Wszyscy jesteśmy zadłużeni
Stwierdzenie, że tylko ten, który nie ma długów jest wolnym człowiekem nie jest niestety prawdziwe. Każdy z nas, nawet jeśli nigdy nie wziął żadnego kredytu z banku musi płacić odsetki, które pochłaniają znaczną część jego dochodów. Jak to możliwe?
Ukryte odsetki dla banków płacimy na dwa sposoby: jeden jest oczywisty i część społeczeństwa zdaje sobie z niego sprawę, drugi jest mocno zakamuflowany i tylko nieliczni posiadają świadomość tego, że płacą jakiekolwiek odsetki od kredytów, których sami nie zaciągnęli.
Pierwszy sposób, jak się zapewne domyślacie, to podatki, które państwo musi przeznaczyć na tzw. obsługę zadłużenia publicznego czyli innymi słowy - na spłatę odsetek od kredytów zaciągnietych przez skarb państwa. Tym tematem zajmę się w następnej kolejności, a zacznę od tego bardziej ukrytego dla naszych oczu systemu.
W związku z tym, że wraz z upływem lat w systemie finansowym coraz bardziej brakuje pieniędzy, przedsiębiorstwa produkcyjne i usługowe muszą zaciągać coraz więcej kredytów po to, by w ogóle móc cokolwiek wyprodukować (towary lub usługi) czyli po to, by zachować tzw. płynność finansową (możliwość zapłaty swoich zobowiązań). Biorąc kredyty bankowe, zaopatrują się w dodatkowy pieniądz, który banki stwarzają na ich potrzeby i który umożliwia np. dokonanie inwestycji. Jak już wiemy, kredyt zawsze obciążony jest kosztami w postaci odsetek (oraz prowizji, które są dodatkowym dochodem banków i pomniejszają kwotę otrzymanego kredytu - bank stwarza kwotę x ale my otrzymujemy kwotę x minus np. 2%, które bank od razu zatrzymuje dla siebie). Przedsiębiorcy, w przeciwieństwie do banków, nie mogą stwarzać pieniędzy, muszą więc je skądś wziąć by zapłacić koszty kredytów. Jedyną możliwością dla nich jest zawarcie płaconych odsetek w cenie sprzedawanych towarów i usług i przerzucenie ich na kupującego. W ten sposób cena, którą płacimy kupując cokolwiek jest powiększona o koszt odsetek odprowadzanych do banków. Szokujące jest odkrycie, że ceny wielu dóbr składają się nawet w 80% z odsetek, które ich producenci płacą bankom. W Niemczech wykonano badanie, w którym sprawdzono jaką część wydatków społeczeństwa na tzw. życie stanowią płacone bankom odsetki. Okazało się, że przeciętny obywatel wydaje średnio 40-50% swoich pieniędzy na odsetki zawarte w cenach towarów i usług. Jedną z największych pozycji stanowią tu czynsze za mieszkanie, które składają się w około 80% z kosztów odsetkowych od długów hipotecznych, jakie zaciągnęli właściciele nieruchomości na ich budowę lub zakup. Nawet w cenie wody pitnej mamy 40% odsetek, a w kosztach kanalizacji 50%. Ceny podstawowych artykułów spożywczych także zawierają w sobie 30-60% odsetek! (linka do źródła tych danych podam nieco poźniej)
Wszystko to powoduje, że ceny towarów i usług muszą wzrastać wraz ze wzrostem ogólnego zadłużenia sektora gospodarczego, bo rośnie koszt odsetek. Natomiast ogólne zadłużenie także musi wciąż rosnąć, bo wynika to bezpośrednio z konstrukcji systemu oprocentowanego pieniądza opartego na długu - aby spłacić odsetki potrzeba wziąć dodatkowy kredyt z banku.
