Sihaya pisze:dagnes pisze:Niestety, wciąż powszechna w polskich gabinetach weterynaryjnych jest narkoza domięśniowa (najczęściej ketamina plus inne leki), nie podawanie antidotów do zaaplikowanych medykamentów, nie podawanie kroplówek, operowanie w pojedynkę, nie zakładanie wenflonu i nie intubowanie pacjenta do zabiegu oraz przyjmowanie na zabieg odwodnionego już kota.
Najczęściej coraz mniej słyszę o takich przypadkach. Wierzę, że na pewno zdarza się tak jeszcze w małych miasteczkach. W dużych miastach są naprawdę dobrze wyposażone lecznice weterynaryjne (oczywiście nie wszystkie), tak w leki, jak i sprzęt medyczny, nie wspominając o wykwalifikowanym personelu. Atrakcyjne warunki kredytowania polskich lecznic weterynaryjnych, dostęp do tanich form leasingu nowoczesnego sprzętu medycznego, dotacje z funduszu UE a także możliwości kształcenia polskich weterynarzy na zagranicznych Uniwersytetach Weterynaryjnych sprawiają, że polskie lecznice weterynaryjne są konkurencyjne dla tego typu placówek u naszych zachodnich sąsiadów.
Coraz lepsze wyposażenie gabinetów weterynaryjnych z pewnością daje powody do radości i napawa optymizmem, choć faktem jest że najlepiej wyposażone kliniki znajdują się tylko w naprawdę dużych miastach lub ich okolicach. Zresztą tu nie chodzi konkretnie o polskie realia, bo w Niemczech jest identycznie - wciąż istnieje mnóstwo małych gabinecików weterynaryjnych, w których pracuje jeden lekarz - właściciel, sam operujący i zajmujący się wszystkim, a braki w sprzęcie widoczne są na pierwszy rzut oka. Znam takie gabinety z Polski i znam takie z mojej niemieckiej okolicy, nie tylko w małych miasteczkach.
Ale nawet posiadanie supernowoczesnego sprzętu oraz wykwalifikowanego personelu nie zmieni realiów rynkowych, które niestety wymuszają stosowanie tanich procedur. Na rynku jest po prostu zapotrzebowanie na tanie narkozy i lekarze je stosują by mieć klientów. Jeśli większość telefonów z zapytaniem o kastrację czy sterylizację zaczyna się od pytania "ile u Państwa kosztuje zabieg i czy może być taniej?", to gabinet oferujący wyłącznie najnowocześniejsze (i najdroższe) metody szybko musiałby zostać zamknięty. Smutne, ale prawdziwe. Sihaya, wierz mi, że takich świadomych osób jak Ty, wybierających odpowiednie procedury medyczne, jest mniejszość. Dla dużej części społeczeństwa liczy się tylko cena zabiegu, o ile już w ogóle uda się te osoby przekonać do wykonania kastracji kocura czy sterylizacji kotki. Nie mówiąc o tych, którzy kastrują bezdomniaki, koty ze schronisk czy domów tymczasowych, gdzie zwykle brakuje pieniędzy na podstawowe artykuły i leki.
Dlatego ja próbuję uświadamiać ludzi i stąd mój apel o świadome wybieranie procedur, które do najtańszych nie należą. Dlatego pisałam o zagrożeniach wiążących się z tanią narkozą, bo wiem, że ona nadal jest popularna, gdyż jest tania i ludzie jej chcą, nie zdając sobie jednak sprawy z tego, czym ryzykują. A także o sposobach minimalizacji ryzyka przy narkozie domięśniowej (nawadnianie, kroplówki, wybudzacze).
Nawet tu, w Niemczech istnieje zapotrzebowanie na tanie narkozy i wciąż się je wykonuje, także w gabinetach dysponujących sprzętem do bezpiecznych narkoz. Ja korzystam od jakiegoś czasu wyłącznie z usług dużej kliniki, oferującej wyłącznie te najbezpieczniejsze narkozy, a dodatkowo - nie ma tam możliwości poddania zwierzaka narkozie bez wykonania przed zabiegiem choćby podstawowych badań krwi z oznaczeniem parametrów nerkowych i wątrobowych, oprócz oczywiście podstawowego badania ogólnego. Klinika, oferując bezpieczne metody, pokazuje w ten sposób właścicielom zwierząt, że oddaje zwierzaki po zabiegu w tak samo dobrym stanie jak je przyjęła. Jeśli zastosowane procedury medyczne spowodowałyby uszczerbek na zdrowiu, to wiadomo byłoby kto jest za to odpowiedzialny. Całkiem fair. Ale to jest duża klinika w centrum dużego miasta, natomiast kawałek dalej mamy już gabinecik z jednym lekarzem, który przyjmuje wszystkich, którzy chcą mieć taniej niż w tej klinice.
C'est la vie.
Sihaya pisze:Jednak wraz ze wzrostem częstotliwości stosowania takiej narkozy (mam na myśli samą intubację) coraz częściej dochodzi do powikłań w postaci infekcji górnych dróg oddechowych u kotów, które pojawiają się nie od razu, ale np. 2 tyg. po wykonanym zabiegu, a wówczas jako przyczynę infekcji upatruje się obniżoną po zabiegu odporność, stres itd.
