Od razu przepraszam za brak polskich znakow - posluguje sie tabletem, ktory skutecznie zniecheca do prob bycia zgodnym z jezykiem polskim.
Mieszkam w Warszawie na Woli, pracuje 9-17 (a czesto i dluzej). Forum obczytuje juz jakis miesiac, tak ze mam nadzieje nie zadawac wiele powtarzajacych sie pytan (nie korzystalam z lupki, przyznaje, po prostu jechalam temat po temacie
Jestem tu, poniewaz od 12 pazdziernika 2014 jestesmy wraz z mezem wlascicielami kota. Kot, a wlasciwie kota, ma na imie Lusia i jest najwyrazniej miksem brytyjskiego niebieskiego z jakims blizej nieokreslonym osobnikiem rasy kociej. Ma 5,5 roku wedlug paszportu i przejelismy ja od pewnego pana. W skrocie, dla pana byl to kot, ktory ostal sie po rozwodzie, pan zaadoptowal psa (mlodego w typie husky), twierdzil - pan, nie pies - ze uratowal go przed uspieniem. Pies byl bardzo zywy (mialam okazje zobaczyc) i tak bardzo chcial sie bawic z kotem, ze biedny futrzak siedzial cale dnie w lazience lub w kontenerku. Taka jest oficjalna wersja - pan uratowal zycie psu, a kota postanowil sie pozbyc.
Informacja o kocie trafila do nas przypadkiem, a ze nosilismy sie z zamiarem adopcji naszego pierwszego w zyciu kota od jakiegos czasu, to pojechalismy obejrzec. I wrocilismy z Lusia.
Od tego czasu, im dluzej z nia jestesmy, to mamy wrazenie, ze ten pan albo tego kota nie znal, albo nam mocno sciemnial...
Po pierwsze dal nam Lusi paszport - a ksiazeczke zdrowia obiecal ze odszuka i da znac, zebysmy po nia podjechali. Ksiazeczka sie nie znalazla, na moje prosby, ze jest potrzebna, bo idziemy do weterynarza, pan stwierdzil tylko, ze wet wystawi Lusi nowa.
Po drugie - Lusia byla niewysterylizowana, pan nam wreczyl pigulke hormonalna i oswiadczyl ze kot bierze to w konkretny dzien tygodnia i ze da sie to kupic w aptece bez recepty. Figa z makiem. Ani to dobre dla koty, ani bez recepty. Pierwsze co zrobilismy, to wysterylizowalismy jak byla okazja - kota miala poczatki ropomacicza jak sie okazalo.
Facet twierdzil, ze Lusia nie lubi wolowiny - po czym w wyprawce dostalismy sucha karme z tesco wolowina-kurczak. No i ze je normalnie whiskasa.
Potem nas nastraszyl, ze przez 3 dni to ona nie wyjdzie z kontenerka swojego, ze nie da tego kontenerka dotknac, bo ma go 5 lat i w ogole, ze bedzie na poczatku strasznie wszystko obsikiwac.
Nie chce juz wspominac, ze w mieszkaniu pana niezbyt milo pachnialo, jak sie weszlo do lazienki to byl istny smrod, kontenerek sie lepil od brudu i wonial nieprzecietnie.
Z miejsca sie jednak w siersciuszku zakochalismy i tego samego dnia zamieszkala z nami. Otworzylismy w mieszkaniu kontenerek i pelni obaw pojechalismy naszego nowego czlonka rodziny obkupic - na ile wiedzielismy co kotu potrzeba (jedynymi niewypalami okazaly sie byc saszetki whiskas i legowisko, ktore Lusia ma w glebokim powazaniu). A i jeszcze drapak, ktory kupilismy pozniej.
Kiedy wrocilismy, kota chodzila po nowym lokum i obwachiwala katy. Nie nasikala nigdzie, tylko do kuwety, whiskasa jesc nie chciala (mielismy przez pierwsze dni stresa, ze nic nie je i nie pije).
