Verano pisze:Porobiło się pomieszanie z poplątaniem w wątku. Może zróbmy tak: ja założę wątek o Petrze i tam opiszę wszystkie swoje wątpliwości i poproszę o konkretne porady, a tutaj rozmawiajmy bardziej ogólnie.
Właśnie, to ma być dyskusja ogólna, natomiast konkretne problemy poszczególnych zwierzaków dobrze byłoby rozwiązywać w wątkach tematycznych poświęconych danemu problemowi. Także na poniższe pytanie powinniśmy szukać odpowiedzi w innym wątku:
Verano pisze:Moje pytanie jest takie: jak przygotować psa żeby bezproblemowo przeszedł na pokarm bardziej wymagający? Opracowanie takiej quasi procedury byłoby chyba bardzo pomocne dla początkujących.
Sądzę, że najbardziej pasownym tematem będzie
Jak przestawić psa na BARF. Jeśli w tamtym wątku, na wskutek nowej dyskusji pojawią się konkretne, dobre rozwiązania, to wstawimy je także do pierwszego posta wprowadzającego.
Verano pisze:Wydaje mi się, że problemy we wprowadzaniu barfa u psów są dwa:
- nie istnieją jasne i ścisłe wytyczne jak ma wyglądać psi barf ( i mam spore wątpliwości czy w ogóle można takowe stworzyć)
Wytyczne istnieją, tylko mam czasem wrażenie, że ich twórcom przyświecał taki cel, by zrobić dietę, która ma jak najbardziej zbliżyć się "prostotą w obłudze" do worka chrupek. Chodziło prawdopodobnie o przyciągnięcie jak największej rzeszy posiadczy psów.
Tu na BARFnym Świecie udało nam się już przynajmniej część tych wytycznych zmienić i dotrzeć do świadomości psiarzy, że BARF nigdy nie będzie tak "prosty w obsłudze" jak chrupki bo nie to jest celem BARFa.
Ponadto wytyczne psiego BARFa to często dogmaty, z którymi trudno się dyskutuje (wiem coś o tym, bo polemizowałam tu już z wieloma takimi dogmatami), a czasem wytyczne te opierają się wyłącznie na powielaniu mitów (z których także część udało nam się tutaj już obalić). Zatem BARF propagowany na tym forum różni się w wielu aspektach od "modelu" opisywanego w innych miejscach, stąd może powstać wrażenie, że nie ma jasnych i ścisłych wytycznych.
Dodatkowo sami barfujący opiekunowie psów stawiają bardzo często silny opór, gdy próbuję argumentować za wprowadzeniem pewnych modyfikacji do ich "modelu" diety, które mają na celu dobro zwierząt i lepsze dopasowanie BARFa do potrzeb czworonogów. Niestety, dogmaty są bardzo mocno zakorzenione, a ja nie chcę się z nikim siłować. Były dyskusje o braku potrzeby suplementowania czegokolwiek, o tym, że pies ma jeść tylko raz dziennie albo i nawet raz na 1,5 dnia, o nadmiarze kości, nabiale, głodówkach, żwaczach i wiele innych. Wszystko to jest na Forum, a wciąż pojawiają się argumenty typu "mój pies nie je wcale soli* i ma dobre wyniki więc sól jest niepotrzebna" (*pod sól można podstawić dowolny suplement, bo argumentacja zawsze jest identyczna), albo "pies w naturze nie jada drożdży" i "mięso sklepowe zawiera przecież wystarczającą ilość żelaza, bo krew z niego aż cieknie". Wciąż pojawiają się jadłospisy z nabiałem i ogromem kości, chwalenie żwaczy za dostarczanie psu bakterii jelitowych i mnóstwo innych nonsensów. Mam nadzieję, że w jakiejś przewidywalnej (najlepiej najbliższej

) przyszłości uda się naszym Moderatorkom z psich działów stworzyć coś na kształt kompendium psiego BARFa zawierającego spójne wytyczne, które tutaj, na BARFnym Świecie, zostały wypracowane. Taki przyklejony temat z opisem podstawowych zasad BARFa dla psów z pewnością rozwiązałby wiele obecnych problemów. Oczywistym jest przy tym, że w szczegółach dieta musi i tak być dopasowywana indywidualnie do każdego psa.
Verano pisze:Tymczasem barf jest dużo większym wyzwaniem dla przewodu pokarmowego, bo najpierw to co się dostanie do żołądka musi zostać mechanicznie rozdrobnione.
W żołądku psa (kota i człowieka też) nic nie jest mechanicznie rozdrabniane. Jedyne miejsce, gdzie pokarm jest traktowany mechanicznie do jama ustna. Zarówno w żołądku, jak i dalej - w dwunastnicy i jelitach - pokarm jest trawiony wyłącznie na drodze enzymatycznej. Wbrew pozorom surowe mięso, nawet w dużych kawałkach nie stanowi większego wyzwania dla żołądka od mięsa ugotowanego czy gotowej karmy (wyzwaniem są natomiast kości). O tym napiszę dalej.
