dagnes pisze:Sihaya, nie wiedziałam, że Ty aż taką weteranką jesteś w mięsno-kocich sprawach

.
Koty mieszkają ze mną odkąd pamiętam :) Cała moja rodzina kocha koty
(z wyjątkiem teściowej) i traktuje te cudowne stworzenia z należytym szacunkiem.
Kiedy byłam dzieckiem moi rodzice nie godzili się na to aby pod naszym dachem na stałe mieszkały zwierzaki. Ze względu na pracę ojca często wyjeżdżaliśmy z kraju na długie miesiące, a wtedy podróże czworonogami były dość mocno ograniczone. W związku z tym zwierzęta były u nas okresowo, najczęściej chore, biedne i zaniedbane – wszystkie kocie i psie sieroty, które mała Sihaya znajdowała na podwórku :) Znosiłam je do domu, pielęgnowałam, karmiłam i leczyłam. Potem znajdowałam im domy. Moja fascynacja kotami rasowymi zrodziła się o wiele później. Jako nastoletnia dziewczyna dostałam swojego pierwszego rasowego kotka – a był nim pers o imieniu Amor, który był z nami 20 lat. Abisyńczyki i hodowla przyszły jeszcze trochę póżniej….
dagnes pisze: Ale epoka kartek na mięso była straszna

. Dla mnie i dla kotów też. Trza było nieźle kombinować.... zwłaszcza jak się w dużym mieście mieszkało, jak ja.
To prawda, nie było kolorowo, zwłaszcza bez wiejskich znajomości i możliwości pozyskiwania mięsa od rolników. U nas jakoś to szło, ojciec najczęściej potrafił wszystko załatwić. Dla kotów zawsze znalazły się jakieś gorsze lub lepsze kawałki mięsa, podroby. Ooo! nawet pamiętam jak tato mój dla futer móżdżki cielęce gotował, uciekałyśmy wtedy z mamą z domu – tego zapachu do dziś nie zapomnę :)
I w tamtych trudnych czasach koty i psy jakoś mniej chorowały, mniej było nowotworów, alergii, problemów z sierścią i paszczą. Nie przypominam sobie również aby wtedy kociaste tak często zapadały na niewydolność nerek, aby tak wielu było cukrzyków wśród naszych czworonogów, jak dziś to ma miejsce.
shalom pisze: A Solanka to nie lubi BARFa? co jeszcze wcina?
Solanka najchętniej okrzyknęłaby się ortodoksyjną wegetarianką. :) Staram się dawać jej jak najmniej bezzbożowych chrupek, puszki PoN, gotowane mięso z dodatkiem niektórych suplementów– bo takie jeszcze zje z łaski, czasem zje rybę; często dostaje żółtka, no i raz dziennie trochę na siłę podkarmiam ją BARFem w pełnej wersji i bardzo jej się to niepodoba…
Witajcie dziewczyny! Miło Was widzieć znowu wszystkie :) Obiecuję, że będziemy działać równie aktywnie jak poprzednio.