BARF dla ludzi?

O żywieniu człowieka oraz wpływie diety i suplementów na jego zdrowie
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ines
Posty: 2664
Rejestracja: 2013-01-23, 22:59
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Ines »

Zależy jeszcze co to znaczy: tyją? Bo ludzie często mylą faktyczne tycie z przybieraniem na wadze. Bo fakt, że na paleo człowiek robi się cięższy jeśli chodzi o kg, albo tych kg nie traci. Ale sylwetka mimo tego robi się szczupła.
Verano

Post autor: Verano »

Dokładnie. Dlatego przy odchudzaniu oprócz ważenia się, warto też pomierzyć sobie obwody miarką. :kwiatek:
Awatar użytkownika
dagnes
Administrator
Posty: 4844
Rejestracja: 2011-09-13, 12:28

Post autor: dagnes »

Lena06 pisze:czy jest możliwość określenia ilości tłuszczu, którą powinno się zjadać, aby z kolei nie przytyć, a wręcz przeciwnie - schudnąć?
Jeśli nie będziesz jadła węglowodanów, to nawet zjadając kilogram tłuszczu dziennie nie przytyjesz (nadmiar tłuszczu będzie wówczas wydalany z moczem pod postacią związków ketonowych; nie mówię oczywiście, że to zdrowe, ani że będziesz się przy tym dobrze czuła). To, co napędza tycie to węglowodany, które podnoszą poziom insuliny, która umożliwia gromadzenie tłuszczu. Bez węglowodanów trudno jest człowiekowi przytyć (nie jest w stanie, w przeciwieństwie do kotów, przy pomocy glukoneogenezy wyprodukować naprawdę dużej ilości glukozy). Podstawa zatem to ograniczenie węglowodanów do niezbędnego minimum, które u różnych ludzi może wynosić od 30g do 70g, a przy bardzo dużej aktywności fizycznej więcej. Odnośnie ilości tłuszczu, to musisz zjadać go według smaku, tyle ile twój organizm będzie potrzebował, choć jeśli chcesz schudnąć, to początkowo powinnaś jeść go mniej. Obserwuj się i słuchaj organizmu, patrz na wagę, a będzie dobrze.
Lena06 pisze:wchodząc na fora (przynajmniej polskie), poświęcone diecie typu Paleo i odchudzaniu dużo wpisów jest o tym, że chcąc nie chcąc ludzie tyją...
To, co dziewczyny wyżej napisały to jedna ważna kwestia, a druga to konieczność dowiedzenia się, jak naprawdę ta dieta paleo wyglądała u osób, które faktycznie przytyły (nie w mięśniach lecz w tłuszczu). Jest wielu takich, którzy twierdzą, że są na diecie niskowęglowodanowej bo zjadają 150g węglowodanów dziennie (prowadząc przy tym siedzący tryb życia), a spotkałam się też i z takimi, co twierdzili, że są na paleo jedząc kasze i górę bananów.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
Nazar
Posty: 172
Rejestracja: 2014-10-23, 15:14
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Nazar »

Sojuz pisze: Dziś zjadłem gotowanego łososia z olejem Lunderland. Mało smaczne danie
(...) Danie smakowało okropnie :-P, choć nie zniechęca mnie to do eksperymentowania.
Moje podejście do gotowanego łososia było trochę inne, ale efekt dokładnie taki sam :lol: Ja niestety nie byłem w stanie dokończyć mojego "dania" :lol:
Ines pisze:Jak męczyć? Surowe jest pyszne. A skropione cytryną, przyprawione solą, ewentualnie jakiś ziołem... pychota :food: choć o węglach - fakt - zapomnieć trudno...
:kciuk: Popieram w całej rozciągłości! :food:
Awatar użytkownika
zenia
Posty: 1134
Rejestracja: 2011-09-22, 08:19

Post autor: zenia »

dagnes pisze:zenia, zjadaj po obfitym posiłku białkowo-tłuszczowym (tak po ok. godzinie - półtorej) porcję słodkich owoców. Wówczas podniesie Ci się znacznie poziom insuliny, która spowoduje, że białko i tłuszcz będą się ładnie wbudowywały w mięśnie i tkankę tłuszczową.
Oczywiście najlepszym sposobem na szybkie przytycie jest zjadanie posiłków składających się z tłuszczu i skrobii (np. ziemniaczki z masełkiem ;-)) bo one dają "najlepszy" efekt zwielokrotnionego wyrzutu insuliny (tłuszcz i glukoza docierają jednocześnie do krwiobiegu i konkurują ze sobą - tłuszcz jest wykorzystywany jako materiał energetyczny w ilości zaspokajającej potrzyby w danej chwili i brakuje już "miejsca" w komórkach na glukozę, której poziom mocno rośnie i wymaga interwencji ze strony trzustki w celu przerobienia jej na tkankę tłuszczową; jeśli tłuszczu zje się odpowiednio dużo, to nadmiar również ładnie się odłoży).
Rozumiem jednak, że twoim celem nie jest nazbieranie samej tkanki tłuszczowej lecz przytycie na masie mięśniowej (wiadomo, nieco tłuszczyku też trzeba mieć). Dlatego musisz zjadać wraz z tłuszczem sporo białka, a potem "rozruszać" trzustkę cukrem.

porcję słodkich owoców
kurcze,nie przepadam za owocami ale zmusze się

co do tłuszczu ,to chciałabym jednak ciut tej tkanki tłuszczowej pod skórą,bo teraz tylko kości i skóra :hair:
ale tylko ciut żeby skóra była taka tłuściejsza,grubsza

na razie wrzucę w życie Twoje zalecenia,od jutra
dzieki :kwiatek:
Obrazek
Awatar użytkownika
Lena06
Posty: 1292
Rejestracja: 2014-07-21, 13:57

Post autor: Lena06 »

dagnes, dziękuję za wskazówki, podniosło mnie to na duchu :kwiatek:
Awatar użytkownika
Sojuz
Posty: 1432
Rejestracja: 2012-08-06, 15:57
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Sojuz »

Ines pisze:Sojuz, polecam łososia na surowo.
To, to wiem. Podkradłem kilka kęsów Perełce :twisted: Wyborne, tłuste mięsko.

Obecnie wprowadziłem sobie fazę detoksykacji, bez jakiejś wielkiej zmiany żywienia. Jem to co zwykle, tylko składniki są wyższej jakości i mniej przerobione. Przyznam, że pociąg do węgli zmalał prawie do zera, mimo lekkiej leptynooporności. Gdy czuję głód staram się go ignorować, ale po czasie staje się nieznośny. Dziś przykładowo nie jadłem śniadania, bo nie czułem się głodny. Nie jem na siłę, tylko gdy odczuwam głód. Na przykład w pracy na szybko do picia mleko i troszkę ryżu. Trzeba uważać, by nie przekroczyć 70g dziennie, choć sam spożywam maksymalnie 50g. Uwielbiałem czipsy, teraz patrzę na nie z lekkim obrzydzeniem. Chyba zaczęło działać :-P Dodam też, że faza detoksykacji jest korzystna dla portfela - średnio na jedzenie wydaję ok. 15zł dziennie. Teraz jest szał na pistacje, bo taką miałem potrzebę :-P

Postaram się także prowadzić jakiś dzienniczek. Jako, że idę na całość, to planuję jeść pełny barf. Jednak na razie jest to może... 1% :mrgreen:
Naturalne stało się sztuczne, a prawdę uznano za kłamstwo.
doradora
Posty: 1593
Rejestracja: 2014-06-09, 12:13
Lokalizacja: Gliwice

Post autor: doradora »

ja się ciągle zastanawiam o co chodzi z tym gotowanym łososiem? to jakaś kara? :shock:
przecież łososia można zrobić na smacznie: udusić, zrobić z piekarnika, na parze, usmażyć, ale żeby gotować??
Awatar użytkownika
Sojuz
Posty: 1432
Rejestracja: 2012-08-06, 15:57
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Sojuz »

To był łosoś z puszki w sosie (a właściwie zalany tylko wodą) własnym. Szału nie ma, ale talerz wylizałem :mrgreen: Zauważyłem też, że olej Lunderland pachnie praktycznie identycznie jak ten łosoś z puszki. To tylko własne odczucia, ale chyba to nie jest taki dobry olej jak z początku myślałem. :niewiem:
Naturalne stało się sztuczne, a prawdę uznano za kłamstwo.
Awatar użytkownika
Silvena
Posty: 1216
Rejestracja: 2013-04-18, 16:23
Lokalizacja: UK

Post autor: Silvena »

Ja bym nigdy nie zjadła ryby z marketu na surowo choćby mi dopłacali. Sushi uwielbiam, ale chodzę tylko do sprawdzonych knajp. Dostawy łososi na Polskę są raz w tygodniu. Jeśli ktoś twierdzi, że dostaje codziennie świeże ryby, to te ryby po prostu leżą u importera w lodówce ;-)
Świeżą rybę poznaje się po skrzelach, im jaśniejsze tym świeższa ryba. Mięso powinno być sprężyste i zwarte.

Sushi z marketu też bym nie zjadła; kiedyś w Biedronce było, wyglądało przeokrutnie :hair:
Musiało im jednak schodzić, bo za jakiś czas pojawiło się ponownie...
Awatar użytkownika
scarletmara
Posty: 1420
Rejestracja: 2012-11-06, 15:07
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: scarletmara »

A czym się różni ryba z marketu od tej ze sprawdzonej knajpy ? O ile gdzieś blisko morza (jeśli mowa o morskich rybach) to jeszcze istnieje szansa (choć marna), że dobra knajpa ma świeższą rybę niż hipermarket to u mnie w Lublinie na bank nie ma takiej opcji. A większość ryb sprzedawanych w hipermarketach jako świeże jest tak naprawdę rozmrażana (przynajmniej w L'eclercu i Tesco tak jest). Więc te ryby to u importera to raczej w zamrażarkach leżą nie w lodówkach. Ja mimo to czasem jadam je na surowo. Jak mi coś w wyglądzie albo smaku nie całkiem pasuje to wtedy wrzucam na patelnię i jak do tej pory się nie strułam żadną rybką i żyję )

A sushi z marketu (Alma) raz mi się zdarzyło PRAWIE kupić - na szczęście w porę się zorientowałam, że paczuszka miała przebitą datę ważności i to aż trzykrotnie :shock: bleeee..., więc jak się pojawiło ponownie to niekoniecznie oznacza, że im schodziło :evil: może tylko zawinęli żeby datę poprawić tak jak w Almie.
apple
Posty: 438
Rejestracja: 2013-07-24, 19:32
Lokalizacja: warszawa

Post autor: apple »

dagnes pisze:zenia, zjadaj po obfitym posiłku białkowo-tłuszczowym (tak po ok. godzinie - półtorej) porcję słodkich owoców. Wówczas podniesie Ci się znacznie poziom insuliny, która spowoduje, że białko i tłuszcz będą się ładnie wbudowywały w mięśnie i tkankę tłuszczową.
To ja już wiem, dlaczego moje "oponki brzuszne" jak się zasiedziały, tak siedzą :evil:
Uwielbiam owoce, obżeram się nimi, szczególnie po obfitym śniadaniu i obiedzie, mój organizm ma taką potrzebę…

Nie jest to niestety mój jedyny grzech żywieniowy, ale widzę, że warto byłoby to zmienić.
Awatar użytkownika
Silvena
Posty: 1216
Rejestracja: 2013-04-18, 16:23
Lokalizacja: UK

Post autor: Silvena »

Różni się tym, że w sprawdzonej knajpie nikt mi nie będzie wmawiał, że to świeżutka dzisiejsza rybka ;-) Ryby zazwyczaj przychodzą raz w tygodniu i są od razu filetowane i zamrażane.
Czasami wystarczy spojrzeć na oczy, by wiedzieć, że ryba już leży ileś tam dni. Niektóre ryby są mrożone ale nie wszystkie. Sporo jednak przywożona jest na lodzie.

Ja się jeszcze rybą nie zatrułam, ale koleżanka miała mniej szczęścia i kilka razy jej się udało jedząc sushi.
Verano

Post autor: Verano »

Problem chyba w tym jak zajrzeć filetowi w oczy, że o skrzelach nie wspomnę...
Awatar użytkownika
Silvena
Posty: 1216
Rejestracja: 2013-04-18, 16:23
Lokalizacja: UK

Post autor: Silvena »

Tym bardziej nie jadłabym surowego fileta, bo nie wiadomo ile on leży :-)
Ryba do sushi powinna być świeżutka.
Nie wiem może to ja jestem jakaś dziwna, ale nie lubię takiego ryzyka.
ODPOWIEDZ