moje psy, wprawdzie mieszkają u mnie już po kilka lat, ale
jakby to powiedzieć
to mieszańce (czyli kundle są) i to z przeszłością - w której raczej różne rzeczy jadły
Caillou przez pierwsze kilka miesięcy życia prawie wcale ludzi nie znała
bo matka ją urodziła w dzikich polach gdzieś tam w podlaskim w wielkie mrozy
umie polować na wszystko praktycznie -wiec pewnie matka różne rzeczy jej przynosiła
i takie złapane i takie ze śmietnika,
latem koniki polne zjada jak chipsy
a od zawsze jej najbardziej ulubioną potrawą - na której widok dostaje małego szaleństwa -są ruskie pierogi (robimy bez cebuli)
Sweetie zaś ktoś przywiązał w wielkie mrozy w lesie do drzewa
i jak u nas zamieszkała -to jadła wszystko co było jadalne, albo co jej sie wydawało jadalne -dosłownie
i co dziwniejsze -nic jej nie było po tych szaleństwach
Młodemu wyrywała lotem koszącym jedzenie z ręki i właziła na stół
na pewno wiec inaczej jest w przypadku psa , który zawsze jadł dobre rzeczy i w ogóle ma delikatny żołądek
a inaczej w przypadku psów, które już niejedno jadły - że tak powiem