Rozwinę trochę powyższą myśl dagnes i wtrącę swoje 3 grosze na temat przydatności karm Terra Faelis dla nerkowych kotów (także bazując na doświadczeniach własnych w karmieniu nimi od czasu do czasu, chociaż u nas problem nerkowy, chociaż ciągnie się od 3,5 roku nie był dotąd bardzo ciężkiego kalibru, jak już u niektórych).
Zdecydowanie uważam, że dwa smaki karmy Terra Faelis, tj. kurczak i indyk (co zawsze podkreślałam) są bardzo fajną awaryjną alternatywą oraz urozmaiceniem regularnych posiłków barfowych dla nerkowego kota, zwłaszcza gdy:
1) taki nerkowy kot chętnie tę karmę chce jeść (moje akurat bardzo lubią),
2) podaje się ją tylko raz na jakiś czas (np. dwa posiłki w tygodniu, ja czasem podaję okrągły miesiąc samego barfa dopasowanego parametrami do potrzeb moich nerkowców, a czasem zdarzy się, że lecą 2-3 posiłki Terra Faelis indyk/kurczak w tygodniu).
3) kot nie ma nadciśnienia i znacząco przekroczonego poziomu sodu i chlorków w jonogramie (bo rzeczywiście na stronie Helen
www.felinecrf.org , na podstawie danych jakie ponoć otrzymała od producenta dawki sodu w tej karmie są wysokie, odnoszą się jednak do suchej masy, a to niekoniecznie wygląda już tak super tragicznie jeśli weźmie się pod uwagę ilość karmy, którą zasyci się kot podczas jednego posiłku składającego się z niej, a pozostałe posiłki barfne jakie zje w ciągu dnia będą już z ograniczoną odpowiednio dla nerkowca dawką sodu)
4) kot ma problem z przekroczonym mocznikiem i fosforem w wynikach krwi (a nie ma wspomnianego nadciśnienia i wysokiego tragicznie poziomu Na i Cl w jonogramie).
Karma Terra Faelis, wersja kurczak i indyk są dość tłuste, dzięki czemu kot zasyci się mniejszą ich ilością (u mnie spokojnie 1 puszka 200gr. wystarcza 4 kotom na 1 posiłek + do tego dolewka ciepłej przegotowanej wody, ok. 40-50ml na puszkę, co daje po rozrobieniu więcej pysznego sosiku + dodatek miareczki tauryny). W przypadku właśnie podwyższonego mocznika i fosforu to ma znaczenie, bo kot zasycając się mniejszą ilością karmy zje białka i fosforu mniej. Nie znalazłam żadnej innej gotowej karmy (może poza weterynaryjnymi, ale o nich nie dyskutujemy), która byłaby tak sycąca i pozwalała kotu się najeść przy przyswojeniu tak niewielkiej ilości białka i fosforu w jednym daniu.
Oczywiście dostrzegając zalety (ale i wady) dwóch wariantów karm Terra Faelis (indyk i kurczak) cały czas mam na myśli stosowanie ich w sytuacjach awaryjnych, a nie permanentnego karmienia nimi kotów. Wtedy nie powinny szkodzić. Przynajmniej moim kotom na długim dystansie dotąd nie zaszkodziły, a stosuję je awaryjnie od początku choroby, tj. 3,5 roku (przed chorobą korzystałam z innych dobrych gotowych karm i ich wpływ na wyniki jonogramu był naprawdę bardziej niekorzystny, np. podwyższony wapń).
Ze swojego doświadczenia w karmieniu nerkowców sugerowałabym umiar we wszystkim i uważanie w ich diecie zarówno na fosfor, jak i na białko (nawet jeśli najnowsze badania uważają że nie szkodzi nerkom) oraz na sól. Ja nie przeginam także z tłuszczem w barfie, aby nie przeciążać wątroby, bo uważam, że akurat moje koty nie potrzebują aż tak dużo energii będąc zwierzakami niewychodzącymi. Stosuję zawsze również rozsądną ilość gotowanych warzyw jako źródła węglowodanów, aby ograniczyć proces tworzenia glukozy z białek (u nerkowców, jeśli nie są jednocześnie cukrzykami, jak pisała Dagnes, nie powinno się całkowicie wykluczać węglowodanów). Wyznaję zasadę, że dopóki moje koty zachowują się jak zdrowe zwierzęta, wolę dać im ciut mniej jedzenia niż je przekarmiać (przedkładam przy tym jakość nad ilość, a więc przygotowane przeze mnie posiłki o odpowiednich parametrach i surowe). Natomiast jestem bardzo konsekwentna i nie odpuszczam jeśli kot marudzi mi przy serwowanym jedzeniu (tj. przy barfnej zupie, bo przy puszkach , czy czystych kawałkach mięsa nie marudzą zwykle) i karmię łyżeczką dotąd, aż każdy swoją porcję zje. Zdarza mi się również pomijać czasem pojedyncze posiłki i nie uważam, że koty z tego powodu od razu umrą z głodu, czy będą miały niedobory. Oczywiście nie polecam takiego omijania posiłków w przypadku kotów słabnących i chudnących z powodu choroby, z pogarszającymi się wynikami.
U mnie powyżej opisany sposób karmienia do tej pory się sprawdzał i pozwalał utrzymywać przez 3,5 roku wyniki na stabilnym poziomie (dodatkowo w grę wchodziło pilnowanie nawodnienia przy pomocy dopajania, co niestety z braku czasu ostatnio mi nie wychodzi). Jak będzie dalej, czas pokaże. Ważne są uważne obserwacje własne zachowań i zwyczajów naszego kota i bieżące szybkie reagowanie w sytuacji zaobserwowania niepokojących zmian czy pogorszenia parametrów w badaniach (niekoniecznie od razu oznacza to konieczność faszerowania kotów lekami, czasem, zwłaszcza na początku, jesteśmy w stanie wyregulować pewne rzeczy dietą i dodatkową ilością wody, jeśli odpowiednio szybko na negatywny trend zareagujemy, np. na podwyższony nieznacznie fosfor i mocznik, tu bardzo szybka korekta diety w kierunku obniżki fosforu i białka i dodatkowa dzienna porcja wody szybko może pomóc nam skorygować wyniki i samopoczucie kota, miałam taki jeden przypadek wśród swojej czwórki).