowych wyrobów mięsnych od czasów afery solnej, czyli już ładny kawałek czasu. Wtedy nam się przelało

, jak zdaliśmy sobie sprawę, że sól drogowa to nie jest najgorsze, co można znaleźć w sklepowych produktach mięsnych. Kiedyś kupne wędliny jadłam tylko z chlebem, górą majonezu i ketchupem. Samej takiej "wędliny" nie byłam w stanie zjeść więcej niż jednego plasterka. Za to domowe przetwory "wciągam" od dłuższego już czasu bez chleba w ilościach przekraczających grubo jeden plasterek i są bardzo dobre. Pasztet futruję łyżeczką ze słoika

Ostatni mój hit smakowy: galareta z golonki zagryzana kiszoną marchewką
Widzę, że przed świętami domowe szynki i kiełbasy będą produkowane prawie hurtowo, ale będzie wyżerka

...