Więc nie mówcie, że się nie da bo galopująca cywilizacja nie pozwala. to nie cywilizacja tylko nasza mentalność. A zwierzę, które do nas przyszło na miseczkę papu też niekoniecznie wymaga od razu "ratowania". Przyszło na papu bo chciało papu a nie sterylkę, smycz i klatkę w zestawie. Oczywiście są wyjątki, te które sobie na wolności nie radzą i w naturze by zginęły gdyby nie spotkały człowieka. Ale nie każdy kot, który do nas podchodzi i się łasi potrzebuje pomocy.
Podejrzewam, że powodem jest duża ilość zwierząt hodowlanych, z którymi każdy wtedy od dziecka miał styczność. To powodowało, że dzieci nie były tak"wygłodniałe" żeby pogłaskać koteczka jak w obecnych czasach. Nawet jak ja byłam mała i biegały sobie po osiedlu wolnożyjące pieski i kotki to dzieciaki na widok kota czy psa nie reagowały tak emocjonalnie jak teraz bo każdy miał styczność ze zwierzętami, więc ten "głód" był w miarę zaspokojony.Sandra pisze:Kot zył w obejsciu człowieka, rozmnażał sie miał śliczne młode.... i dzieci nie chciały z tymi puszystymi kulkami zawrzec blizszych kontaktów...udomowić chocby w celach zwykła przyjemność, a tylko w tej symbiozie...
