88marta, nikt z nas nie przekona Cię do karmienia BARFem, który właśnie minimalizuje możliwość robaczycy (w przeciwieństwie do karm gotowych), dopóki sama nie będziesz chciała przebudować swojego sposobu myślenia, gdyż cały swój strach przed robakami i mikrobami sama tworzysz.
Sterylizując otoczenie, w którym żyjecie wyrządzasz wszystkim żyjącym w nim istotom wielką krzywdę, nie pozwalając na to, by ich układy odpornościowe nauczyły się pracować. Tylko kontakt z patogenami jest w stanie wykształcić naturalną odporność na nie. Zarówno ludzie jak i koty, żyjąc sterylnie, są narażone na atak groźnych, bo odpornych na twoje zabiegi sterylizacyjne patogenów (te łagodne, utrzymujące naturalną równowagę w środowisku, już wybiłaś). Ponadto, każdy kontakt ze środowiskiem zewnętrznym (a tego, pomimo wielkich starań, nie jesteś w stanie całkiem uniknąć) niesie ryzyko dla słabego, nie nawykłego do radzenia sobie z zagrożeniami osobnika w postaci potężnych zakażeń nawet niegroźnymi w normalnych warunkach zarazkami czy robakami.
Pytasz o robaki z surowego mięsa. Ale przecież dotąd nie karmiłaś ani dzieci, ani kotów surowym mięsem, a robaki były. No bo przecież nie odrobacza się osobników niezarobaczonych:
88marta pisze:Koty są niewychodzące.
(...)
kota z poważnymi problemami zdrowotnymi, które pojawiły się po złym odrobaczeniu przez weterynarza.
Skąd niewychodzące koty, żyjące w teoretycznie sterylnym środowisku miały robaki? Przecież nie z surowego mięsa.
Surowe mięso (legalne, badane) jest dziś w krajach cywilizowanym chyba najmniej ważnym ogniwem w rozprzestrzenianiu się pasożytów. Spójrz chociażby na powszechność występowania owsików u dzieci. Żadne z nich nie je surowego mięsa (zresztą owsiki nie przenoszą się przecież przez mięso). I dlaczego pasożyt ten występuje głównie u dzieci, a u dorosłych rzadko? Właśnie dlatego, że układ odpornościowy nauczył się zwalczać pasożyta dzięki kontaktowi z nim w dzieciństwie (choć teraz owsica coraz częściej atakuje także dorosłych ponieważ coraz częściej dzieci chowane są w sterylnych warunkach, bez kontaktu ze zbiorowiskiem innych dzieci, a w wieku dorosłym organizm jest osłabiony "śmieciowym" jedzeniem i nadużywaniem chemii, więc nie potrafi się bronić).
Tak samo jest u kotów. Znacznie łatwiej złapie chorobę kot osłabiony, żywiony komercyjnymi karmami, które nie zaspokają potrzeb organizmu i zawierają chemikalia oraz żyjący w nadmiernie sterylnym środowisku niż silny, zdrowy kot jedzący BARFa, którego uklad odpornościowy miał możliwość zetknięcia się z wieloma patogenami, które nauczył się zwalczać.
Poczytaj to forum, zobacz ilu tutaj właścicieli kotów i psów karmi je surowym mięsem od lat. Większość z opiekunów tak żywionych zwierząt ma rodziny i dzieci i nic się złego nie dzieje. W dodatku duża część opiekunów barfujących zwierząt idzie w swych działaniach dalej i nie tylko naturalnie karmi zwierzynę i rodzinę, ale również nie odrobacza ani jednych, ani drugich środkami chemicznymi. Bo nie ma takiej potrzeby. Mój kot je surowe mięso od ponad 6 lat, a od 5 lat nie użyłam na nim ani razu chemicznych środków odrobaczających. Badanie kału nigdy ich nie wykazało, a kot ponadto wychodzi swobodnie do ogrodu, w którym spędza całe dnie. Dla spokoju sumienia podaję mu jedynie czasem zioła o działaniu przeciwrobaczym. Sama jem surowe mięso od dzieciństwa, a od kilku lat bardzo często. Robaków u siebie nie odkryłam jak dotąd, podobnie jak u pozostałych członków mojej rodziny, którzy również surowe mięso jadają.
Nie dezynfekuję mojego domu, bo uważam to za szkodliwe, a butów nie trzymam w pancernej szafie gdyż byłoby to pozbawione sensu skoro i tak w tym samym obuwiu wychodzimy do ogrodu i chodzimy po domu (a przez całe lato najczęściej bez obuwia wychodzimy i nie dezynfekujemy stóp po powrocie; to zresztą byłoby jakimś koszmarem dla wszystkich). Żadne dziecko przebywające u nas w domu nigdy nie złapało jakichkolwiek robaków ani chorobotwórczych mikrobów pomimo tego, że nawet te najmniejsze, raczkujące, swobodnie przemieszczały się na czworakach pomiędzy salonem a trawnikiem. Zresztą żadne dziecko w mojej rodzinie nigdy nie było chowane sterylnie i jak dotąd, odkąd żyję i pamiętam, a mam już swoje lata, nikt nie był zarobaczony i - co wydaje mi się ważne - nie było przypadków alergii ani chronicznych chorób zakaźnych. Być może jakieś tam robaki każdy z nas ma, ale najwyraźniej nigdy nie były one w stanie na tyle się rozmnożyć byśmy je w ogóle zauważyli, a być może też, jeśli faktycznie gdzieś tam są, to pomagają nam w jakiś sposób w walce z groźniejszymi chorobami.... kto wie...
Podrzucam też linkę do wątku uzupełniającego tematykę niniejszego:
Dezynfekować czy nie. Oto jest pytanie
88marta pisze:Szukam alternatyw dla karmienia kota z poważnymi problemami zdrowotnymi, które pojawiły się po złym odrobaczeniu przez weterynarza.
Na ten moment mój kot ma objawy padaczki, wysoki cukier jest na psychotropach i insulinie, z podejrzeniem uszkodzenia trzustki, a wcześniej miał problemy z pęcherzem i dostał RC urinary HD.
To bardzo przykre co stało się z twoim kotem. Jak widzisz, chemiczne środki odrobaczające mogą wyrządzić mnóstwo złego, potrafią nawet zabić. I, co gorsza, wcale nie pozwalają pozbyć się robaków na stałe, ponieważ tak bardzo osłabiają organizm i zmieniają środowisko w układzie pokarmowym, że robaki szybko wracają ze zwielokrotnioną siłą.
Mamy na Forum wiele wątków, w których znajdziesz informacje o tym, jak dieta BARF pomaga w schorzeniach, które ma teraz twój kot. Choć najważniejsze dla niego w tej chwili będzie zadbanie o układ odpornościowy oraz ustalenie diety, która postawi go na łapki. Zajrzyj do naszej Zielarni, znajdziesz tam lub otrzymasz rady, jak pomóc kotu ziołami:
http://www.barfnyswiat.org/viewforum.php?f=20
Przeczytaj wątek o żywieniu w cukrzycy:
http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?t=395
oraz wątek o żywieniu przy chorej trzustce:
http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?t=71
Jeśli zdecydujesz się na BARF, to wprowadzaj go u chorego kota bardzo powoli i etapami. Pytaj o szczegóły wprowadzania BARFa w odpowiednich wątkach tematycznych, by nie robić tutaj off topów.