A ja myślę, że jest zupełnie odwrotnie - koty lubią takie zabawki, bo przypominają myszy. I dlatego takie zabawki są dla kotów produkowane. Myślę, że producenci zabawek nie mają na nasze koty aż tak wielkiego wpływu, żeby sterować ich psychiką

to raczej kocia psychika dyktuje to, jak te zabawki mają wyglądać.
Jak już kilkakrotnie pisałam, u mnie Aurelka nie przepada za zabawkami-myszkami, nie lubi też bawić się pełzającymi po ziemi końcówkami wędki. Dla niej zabawa jest wtedy, kiedy zabawka ma pióra i lata i taką zabawkę chwyta z niespotykaną zwinnością. Ona też czasem bawi się przepiórkami, ale przytrzymując np za skrzydło. Z myszą nie ryzykuje, bo przecież mogłaby jej uciec i jak ją potem złapie

za mysz zabiera się od razu i szybko pałaszuje, chociaż ewidentnie to nie są jej klimaty, jeśli chodzi o walory smakowe.
Arda zdecydowanie woli pełzające zabawki, w locie nie umie nic złapać. Kiedy zabawka lata, to Arda szczeka i ćwierka nawołując, żeby zabawka usiadła gdzieś na podłodze i wtedy atakuje. Najbardziej lubi gdy zabawka pełza, ucieka po podłodze. I ona nigdy nie bawi się przepiórką, ale zawsze męczy mysz, czasem nawet tak ją sobie rzuca, że wygląda to tak, jakby mysz przed nią uciekała, np za nogi ławy, i wtedy Arda ją "goni".
Moim zdaniem wszystkie zabawy z kotami, w których posługujemy się myszkami czy piórkami, są dla kotów po prostu odzwierciedleniem tego, jak polowałyby na upatrzone sobie ofiary w naturze, dlatego tak chętnie się w to bawią, bo rozładowują w czasie tych zabaw swoje naturalne instynkty.