Wreszcie udało mi się przeczytać cały temat, który mnie bardzo interesuje, a który rozwinął się mocno akurat w czasie mojej nieobecności na Forum

. Ja właśnie jestem z tych, co to bliżej natury próbują żyć oraz na ile to możliwe z nią współżyć bez niszczenia jej. Prawdziwy ogród leśny i gospodarstwo autonomiczne to dla tego, co robię zbyt poważne określenia, ale staram się w skali bardzo mini robić tyle, ile w moim przypadku możliwe, mieszkając w zbudowanym prawie w całości własnoręcznie wraz z mężem domu na wzór pasywnego (nie jest pasywny w prawnym znaczeniu tego słowa, bo woleliśmy więcej rzeczy zrobić sami po swojemu niż trzymać się idiotycznych przepisów tylko po to by mieć papier i jakieś może parę groszy dofinansowania). Mam to szczęście, że mieszkam w dość ciepłym klimacie, jak na warunki środkowoeuropejskie, więc natura ułatwia mi wiele spraw, ale całą resztę muszę zrobić sama

. Pisałam już w kilku tematach na Forum odrobinkę o tym, jak podchodzę do tych tematów, może uda mi się niektóre kwestie tutaj rozwinąć i jeśli będzie ktoś zainteresowany, to opisać bardziej szczegółowo jak udało nam się rozwiązać problemy częściowej samowystarczalności. Ale to pewnie powoli w wielu postach, na ile czas pozwoli. Póki co, tylko kilka szybkich uwag mam.
Nazar pisze:Jeżeli zbierze się odpowiednia grupa chętnych, pracuję temat i poproszę modów o wklejenie go na początek tematu.
Nie wiem czy są inni chętni, ale ja poproszę o takie opracowanie. Na razie wkleiłam do pierwszego posta te kilka zdań z 3. strony wątku, o które prosiłeś.
Verano pisze:Wyższe plony uzyskuje się dzięki stosowaniu innych odmian, mnóstwa chemii oraz "nowoczesnymi" zabiegami agrotechnicznymi, a NIE PRZEZ zajmowanie coraz większych powierzchni pod uprawę co jest naturalne i logiczne w przypadku upraw ekologicznych.
Właśnie w przypadku upraw ekologicznych nie ma potrzeby zwiększania terenów uprawnych (przy założeniu braku przyrostu liczby ludności - a nie raz już pisałam, że taki przyrost jest niepotrzebny i szkodliwy, nawet dla naszego gatunku i wbrew powszechnie używanej nazwie nie jest wcale przyrostem naturalnym; ale akurat w Unii Europejskiej nie jest to wielkim problemem, bo zauważalnego przyrostu już sie nie notuje; zasadnicza część przyrostu ludności przypada na inne regiony świata). W ekologicznym sposobie gospodarowania ziemia nie ulega wyjałowieniu i całkowitej degradacji jak to ma miejsce w przypadku intensywnych upraw przemysłowych, które wymuszają przenoszenie się na wciąż nowe ziemie, pozostawiając po sobie pustynię. Gospodarka ekologiczna ma to do siebie, że ekosystem zostaje zachowany, a materia krąży w przyrodzie zgodnie z naturalnym cyklem. Pisałam o tym sporo w wątku "BARF a psychika (ludzka) ".
Verano pisze:polemizuję jednak z argumentem jakoby rzekomo przeprowadzka do pasywnego domu "na wsi" wychodziła per saldo korzystniej dla przyrody.
Snedronningen pisze:nie do końca widzi mi się budowanie owego w miejscu, gdzie obecnie nie zyje nikt a miejsce należy do dziczy
Akurat mój dom stoi na terenie, który był pustynią pozostawioną przez przemysłowe rolnictwo. Na całym, sporym obszarze nie rosło ani jedno drzewko, ani jeden krzaczek, jedynie trochę bardzo sucholubnych traw i najbardziej wytrzymałe chwasty. Zwierzęta z okolicznego lasu tu nie przychodziły bo nie miały po co - żadnego pokarmu, żadnej wody, żadnego schronienia. Gmina przeznaczyła ten teren pod budownictwo jednorodzinne (akurat tu, gdzie mieszkam liczba ludności się zwiększa, maleje za to w innych regionach kraju), co nie było w najmniejszym stopniu zagrabieniem terenów zwierzętom i całej przyrodzie. Możliwe, że teren ten zostałby sam przywrócony naturze, co jednak zajęłoby dziesiątki albo i setki lat. Tymczasem teraz, po około 10 latach od zagospodarowania tego miejsca przez "uciekinierów z wielkich miast", mamy tu zieleń, rosną drzewa, krzaczki, ludzie uprawiają owoce i warzywa, pojawiły się ptaki i inne zwierzęta. Pewnie, że nie każdy ma tu dom pasywny otoczony leśnym ogrodem, ale nawet jeśli ten swój domek otoczył jakimś żywopłotem, zasadził parę krzaczków, kwiatków i trawę, to i tak jest lepiej niż było przed. Tym bardziej, że ludzie bardzo szybko spostrzegli, że na tym terenie nic nie chce "samo" rosnąć i trzeba glebę wpierw użyźnić. Zaczęli zwozić komposty, oborniki, zbierać ścinki trawy i ściółkować rabaty, z czasem zapraszając do siebie dżdżownice i wiele innych żyjątek. W tej chwili zaczynam tu widzieć drzewa, co rano budzi mnie śpiew ptaków, spotykam jeże, a czasem drogę przebiegnie mi dziki zając. A gdyby wszyscy, jak ja, zrobili ze swych ogrodów coś na kształt mikroskopijnego ogrodu leśnego (ta mini skala wynika z wielkości działek), to miejsce to mogłoby w tej chwili być prawdziwą oazą zieleni i wszelkich odmian życia, z ludźmi jako częścią ekosystemu.