Hmm, takie powikłanie po prawidłowo i sterylnie przeprowadzonej intubacji wydaje mi się dość dziwne. Osobiście nie słyszalam o takim przypadku, a mój kot po 4 intubacjach też czegoś takiego nie miał. Zapytam przy okazji mojego weta. W medycynie ludzkiej stosuje się przecież intubację rutynowo, także podczas narkozy dożylnej (u ludzi nie stosuje się narkoz domięsniowych jako zbyt niebezpiecznych) i nie przypuszczam, że ktokolwiek zrezygnuje z intubacji ze względu na potencjalne zagrożenie, o którym piszesz. Fakt, ludziom zdarza się po intubacji mieć chrypkę, co wynika jednak z mechanicznego podrażnienia, a nie infekcji. Jeśli zdarza się to, o czym piszesz, to chyba wchodzą w grę dwie możliwości: albo brak sterylności przy zabiegu, albo branie zaczerwienionego z podrażnienia gardła za infekcję...
Z wyjątkiem bardzo niewielu sytuacji, w których intubacja nie może być wykonana, normalnie zaintubowanie pacjenta podnosi jego bezpieczeństwo. Rurka dotchawicza ułatwia oddychanie, utrzymuje drożność dróg oddechowych nie pozwalając na zadławienie się śliną lub treścią żołądkową, pozwala lepiej dotlenić organizm dzięki prawidłowej podaży tlenu, a w razie komplikacji i ustania oddechu daje szansę na ratunek. Osobiście nigdy nie zrezygnowałabym świadomie z intubacji.
Sihaya pisze:dagnes pisze:Co najczęściej powoduje, że po narkozie kot ma zniszczone nerki?
1. (...) i nie podanie wybudzacza
A ja uważam, że podanie wybudzacza wcale nie jest dobrym rozwiązaniem. Antysedanty zwiększając przepływ krwi uszkadzają naczynia krwionośne i serce, nie działają też najlepiej na układ nerwowy, do którego depresji doprowadzają środki sedacyjne. Podanie dwóch oportunistycznie działających środków w krótkich odstępach czasu nie jest dobrym rozwiązaniem dla małego kociego organizmu.
Wielkość organizmu nie ma znaczenia, gdyż dawki dobiera się przecież do wagi ciała pacjenta. Ale i tak nie o to chodzi. W przypadku bezpiecznych narkoz, jakimi są izofluran i propofol nie podaje się wybudzaczy, gdyż środki te działają superkrótko i pacjent wybudza się natychmiast (izofluran) lub krótko po (propofol) zaprzestaniu podawania tych medykamentów. Dlatego m.in. narkozy te są takie dobre, poza najmniej inwazyjnym działaniem na organizm. Przy tego typu narkozach zwykle nie podaje się żadnych długodziałających środków, które musiałyby być neutralizowane innymi środkami. Premedykacja jest krótkodziałająca, a oprócz sedantów podaje się analgetyki, które nawet jeśli są bardzo długo działające, to podawanie po operacji środków je neutralizujących mijałoby się z celem, bo przywracałoby odczucie silnego bólu z rany operacyjnej natychmiast po wybudzeniu. Jedynie w sytuacji, gdy jest potrzeba zastosowania narkoz łączonych, to podanie antidotum staje się konieczne, by nie utrzymywać braku świadomości oraz zwiotczenia mięśni dłużej niż to konieczne. Taki stan zawsze powoduje zapaść układu krwionośnego i przedłużanie go bez potrzeby poprzez nie podanie wybudzaczy jest moim zdaniem okrucieństwem, które może prowadzić do niewydolności organów. W medycynie ludzkiej, z tego co mi wiadomo, środki neutralizujące podaje się rutynowo, gdyż to zwiększa bezpieczeństwo pacjenta. W weterynarii najczęściej z brakiem wybudzacza spotyka się przy narkozie domięśniowej (izofluran i propofol nie potrzebują go), w której brak jest możliwości dokładnego kontrolowania czasu działania narkozy. Znam mnóstwo przypadków kotów, które jeszcze wiele godzin po zabiegu (nawet kilkanaście, czasem prawie dobę) były prawie nieprzytomne, leżały, siusiały pod siebie i wyglądały marnie. Takie koty zwykle przez ten czas nie piją i nie jedzą, pogłębiając swoje odwodnienie (zwłaszcza jeśli podczas zabiegu nie miały podawanych kroplówek). Po takim przejściu, niestety zdarza się, że w niedługim czasie (kilka-kilkanaście tygodni) kot traci apetyt, chudnie i staje się osowiały, a po wizycie u weta diagnoza brzmi: niewydolnośc nerek.
Kolejne podane leki wcale nie muszą dodatkowo obciążać organizmu. Można łączyć działanie różnych leków tak, by ich dawki były minimalne, a poprzez ich zróżnicowany sposób metabolizowania, każdy z organów będzie minimalnie obciążony.
Nie wybudzenie pacjenta zaraz po zabiegu i pozwolenie na to, by na wiele godzin zanikło ciśnienie w nerkach i innych organach jest moim zdaniem o wiele gorszym rozwiązaniem niż podanie kolejnego medykamentu, który znosi działanie poprzednich i przywraca normalne funkcje organizmu.
Nie wiem czy są jakieś większe opracowania o narkozie u kotów w necie po polsku. Mam dwa linki do krótkich artykułów; może się komuś przydadzą :
http://www.lecznica.zgora.pl/wer_pol/an ... logia.html
http://www.portalweterynaryjny.pl/artyk ... ow-18.html