Jeśli porównywać BARFa z karmami to tylko z dobrymi, mięsymi puszkami. Nie da się porównać mięsa do kukurydzy, pszenicy czy ziemniaków - to dwa całkowicie inne rodzaje pokarmów.
Dzięki niezwykłej taniości zbożowych chrupek, dostępnych teraz w supermarketach, coraz więcej ludzi uznaje, że "stać ich" na posiadanie zwierzaka. Lepiej nie będę pisać, co myślę o takim podejściu
Jeśli ktoś karmi dobrymi, mięsnymi suchymi karmami (minimum poziom Orijena), a nie BARFem tylko dlatego, że BARF wychodzi mu drożej, to jeszcze w przypadku psa można znaleźć obszar do rozmowy, ale w przypadku kotów, które na suchych karmach, nawet najlepszych, są bardzo zagrożone chorobą i cierpieniem, nie znajduję zrozumienia dla jakichkolwiek argumentów by trzymać futrzaka na 100% suszu.
W mojej rodzinie w czerwcu tego roku odszedł w męczarniach kocur, który był wprawdzie kochany i chołubiony ale żywiony w 100% chrupkami; argumenty były odbijane, a jak już się nie dało to koronny "bo kiciuś tak lubi suche i nie chce jeść mokrego" kończył dyskusję. No i dostał zatoru cewki moczowej, a dzięki głupocie weta pękł mu pęcherz. Nie wiem czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić jak kot cierpiał. Oczywiście płacz po kocie był wielki i do dziś jest żałoba, ale wszyscy szukają winnych wszędzie tylko nie w chrupkach.
Więc jak ktoś mi mówi, że karmi kota wyłącznie suchym bo taniej niż mokre albo BARF, to mówię że raczej nie powinien mieć kota. I argumenty o tym, że kot przynajmniej ma dom zamiast siedzieć w schronisku czy na ulicy są dla mnie pewną manipulacją.

