Kuracja transdermalna magnezem jest moim zdaniem czymś z pogranicza magii i szamanizmu

. Z tego co mi wiadomo od dermatologów, suplementacja magnezu przez skórę (bez jej zniszczenia) nie jest możliwa, gdyż nie przenika on przez skórę do krwiobiegu. Gdyby przenikał, to wszyscy bylibyśmy w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż oznaczałoby to, że nasza skóra zupełnie nie pełni żadnych funkcji ochronnych. Kuracja transdermalna magnezem ma udokumentowane dobroczynne działanie
w naskórku, gdzie pierwiastek ten przyłącza się do keranocytów. Terapia ta leczy lub łagodzi wiele schorzeń skórnych, nie może jednak zastąpić suplementacji doustnej w przypadku niedoboru magnezu w ustroju. O tym, jak magnez działa poprzez roztwór wodny na skórze można poczytać np. tu:
http://www.thala-med.de/index.php?optio ... &Itemid=50
Każdy, kto kiedykolwiek przestudiował choć pobieżnie budowę skóry dojdzie do wniosku, że czarodziejskie kąpiele magnezowe, w zakresie pobierania go do krwiobiegu, mogą być jedynie formą ludowych wierzeń. Skóra składa się z kilku warstw: naskórek zawiera 5 wartstw, pod nim leży skóra właściwa, a jeszcze głębiej tkanka podskórna. Skóra jest narządem, a nie przemakalną szmatą owinietą wokół naszego ciała. Aktywnie broni dostępu do wnętrza organizmu wszelkim patogenom, toksynom i obcym cząstkom. Najgłębsza warstwa naskórka oraz skóra właściwa są warstwami wodoodpornymi i już sam ten fakt powinien skłonić do przemyśleń. Siarczan magnezu jest rozpuszczalny w wodzie i jony magnezowe musiałyby wraz z wodą przedostać się przez wodoodporne warstwy skóry. Magnez po pierwsze nie jest cząstką aktywną, która posiadałaby organy umożliwiające jej penetrowanie i wgryzanie się w skórę, po drugie jest duży. Co ciekawe, kąpiele w soli magnezowej dodatkowo jeszcze zwiększają barierę skórną, poprawiając jej funkcje, a więc czynią ją jeszcze bardziej nieprzepuszczalną:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15689218
Oczywiście barierę skórną można osłabić do pewnego stopnia m.in. poprzez długotrwałe moczenie skóry w ciepłej wodzie (powyżej 30 minut). Naskórek marszczy się wówczas i staje bardziej przepuszczalny, co jednak jest stanem patologicznym i szkodliwym dla organizmu, bo pozwala na wnikanie do jego wnętrza niebezpiecznych substancji i patogenów.
Jak poważnym wyzwaniem jest pokonanie bariery skórnej w celu dostarczenia jakiejkolwiek substancji do krwiobiegu wiedzą doskonale koncerny farmaceutyczne, próbujące od dawna opracować leki przenikające przez skórę, z marnym jak dotąd skutkiem. Cząstki tych leków, które pasywnie potrafią przeniknąć przez skórę muszą być przede wszystkim bardzo małe, rozpuszczalne w tłuszczu, a do tego uwiązane do substancji potrafiących penetrować skórę poprzez jej częściowe zniszczenie jak np. alkohole. Zważywszy na potęgę finansową oraz możliwości technologiczne wielkich koncernów farmaceutycznych, należy sądzić iż wynalezienie leku potrafiącego przenikać przez skórę do krwiobiegu jest zadaniem niezwykle skomplikowanym i przerastającym ich dzisiejsze umiejętności skoro wg. stanu w 2010 roku na rynku amerykańskim było dostępnych, uwaga, "aż" 16 substancji czynnych, które były zarejestrowane do stosowania przez skórę. Można o tym poczytać w poniższym artykule naukowym, w którym również szczegółowo wyłożono problemy, z jakimi boryka się Farmacja przy próbach opracowania leków przezskórnych:
Challenges and opportunities in dermal/transdermal delivery
A tu proszę, mamy taki prosty i oczywisty sposób, jak zwykła kąpiel w wodzie z solą magnezową, którego Farmacja dotąd nie dostrzegła

. Przecież z tym magnezem można by było przemycać dosłownie każdy lek - to byłby dopiero biznes

.
Czytałam to "badanie" zalinkowane przez olivkah, świadczące o rzekomym niezwykle sprawnym wchłanianiu się magnezu przez skórę. Pomijając fakt, że jeśli takowe w ogóle miało miejce, to nie spełnia wymogów rzetelności dla badania naukowego (bez grupy kontrolnej, bez placebo, nie mówiąc już o podwójnie ślepej próbie), a dodatkowo osoby badane były jednocześnie pracownikami instytucji badawczej. Najwyraźniej o oszustwie świadczy jednak temperatura kąpieli (50-55°C), w której badani przebywali ponoć przez 12 minut. Spróbujcie wytrzymać jedną minutę zanurzeni w wannie z wodą o temperaturze 55°C. Życzę powodzenia.
Byłoby naprawdę fajnie, gdyby suplementacja czegokolwiek mogła być tak prosta. Niestety rzeczywistość jest odmienna i chorzy z hypomagnezemią, pomimo zażywania miesiącami, albo i latami, końskich dawek magnezu nie potrafią spowodować znaczącego wzrostu jego poziomu we krwi. Cudowna kuracja transdermalna, jak z powyższego "badania", podnosząca już po pierwszej krótkiej kąpieli poziom magnezu we krwi o 10%, a po 7 kąpielach aż o 40%, byłaby zbawieniem dla tych ludzi. Niestety nie opisano jak dotąd w literaturze medycznej ani jednego przypadku wyleczenia hypomagnezemii kąpielami magnezowymi.
Co oczywiście nie oznacza, że kapiel w soli magnezowej jest w ogóle bez sensu. Jest to bardzo dobra metoda na dostarczenie magnezu
do naskórka, co łagodzi, a nawet cofa wiele zmian chorobowych skóry i poprawia jej funkcjonowanie. Ponadto nie od dziś wiadomo, że ciepłe kąpiele, nawet w czystej wodzie, działają odprężająco, choć swojego działania nie zawdzięczają substancjom przenikającym przez skórę. Dłuższa ciepła kąpiel działa także osłabiająco na organizm i łatwiej po niej zasnąć, gdyż człowiek jest zwyczajnie zmęczony.