Witam, właśnie wróciłam od weterynarza, jestem załamana, zaczęłam już powolutku wprowadzać Azę w BARF. Pani weterynarz mnie zgasiła. Mam kuzyna na wsi który ma ubojnię bydła, króliczki na ogródku siedzą... (niestety między innymi dla psa

) Od jakiegoś tygodnia zwiększyłam % udział BARF'a w diecie niuńki. Z 2 porcji tygodniowo, na 3. Dzisiaj coś mnie tknęło żeby "musnąć" w czasie wizyty u weta temat żywienia psów, Pani poleciła mi BRIT'a (do tej pory jadła Royal Canin), pytałam się też o możliwość zmniejszenia problemu z zatokami przyodbytowymi. Odpowiedź brzmiała "Żaden organizm na ziemi nie trawi kości (po za jakimiś robaczkami w Afryce) a pewnie wiesz jaką budowę ma kość, haczykowatą (czy jakąś taką odpowiedź uzyskałam) i te ostre igiełki z kości wbijają się w jelita. Kiedy już dużo się ich wbije, nie strawiony pokarm się na nich zatrzymuje i należy wyciąć kawałek jelita. Kiedy miałam praktyki na klinikach na Głębokiej (Lublin) było bardzo dużo takich przypadków." Poruszyłam też temat wymiotów Azy.
Zdarza jej się wymiotować co jakieś 4 tygodnie, "skoro wymioty są żółte, może być to przyczyną uszkodzenia wątroby właśnie od kości" Nie wiem jak kości mogłyby się dostać do wątroby, ale lekarzem nie jestem.
Pani weterynarz dodała że mam pilnować psa żeby tych kości nie zjadał (jak mam to zrobić? U nas żarcie leży dokąd go nie zje, czyli czasem do nocy(mam 24h/7 dni w tyg. jej pilnować?!? Nie ma bata, jeżdżę konno, mam szkołę tak więc nie ma najmniejszej szansy)
W związku z tą rozmową proszę doświadczonych BARF'erów o wyrażenie swojej opinii, czy mam może zrezygnować z tej diety dla dobra Azy? Dodam że Aza ma 4 lata
BARDZO PROSZĘ O POMOC!!!!!