Verano pisze:Surowizna jest zdrowa i bardzo wartościowa, ale z pewnością nie jest lekkostrawna.
Właśnie surowizna jest lekkostrawna a miarą tej lekkostrawności jest szybkość trawienia i czas potrzebny na opuszczenie żołądka przez pokarm. Sprawa jest dla mnie logiczna i oczywista, ponieważ zdenaturowane białko (a głównie ono jest trawione w żołądku) jest trudniej dostępne dla enzymów trawiennych. Znaczenie ma tutaj nie tylko zmieniona struktura przestrzenna białka ale i fakt, że kawałek surowego mięsa bardzo łatwo pochłania soki trawienne do wewnątrz w przeciwieństwie do mięsa gotowanego, które już "nie nasiąka". Tą właściwość surowego mięsa wykorzystuje się powszechnie w procesie zwanym peklowaniem czy "marynowaniem" mięsa. Dlatego taki kawałek surowizny, gdy wpadnie do żołądka, jest trawiony enzymami nie tylko od zewnątrz ale i od wewnątrz, co przyspiesza cały proces. Mit lekkostrawności gotowanego mięsa ma dwa źródła: politykę odstraszania ludzi od jedzenia surowizny i karmienia nią zwierząt oraz fakt, że gotowane mięso nie powoduje tak intensywnego wydzielania kwasów żołądkowych i enzymów trawiennych jak surowe. Jednak to ma znaczenie głównie u osobników chorujących na zapalenie żołądka czy wrzody żołądka. Ponieważ gotowane jest wówczas łagodniejsze dla niesprawnego organu, stąd wysnuto wniosek, że zawsze jest lepsze, a od tego już niedaleko było do lekkostrawności. U osobników zdrowych brak silnej reakcji wydzielania soków żołądkowych na obecność mięsa jest wadą tego pokarmu, bo powoduje jego wolniejsze trawienie (poza samą wadą tego mięsa w postaci zdenaturowanego białka i nieprzepuszczalności dla enzymów).
Kiedyś podawałam parę linkow do badań czasu trawienia surowego i obrobionego pokarmu u psów:
http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?p=2623#2623
tonks pisze:Moje doświadczenia z "nietolerancją" na BARFa u psa są takie, że albo mięso jest słabej jakości - słaba hodowla, kiepskie osobniki, używanie polepszaczy rozwoju mięsa, dodatków do żywności, pośrednio antybiotyków lub hormonów (jeśli nie na posiłkowych zwierzakach to na przykład na roślinach wchodzących w skład ich pokarmu) albo pies jest uczulony na dany rodzaj mięsa (białko może uczulać niezaprzeczalnie) - z tym, że te liczne alergie też się skądś biorą, prawda?
Trochę było ostatnio na Forum o dość częstej przyczynie alergii, jaką są nieszczelne jelita:
http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?t=4398
Verano pisze:Paradoksalnie żywienie kota, któremu trzeba przygotować dokładnie zbilansowaną mieszankę jest łatwiejsze niż psa.
Nie jest łatwiejsze ale jest bezpieczniejsze. Daje opiekunom poczucie pewności, że kot dostaje wszystko czego (teoretycznie) potrzebuje. Natomiast w psim BARFie podstawowym dogamtem jest to, że ma być prosty, w znaczeniu: dajemy mięso z kośćmi i podroby, a wszystko się jakoś tam kiedyś zbilansuje. Wszędzie podkreślana jest przewaga psiego BARFa nad kocim polegająca na tym, że nie trzeba niczego liczyć, odmierzać ani bilansować. Dlatego odpowiedzialni opiekunowie psów mają poważne dylematy, których rozwiązaniu nie sprzyjają dyskusje, gdzie co rusz ktoś rzuca tekstem "pies nie jest kotem i nie trzeba mu niczego odmierzać" albo "żadne suplementy nie są potrzebne", "wszystko się
samo wyrówna", "jakieś suplementy należy podawać tylko w razie konieczności" (kiedy jest ta konieczność trudno natomiast ustalić). Tak więc właściciele barfujących psów miotają się i walczą z rozterkami, bo przecież BARF miał być taki łatwy, a tu nic nie wiadomo. Nie wiadomo przede wszystkim, czy nie zaszkodzi się zwierzakowi.
Verano pisze:Musimy bilansować w dłuższym okresie czasu.
