O nakłuciu pęcherza pisała swego czasu Margot
Margot pisze:Pobranie moczu z pęcherza igłą - wet zaproponował Ci tzw. cystocentezę, która jest metodą pozwalającą na pobranie materiału dającego najbardziej wiarygodny wynik badania bakteriologicznego, czyli posiewu moczu. To badanie też się wykonuje przy diagnostyce i leczeniu schorzeń nerkowych. Musiałabyś trafić do weta z kotem, który ma pełen pęcherz. Oczywiście wet mógłby pobrać trochę większą próbkę, aby wykorzystać część do badania ogólnego (bo na sam posiew wystarczą ze 3 ml), chociaż przyznam, że nie wiem czy aż tyle, żeby wiarygodnie oznaczyć ciężar właściwy. Wtedy nie musiałabyś łapać sama jeśli kotka nie jest współpracująca. Cystocenteza, choć jest zabiegiem stosunkowo prostym, to jednak inwazyjnym i jeśli się na nią decydować, to u weta, co do którego ma się przekonanie, że potrafi taki "zabieg" wykonać i to bez konieczności usypiania zwierzaka.
Ja na początek sugerowałabym, abyś spróbowała złapać ten mocz w domu i zrobiła to badanie podstawowe, o którym mowa w pkt. 1. Najlepiej poluj na mocz poranny, kiedy kot jest na czczo i, jak masz możliwość, zawieź go sama jak najszybciej bezpośrednio do dobrego labu.
Margot pisze:Aby nie stresować kota kolejną wizytą u weta, bez gwarancji, że "doniesie" w pęchęrzu mocz, może spróbuj złapać materiał do badania w domu, ze środkowej mikcji, zachowując przy tym maksimum sterylności (ja łapię na wyparzoną chochelkę, a potem przelewam do jałowego pojemniczka, uważając na każdy dotyk, etc.). Taki mocz powinien jak najszybciej trafić do labu (może w tych wspominanych przez Ciebie osławionych Klinikach jest dobry lab, gdzie można zlecić posiew, jak nie to w Vetlabie na pewno). Cystocenteza daje najpewniejszy wynik i dobrze wykonana jest bezpieczna, ale mimo wszystko jest to metoda inwazyjna i jakieś tam ryzyko uszkodzenia pęcherza zawsze istnieje, nawet jak minimalne (ja się mimo wszystko takich zabiegów trochę boję, nawet najgenialniejszemu i wprawionemu lekarzowi może coś nie wyjść). Co do pory dnia, to mnie Pani nefrolog kiedyś doradzała złapanie moczu porannego, z racji tego, że mocz będzie bardziej zagęszczony i uprawdopodabnia to wykrycie/największe nagromadzenie bakterii (jeśli są). Z kolei w książce Elliotta i Grauera "Nefrologia i Urologia psów i kotów" jest napisane, że w takim długo zalegającym moczu w pęcherzu (całą noc) drobnoustroje mogą zdążyć wyginąć i lepiej złapać w losowo wybranym momencie dnia kiedy mocz jest w miarę świeżo utworzony. I bądź tu mądry człowieku.
Ostatnio czytałam artykuł na temat badania moczu u kotów autorstwa A. Kuziemskiej i W. Hildebranda "Mocz jako materiał laboratoryjny" gdzie napisano, że "cystocenteza jest metodą inwazyjną, jednakże jedyną, która, prawidłowo wykonana, gwarantuje uzyskanie próbki mikrobiologicznie niezanieczyszczonej. Nakłucie pęcherza jest procedurą stosunkowo prostą i bardzo przydatną, zwłaszcza u kotów z niedrożnością dróg wyprowadzających mocz, ponieważ umożliwia odbarczenie pęcherza i tym samym zmniejszenie ciśnienia moczu. Powinno być wykonywana przez doświadczonego lekarza weterynarii. Nakłucie pęcherza można wykonać przy użyciu igły iniekcyjnej (22-25G) po wcześniejszym manualnym ustabilizowaniu go i dezynfekcji miejsca wkłucia. W celu zwiększenia bezpieczeństwa można wykonać je pod kontrolą USG. Nakłucie pęcherza może spowodować krwawienie, zwłaszcza gdy ściana pęcherza objęta jest stanem zapalnym. Przy nakłuwaniu "na ślepo"; istnieje ryzyko nakłucia jelita i tym samym zanieczyszczenia pobieranej próbki, jak i zwiększenia ryzyka powikłań (pękniecie pęcherza moczowego, zapalenie otrzewnej)".
Zastanawiam się tylko bo manualne ustabilizowanie pęcherza = unieruchomienie kota; w przypadku pobierania na żywca zawsze jest możliwość, że kot gdzie się ruszy albo szarpnie i nieszczęście gotowe. Mojemu Skippiemu 2 miesiące temu wyszły bakterie w układzie moczowym, posiew miał robiony już chyba 5 czy 6 razy i nie wyobrażam sobie, żeby za każdym razem nakłuwać mu pęcherz. A usypiać z jego chorymi nerkami to już w ogóle

Kot na chwilę obecną jest już tak znerwicowany, że owszem łapkę da sobie nakłuć u weta bez żadnych protestów ale krwi ostatnio nakapało ledwie na morfologię. O biochemii można było zapomnieć.
Inna rzecz to kwestia doświadczenia weta, o czym pisała również Margot. Zawsze jest ryzyko, że coś nie wyjdzie; w przypadku gdy pobranie moczu polega na podniesieniu kota za ogon do góry i podstawieniu naczyńka jedynym ryzykiem jest, że kot obsika albo Ciebie albo ścianę (co Skippi kiedyś zrobił i to w pięknym stylu

)
Pisałam w poprzednim poście o posiewie Tośka - mocz był poranny ale kot często lata do kuwety (i dlatego robiłam posiew) więc w tym przypadku nie ma możliwości, żeby był to mocz zalegający w kocim pęcherzu przez całą noc.