Kotka była chora (miała fatalne warunki życia, dlatego ja przygarnęłam), miała zapalenie spojówek, coś z rogówką (dokładnie nie pamiętam nazwy choroby), biegunkę i później wykryte pasożyty. Od razu nie mogła być odrobaczona, bo biegunka była koszmarna. Idę sobie do sklepu mięsnego (u mnie jest taki WOY-Wojciechowski) i biorę pierś z kurczaka, bo akurat były świeże. Pierś była za ok. 10 zł i babka pyta się mnie dla kogo to ma być, więc ja jej mówię, że dla kota. Ona takie zdziwienie i pyta się jaka rasa. Więc ja jej na to - dachowiec. Ta normalnie zdziwiona i do mnie "na co tyle na kota wydawać" i wcisnęła mi chyba nerkę za 1 zł (O.o). Nerka ogólnie kotu nie smakowała.
Ja nie rozumiem czemu ludzie tak reagują. Pies/kot czy inne zwierze musi się dobrze odżywiać, bo inaczej szybko zdechnie. Jak ktoś kotu daje, np. Whiskasa to niech sam je na co dzień fast foody i parówki z momem.
Ja kotu i świnkom morskim dałabym wszystko co najlepsze. Jak miałam zaoszczędzone ok. 500 zł, to na kogo poszło - na kotkę i świnki xD
Teraz moje kieszonkowe (150 zł/miesiąc jak dobrze pójdzie, to tyle dostanę) na kota będę wydawać, bo świnki maja zapas karmy i sianka oraz trocin na rok (warzywa i owoce to kupuje za rodziców pieniądze, bo jak daję kawałek jabłka to sama resztę jem).
Mój tata, np. na kotach się kompletnie nic nie zna, a twierdzi, że wie więcej ode mnie (to nie prawda). Dla niego zakupienie wołowiny dla kota, to nienormalne, ale ja tego zdania nie popieram i dobre mięsko będzie dostawać :)