To, że
możemy bilansować w dłuższym czasie nie oznacza, że
musimy to robić. Natomiast psi opiekunowie z niezwykłym uporem lansują tezę, że bilansowanie w dłuższym czasie jest koniecznością. Gdyby tak było, to psy na gotowych karmach szybko by umierały. To, że ktoś potrafi właściwie zbilansować swojemu psu dietę w okresie np. miesiąca nie znaczy jeszcze, że każdy będzie to potrafił i miał takie możliwości. To, że jeden pies ma się dobrze na bilansowaniu tygodniowym czy miesięcznym nie znaczy, że każdy następny pies też będzie miał się tak samo dobrze. I tu właśnie widzę kolejny duży problem (nie jedyny oczywiście) w psim BARFie, że nie jest pod tym względem dopasowywany do konkretnego psa, do konkretnego opiekuna i jego warunków logistycznych, organizacyjnych czy zaopatrzeniowych. Uważam, że wiele psów, które były wychowywane na gotowych karmach może źle sobie radzić z brakiem zbilansowania pożywienia w każdym posiłku albo przynajmniej w ciągu dnia.
Verano pisze:Musiałabym dawać szczeniakowi około 10gr czyli 2i pół łyżeczki soli tygodniowo gdybym chciała się trzymać wyników z kalkulatora. Rozumiem, że mięso sklepowe jest wykrwawione, ale nawet w takim przypadku trudno mi przyjąć do wiadomości aż takie zapotrzebowanie soli u 8 kg szczenięcia.
Jeśli stosujesz sól morską to wychodzi dla 8 kg szczeniaka dokładnie 10g tygodniowo (gdyby dostarczać 100% sodu wyłącznie solą, bez tego co zawierają elementy tuszy). Takie są normy zapotrzebowania na sód dla szczeniąt i niczym nie różnią się od norm dla kotów, z tym że my dodatkowo bilansujemy ilość soli w odniesieniu do ilości mięsa oraz do ilości potasu, co może dawać wynik zbliżony lecz nie dokładnie równy normom (ważniejsze jest bowiem bilansowanie w odniesieniu do potasu i do ilości pokarmu).
Twoje niedowierzanie bierze się stąd, że powszechnie lansuje się wśród pisch barferów tezę o tym, że psom w ogóle sól nie jest potrzebna, a jeśli już, to "szczypta tygodniowo dla 40-kg psa". Jest to jeden z tych dogmatów, czy nawet mitów, które nie mają żadnego uzasadnienia w biologii psów i czynią wiele złego. Weź choćby worek suchej "naukowo zbilansowanej" karmy RC i spisz z niego zawartość sodu, a następnie przelicz ile spożyje go twój pies jedząc tą karmę. I nie chodzi o to, że te karmy są takie fajne, ale ktoś przynajmniej postarał się by trzymały jakieś normy w zakresie witamin i mienarałów (nie zawsze, ale to inna para kaloszy).
Sól znajduje się nie tylko we krwi! (tu znów mamy przekłamanie) Pisałam już nie raz w wątkach o suplementach, że sól (sód) znajduje się także w innych płynach ustrojowych, w kościach oraz w częściach tuszy, których w sklepach się nie dostanie (poza tym, kto z barferów nie karmiących whole prey podaje psu faktycznie tyle pełnej krwi ile zawiera cały zwierz?). Dopóki barfujący z psami nie zaczną myśleć o pokarmie swoich zwierzat jako o całych ofiarach, które trzeba im "poskładać", nie mamy szans na porozumienie i wypracowanie spójnych zasad BARFa, które będą akceptowane przez ogół.
Z solą wiąże się naprawdę poważny problem dla psów, ponieważ nie tylko jej niedobór jest szkodliwy (choć organizm potrafi sobie bardzo długo kompensować jej brak w diecie i nie pokazywać niedoboru), ale w BARFie przy braku soli zawsze występuje nadmiar potasu, co ma potencjalnie znacznie groźniejsze skutki zdrowotne, a podczas zmiany diety z gotowych karm na BARF bez soli organizm doznaje poważnego szoku. Nerki potrafią regulować zwrotne wchłanianie sodu z moczu w zależności od jego ilości w diecie, ale potrzebują dłuższego czasu na dostosowanie się. Jest to proces trwający nawet tygodnie, dlatego nigdy nie powinno się ani obniżać, ani zwiększać podaży soli skokowo. Jest to groźne i dla nerek i dla całego organizmu, który nagle ma poważnie zachwianą równowagę elektrolitową. Gdy zmienimy psu karmę komercyjną o normalnym poziomie soli na BARF bez soli, lub z jej symboliczną ilością, to przez jakiś czas znaczne ilości sodu będą wciąż uciekały z moczem (aż nerki dopasują swoją pracę), a pozostałe elektrolity nie będą się mogły szybko dopasować do zmienionego bilansu. Pies będzie się źle czuł, może wymiotować, mieć problemy trawienne i inne. Zwracałam na to szczególną uwagę w wątku dla chorych na niewydolność nerek.