Dług publiczny
Dla wszystkich jest "normalne", że państwo się zadłuża oraz to, że co roku słyszymy o deficycie budżetowym zwanym "dziurą budżetową", którą jakoś trzeba załatać. Politycy rozkładają ręce i mówią nam, że jedyna droga by finanse państwa nie upadły (cokolwiek to znaczy) to podnoszenie podatków oraz "zaciskanie pasa" i oszczędzanie (przez ludność oczywiście, nie przez polityków). Ale dlaczego państwo musi się w ogóle zadłużać? Czy nie wydaje się Wam to absurdem, gdy głębiej się nad tym zastanowić?
Skoro mamy suwerenne państwo, które rzekomo jest właścicielem banku centralnego, a bank ten jest podmiotem upoważnionym do emisji jedynego prawnego środka płatniczego w tym państwie, to dlaczego państwo musi się zadłużać, aby móc funkcjonować? Pytanie jest z serii tych, które propagandowo określa się jako "głupie", lecz w rzeczywistości jest to jedno z fundamentalnych pytań, na które trzeba sobie odpowiedzieć, by zdobyć świadomość tego, w jak absurdalnym systemie żyjemy. Czy nie byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby państwo, zamiast pożyczać pieniądze od banków, mogło wprowadzać po prostu do obiegu własny pieniądz, który nie rodziłby obowiązku płacenia odsetek? Oczywiście, że byłoby lepiej dla wszystkich.... z wyjątkiem banków!
W tym miejscu zwykle rozlega się krzyk, że ale jak to - przecież państwo nie może sobie dowolnie drukować pieniędzy bo inflacja, superinflacja i hiperinflacja i tragedia i w ogóle koniec świata. Bo pieniądz musi mieć pokrycie w tym, co produkuje gospodarka, a tak to będą tylko puste papierki, które doprowadzą do katastrofy (samą inflacją zajmę się dalej). Taka propaganda przemawia oczywiście do wszystkich tych, którzy nie wiedzą, że przecież pieniądze i tak są produkowane w tej chwili w prawie dowolnej ilości przez banki komercyjne oraz przez nie wprowadzane do obiegu.
Mówi się wiele o tym, że bank centralny musi posiadać "niezależność" aby móc stać na straży wartości waluty i bronić jej przed zakusami polityków do drukowania pustych papierków. Ta niezależność zawsze jest mocno podkreślana i broniona przez wielu "do ostatniej kropli krwi" w imię... no właśnie, w imię czego? W obecnym systemie bank centralny musi być niezależny od rządu, parlamentu i ogólnie od państwa dlatego, aby pieniądz, który emituje także nie był zależny od tego państwa i w żadnym wypadku do niego nie należał. Niezależność banku centralnego wraz z prawnym usankcjonowaniem kreacji pieniądza przez banki komercyjne powodują, że jedynym prawnym środkiem płatniczym w państwie jest pieniądz, który należy albo do niezależnego banku centralnego (max. 5-10% wszystkich pieniędzy) albo do prywatnych banków komercyjnych, w tym zagranicznych. Państwo nie posiada swojego własnego pieniądza w tym systemie i jest w związku z tym skazane na pełną zależność od prywatnych banków w kraju i za granicą (tam, gdzie pożycza pieniądze), które poprzez naciski finansowe faktycznie sprawują władzę w tym państwie (żaden dłużnik nie gryzie przecież ręki, która go karmi).
