Kicia od kilku dni wyje nad ranem, ok. czwartej, piątej rano zaczyna się miaukolenie, marudzi dopóki jej nie zawołam, utulę, przygniotę kołdrą
Kicia jest wzięta z podwórka, jej wcześniejsza historia jest nieznana, podejrzewam, że była kotem wychodzącym. U mnie nie ma opcji wychodzenia, przez kilka pierwszych tygodni czasem marudziła pod drzwiami, ale minęło, przyzwyczaiła się, uspokoiła... Był spokój przez kilka miesięcy, a teraz znowu zaczęła
Bawię się z nią codziennie, żeby miała zajęcie i spuściła nieco energii. Jutro włączę feliwaya, mam zamówiony w lecznicy z myślą o Maliźnie, ale pewnie Kici też się przyda. W mądrej książce przeczytałam, że wycie należy ignorować, ale jak mam ignorować godzinne zawodzenie o świcie, kiedy za godzinę muszę wstać do pracy?
Nie wiem co jeszcze mogę zrobić?