Jak już pisałam wcześniej, nie zamierzam jednak z nikim się siłować i jeśli opiekunowie psów uważają, że sól jest w BARFie zbędna, to niech jej nie podają. Tylko proszę nie zwalajcie później wszystkich problemów z przestawianiem psów na BARF na "nietolerancję" BARFa.
Verano pisze:Postaraj się Dagnes przeczytać swojego posta z perspektywy psiarza i zastanów się jakbyś go odebrała... Zwłaszcza te kawałki:
"To tak, jakby twierdzić, że jedzenie w Mc Donald’s jest alternatywą dla przyrządzania dzieciom domowych posiłków. Absurd. Istnieją argumenty (mniej lub bardziej racjonalne) za tym, by karmić psy i koty gotowymi karmami lub gotowanym domowym jedzeniem, które pozwalają wielu ludziom mieć spokojne sumienie odnośnie dbania o zwierzaka"
Nie uważasz, że takie stawianie sprawy jest mocno krzywdzące?
To nie było konkretnie do psiarzy lecz do wszystkich właścicieli zwierząt. Nie uważam, że kogoś skrzywdziłam tym stwierdzeniem, ponieważ to nie są moje argumenty tylko tych, którzy tak karmią. To osoby karmiące gotowymi karmami mówią powszechnie jak ważne jest dla nich to, że dzięki karmom ich zwierzak dostaje wszystko czego potrzebuje, według norm i dzięki temu opiekun może być o niego spokojny. Innym argumentem, jaki podnoszą tym razem gotujący domowe jedzenie jest to, że takie jedzenie jest bezpieczne bakteriologicznie i parazytologicznie i można mieć spokojne sumienie, że zwierzak niczym się nie zarazi. To oczywiście tylko wybrane przykłady argumentacji, o której pisałam.
Verano pisze:Porównanie podania czy czasowego przejścia na gotowane mięso do McDonalda jest bardzo nie fair
McDonald's zawsze jest przywoływany w kontekście chrupek i tu też chodziło mi o wysokoprzetworzoną żywność gotową, a nie domowe jedzenie. Wyraźnie przeciwwstawiłam McDonald'sowi przyrządzanie dzieciom domowych posiłków, więc wiem że to nie to samo.
Verano pisze:Tymczasem przejście, nawet chwilowe, na gotowane czy sparzane mięso jest traktowane jak zamach na Papieża.
Nie jest tak traktowane (a na pewno nie powszechnie czy przez osoby z obsługi Forum). Myślę, że generalizujesz i nie czytałaś wielu dyskusji, w których pojawia się gotowane mięso a także - o zgrozo

- gotowe karmy.
Verano pisze:"Natomiast sprawa tych tzw. nietolerancji na BARF wymaga moim zdaniem głębszego zbadania, bo na razie jest to jedynie wykrzykiwanie haseł."
Proszę zatem o informację w jaki sposób psiarz ma artykułować swoje problemy aby "zasłużyć" na uwagę i poradę, a nie był potraktowany jak "krzykacz"?
O wykrzykiwaniu haseł było głównie do bodzia, który nie rozmawiał i nie argumentował (a także nie czytał) tylko upierał się przy swoim. Ale też do innych, stosujących tą samą taktykę. I nie chodzi o zasługiwanie na uwagę i poradę, tylko o to by rozmawiać i wzajemnie wysłuchiwać argumentów (oraz przede wszystkim je mieć).
barbabella pisze:Ja jednak bardziej wiązałabym nietolerancje pokarmowe z organizmem psa niż z jakościa barfa. Hoduje psy ponad 20 lat i z doświadczenia wiem jedno: pies o zdrowym przewodzie pokarmowym i prawidłowo funkcjonującym układzie trawiennym radzi sobie z różnymi dietami bez wyżej wymienianych sensacji o ile są to diety pozbawione glutenu.
Zgadzam się, pod warunkiem, że ten BARF nie jest szokowo odmienną dietą w porównaniu z tą, którą pies otrzymywał dotąd latami. I bynajmniej nie chodzi tu o różnicę surowe/gotowane lecz o zawartość diety pod względem składników odżywczych (wszystkich), ich wzajemnych proporcji, jakości pokarmu, wielkości posiłków i ich częstotliwości, wilgotności diety, zawartości trudnych elementów jak kości itp.
barbabella pisze:Ja mam takie wrażenie, że tu na forum trafiają często właściciele psów problemowych, którzy szukają rozwiązania problemów z psem
A to też. Jak ktoś nie ma problemów, to nic nie pisze, bo po co

. Stąd czasem wrażenie, że jest tyle problemowych zwierzaków na BARFie.