Państwo ściąga wprawdzie podatki od obywateli po to, by zapewnić sobie możliwość działania i zasadniczo podatki te powinny wystarczyć na bieżące wydatki. Ale oprócz bieżących wydatków państwo ma też wydatki specjalne, okazjonalne jak np. inwestycja w autostradę czy budowa nowego szpitala albo odbudowa zniszczeń po klęsce żywiołowej. To są jednorazowe koszty, które trzeba ponieść i jedną z dwóch możliwości zdobycia na nie pieniędzy jest pożyczka u bankierów. Zamiast samemu wyemitować (stworzyć) własne pieniądze po to, by włożyć je do gospodarki i powiększyć realne narodowe bogactwo (szpital , autostrada itp.), państwo pozwala by te pieniądze stworzył jakiś prywatny bank (nawet nie centralny!) i pożyczył temu państwu na procent, często pod zastaw realizowanych z kredytu inwestycji państwowych lub przyszłych dochodów z tych inwestycji. Czy to nie jest absurd? Dla logicznie myślącego człowieka jest to absurd, ale nikt już nie myśli logicznie, bo dziś "myślą" za nas mass-media. Szukamy prawdy i odpowiedzi na pytania w mass-mediach, które także przecież nie gryzą ręki, która je karmi (media również potrzebują kredytów!).
Drugą możliwością zdobycia pieniędzy dla budżetu z "dziurą" jest tzw. prywatyzacja czyli wyprzedaż majątku narodowego. W przypadku Polski możliwość ta była szeroko wykorzystywana w przeszłości, począwszy od 1989 roku, więc w tej chwili niewiele już zostało do sprzedania. Dlatego rządowi pozostają w praktyce jedynie bankierzy.
W ten sposób państwo (każde) musi zadłużać się u bankierów po to, by w ogóle móc gospodarować. Dług rośnie, bo wciąż brakuje pieniędzy na odsetki i państwo musi zadłużać się coraz bardziej, przerzucając na cały naród koszty odsetek poprzez podatki. W tym systemie żadne państwo nie posiada swoich własnych pieniędzy! (z wyjątkiem tych nielicznych, które jeszcze ostały się na naszej planecie, i które sukcesywnie są "wyzwalane" przez bohaterskich Marines).
To jest jedyna przyczyna naszych coraz wyższych podatków oraz druga przyczyna rosnących cen towarów i usług (zawierają wszak w sobie podatki). Same podatki będą podnoszone tak długo aż społeczeństwo przestanie je płacić, bo nie będzie już miało z czego. Mimo ich wzrostu, państwu wciąż brakuje pieniędzy na zapłatę odsetek (kapitał nie jest spłacany), w związku z czym musi zabrać m.in. emerytom. Stąd mamy coraz wyższy wiek emerytalny i niższe emerytury. W zasadzie każdy wydatek bieżący z budżetu można do pewnego stopnia ograniczyć, z wyjątkiem.... wydatków na obsługę zadłużenia publicznego, które cały czas rosną (
wykres), stanowiąc (w Polsce) drugą co do wielkości pozycję w wydatkach budżetu (po emeryturach i rentach). Polska i tak jest jeszcze w dość niezłej sytuacji ze swym zadłużeniem nieco poniżej 60% produktu krajowego brutto w porównaniu z wiekszością pozostałych krajów UE. Np. dług publiczny Wielkiej Brytanii wynosi 75% PKB, Niemiec prawie 80%, Francji ponad 83%, Hiszpanii ponad 92%, Włoch prawie 120%. Już dawno zostało wyliczone, że w przypadku długu, który przekroczył 80% PKB nie ma technicznej możliwości by kiedykolwiek został spłacony. Po to, by w ogóle móc płacić same odsetki od takiego długu, stopy procentowe muszą być minimalne i stale spadać wraz ze wzrostem zadłużenia. To obserwujemy już na świecie od kilku lat, bo system musi jeszcze przez jakiś czas sam się podtrzymywać.
Aspekty społeczne
Walka o to, by jak najszybciej zwinąć z rynku jak najwięcej pieniędzy (i zanieść je do banku), zanim inni nas uprzedzą, skutkuje tym, że "człowiek człowiekowi wilkiem się staje". Nawet jeśli nie mamy świadomości tego, co naprawdę się dzieje, to każdy z nas czuje, że musi walczyć, by samemu wygrać tą grę i przetrwać, ponieważ nie ma tu miejsca na zbiorową wygraną - jeśli ty wygrywasz, to ja muszę przegrać. Podświadomie wszyscy czują, co się dzieje lecz brak świadomości tego, jak działa system nie pozwala im zrozumieć, dlaczego żyje się coraz trudniej. Chęć zabrania tym, co mają więcej od nas (choćby tylko pozornie) wciąż narasta w czasach, gdy powodzi nam się coraz gorzej.
Taki stan rzeczy powoduje, że rządzący mogą rozgrywać jedne grupy społeczne przeciwko drugim i skłócać obywateli, bo zgodnie z zasadą "dziel i rządź", ludność podzielona i skłócona łatwiej poddaje się manipulacjom władzy.
Bezrobotnym mówi się, że winnymi ich losu są krwiożerczy przedsiębiorcy, którzy bogacą się na ich krzywdzie oraz zabierający im pracę cudzoziemcy, pracownikom najemnym, których pensje spadają tłumaczy się, że winni temu są leniwi bezrobotni, którym nie chce się pracować bo wolą "pasożytować" na pracujących, którzy teraz muszą ich utrzymywać, chorym pokazuje się jak pochłonięci braniem łapówek dyrektorzy szpitali nie potrafią gospodarować i prowadzą swe zadłużone placówki zdrowia do bankructwa, emerytom opowiada się bajki o tym, że pieniądze na ich emerytury marnotrawione są przez rozpasanych urzędników i skorumpowaną administrację i na dodatek niewdzięczne młode pokolenie robi tym emerytom na złość nie chcąc mieć dzieci, poza tym jest przecież kryzys gospodarczy i wszyscy muszą "zaciskać pasa". Jaki kryzys? Kto go widział? Wszędzie pełno towarów, półki sklepowe uginają się, jesteśmy bombardowani tysiącami reklam produktów i usług, które są i czekają tylko na wyciągnięcie ręki, firmy usługowe otwartymi drzwiami zapraszają klientów, miliony ludzi poszukują pracy. Nie ma żadnego kryzysu gospodarczego! To wszystko iluzja i propaganda czyniona w jednym celu - abyśmy z pokorą godzili się na wyższe podatki, niższe pensje i emerytury, bankructwa firm i osób indywidualnych oraz, co ważne, "pakiety ratunkowe" dla prywatnych banków.
To, co nas aktualnie dotyka to kryzys finansowy, nie gospodarczy. Wszystko jest, nawet w ogromnym nadmiarze, a jedyne czego brakuje to pieniądz (dlaczego go brakuje już wszyscy wiedzą - konieczność spłaty odsetek). Jesteśmy właśnie w końcowej fazie kolejnego w historii cyklu polegającego na naprzemiennym pompowaniu do gospodarki pieniądza obarczonego długiem i umożliwiającego odbieranie nam majątków, wysysania przez system finansowy tego pieniądza z rynku oraz doprowadzania ostatecznie do krachu. Ekonomiści nazywają to "naturalnymi cyklami gospodarczymi". Cykle te są "naturalne" dlatego, że taka kolej rzeczy jest wpisana w naturę systemu pieniądza odsetkowego. Kolejny ogólnoświatowy krach finansowy jest z góry zaprogramowany w tym systemie i nie ma od niego ucieczki. Musi znów nastąpić "reset systemu", by kolejny cykl mógł się rozpocząć - dotychczasowy system pieniężny musi upaść, aby można było zacząć wprowadzać do gry nową pulę pieniędzy obarczonych nowym długiem, dając ludziom znów czas na wyprodukowanie bogactwa, mogącego stać się łupem (jako kara za niespłacanie odsetek). Na pewno znacie z historii tzw. Wielki Kryzys przełomu lat 20. i 30. XX wieku. To, co się wówczas stało, było tym samym co dzieje się dziś i prowadzi nas nieuchronnie do krachu finansowego na nie spotykaną dotąd skalę i o niespotykanej dotąd sile. Krach ten może stać się początkiem potężnych społecznych zawirowań, z wojnami włącznie.