Jak sie juz troche osmielila, to wyszla z niej Zlosnica. Jesli daje sie glaskac, to na krotko,potem atakuje. Jak zalega mezowi na stoliku komputerowym przed klawiatura, to niz gruszki, ni z pietruszki dziabie go w reke, ktora rusza myszka. No wlasnie - dziabie. Nie wydaje mi sie ze to standard, ale ona rzadko wyskakuje z pazurami, wlasciwie to ma krotki zaplon i zeby ida w ruch. Maz sie dlugo bal ja brac na rece (nie lubi, ja ja biore czasami, ale po chwili sie awanturuje).
Teraz sie staram ja przyzwyczajac do jakiegos dotyku (oj cwicze refleks), bo mamy mega problem z obcinaniem pazurow (budzi sie evil cat from hell i nie ma zmiluj). We dwojke sobie nie radzimy za jednym razem. Nasz rekord to 3 pazurki w jednym podejsciu. Dajemy oczywiscie przysmaki, moze kiedys sie przyzwyczai. Trzymajcie kciuki
Wysterylizowalismy kote w Koterii, nie dostalismy jakiegos dodatkowego prikazu odnosnie wizyt czy antybiotykow (tylko ze szwy ma rozpuszczalne i ma chodzic w ubranku 10 dni. Lusia nie jadla ani nie pila i po czterech dniach (maz mi zabronil oprozniac kuwete) wyszlo, ze rowniez sie nie wyprozniala... Trafilismy z nia do weta, musiala bida zostac caly dzien pod kroplowka, pogryzla pania weterynarz, jak po nia przyszlismy to druga pani bala sie jej wenflon wyjac. No i kota chodzila z tym wenflonem 3 dni :/. W miedzyczasie dostawala antybiotyk, a z kuwety skorzystala, kiedy jednej nocy wysmyknela sie z ubranka. Najedlismy sie strachu...
Jesli chodzi o zywienie, to whiskasa i suche tescowe oddalismy dla bezdomniakow, kupilismy suche purina cat chow dla kotow sterylizowanych i wiele roznych mokrych na probe, zeby sprawdzic, co w ogole bedzie chciala jesc. Zrobilam nawet specjalna liste w excelu, co jej smakuje a co nie ;). Wolowina okazala sie byc chetnie jadana.
Kota zaczela przybierac na wadze (miala na poczatku 3,5 kilo), teraz ma jakos ponad 4 i zaczely jej boczki wystawac. W zwiazku z tym zaczelam czytac o bilansowaniu diety, sprawdzac sklady karm i tak trafilam na to forum :). I mysle, ze to super. Cala idea BARFa do mnie przemawia, jest logicznie i na temat i chcialabym i ja poprobowac.
Na razie kota ma syndrom pustej miski, musi miec nasypane suche bo inaczej drze mordke cale godziny no i po okresie niejadkowania wciaga wszystko, co jej sie w misce pojawi. Dlatego tez najpierw chce doprowadzic ja do poczucia, ze nie bedzie znow glodowac (no bo jak inaczej wytlumaczyc to obzarstwo?), potem wprowadzic 3 posilki (dobrze ze mokre bardzo lubi - a odkad podczytuje BARFny Swiat to jej podsuwam troche surowizny - wolowinke chapnie, kurczaka piers chetnie (a skrzydla nie bardzo). Watrobka kurzeca bleee - chyba ze zmieszana z mokrym. Mam juz w zamrazarce male porcje mielonej wolowiny, a dzis wrzucilam do zamrazarki galaretke w porcjach (kota wylizala do czysta miske po galarecie). Na pewno potrzebuje zaopatrzyc sie we wszystkie suplementy (choc skorupki jaj latwo mi pozyskac samej) i odebrac thermomix. Potem bede powolutku kombinowac :).
Nie mam natomiast wiedzy o miesie (po czym poznac, co mi sprzedaja, dlatego troche sie boje isc na Hale Mirowska) i nie posiadam maszynki do miesa (czy mozna dac sobie rade tylko z thermomixem?).
A i jeszcze jedna trudnosc, poprzedni wlasciciel na pewno karmil kota parowkami. Parowkami. Ogolnie kota dostaje krecka, jak tylko z lodowki wyjmie sie parowke (dlatego zmusilam meza by przestal je jesc), czy jakakolwiek "ludzka" wedline. Jest koci dramat i darcie paszczy.
Jejku, to sie rozpisalam... Mam nadzieje ze dobrneliscie do konca :)
A na deser, oto Lusia:



