Witajcie

postanowiłam założyć mojemu łobuzowi wątek, w którym będę czasem pisac o naszych barfnych wzlotach i upadkach
Zaczęliśmy barfować niecały tydzień temu. Nie miałam cierpliwości aby czekać na żwacze, więc zaczęliśmy bez nich - mięskiem z indyka. Młody dostał pierwszy raz mięso na kolację, więc byłam przygotowana psychicznie na całonocne sprzątanie wymiocin i bieganie z kupką

ale tak mnie psisko zaskoczyło, że byłm w szoku - spokojnie przespał całą noc, a rano nie zrobił kupki! Ten brak kupki utrzymywał sie przez 1,5 dni, aż wreszcie przyszła pierwsza barfna kupa - która, odziwo!, nie była zatwardzeniem, a lekko luźnawą kupką

z kolejnymi porcjami jedzenia było tak samo, więc stosunkowo szybko przeszłam do podrobów. Dziś młody po raz pierwszy wszamał kości, a mianowicie pół szyi indyka. Oj ale to była ucza, potem przez blisko 10 minut wycierap pycholek po jedzeniu

Myślę, że skoro tak ładnie nam idzie, to suplementy zacznę wprowadzać szybciej niż początkowo zamierzałam. Póki co młody dostaje (już od dłuższego czasu) siemie lniane i żółtko (teraz całe jajo), więc przy tym na pewno zostanę. Chcę mu zakupić sól himalajską, glony, drożdże i olej z ryb

mam nadzieję, że to będzie wystarczająco, jak myślicie??
Jestem bardzo szczęśliwa, bo mały wreszcie zaczyna jeść, a mieliśmy z tym problemu - suchej karmy nie tknął w ogóle, musiałam mu dosmaczać puszkami, ale i tak wybrzydzał... Teraz - póki co - wcina

chociaż! wczoraj na próbę polałam mu mięsko odrobinę oliwy z oliwek. No i musiało iść dzisiaj rano do kosza - ale dzięki temu wiem, że pies niecierpli oliwy z oliwek i nie tknie jej choćby nie wiadomo jak lubił mięso

oby olej z ryb mu podszedł... Wędzoną markelę wpierdzielił

(kawałeczek, który spadł an podłogę, żeby nie było

)