Najczęstszym obserwowanym "efektem ubocznym" występującym u zwierząt niedawno przestawionych z komercyjnych karm na BARF jest nadmierne linienie, które czasem może przybrać rozmiary, jakich właściciel zwierzęcia w życiu nie widział.
Tymczasem jest to całkowicie normalna reakcja organizmu. Powiem więcej - jest to widoczna, pozytywna zmiana, będąca skutkiem dostarczenia organizmowi tego, czego przez długi czas mu brakowało. To jakiś paradoks, pomyślicie pewnie. Otóż nie.
Zwykle, gdy nasze domowe drapieżniki jedzą komercyjne karmy, zawierające tylko niskowartościowe, obrobione termicznie białko, minimalną ilość niezbędnych kwasów tłuszczowych, niektórych minerałów i witamin, to stale tracą nieco sierści - na okrągło, przez cały rok trochę linieją. Nie jest to wcale prawidłowe, mimo że powszechnie panuje pogląd iż zwierzakowi musi zawsze wypadać trochę sierści.
Do produkcji sierści potrzebna jest zdrowa skóra oraz stałe dostarczanie w diecie dużej ilości wysokogatunkowych, nie obrobionych termicznie białek, które po rozłożeniu na pojedyncze aminokwasy stają się jednym z budulców włosa. Aby włos mógł zostać prawidłowo ukształtowany, oganizm potrzebuje przerobić to, co otrzymał wraz z pożywieniem na potrzebne mu cząsteczki, a do tego niezbędne są różne enzymy umożliwiające zajście reakcji chemicznych w organizmie. Do prawidłowego wyprodukowania enzymów organizm potrzebuje określonych witamin i określonych minerałów (oraz białek oczywiście). Wystarczy, że zabraknie jednej witaminy lub jednego potrzebnego minerału, a enzym nie będzie działał. Podobnie jest z aminokwasami - jeśli organizm nie otrzyma określonego aminokwasu, lub otrzyma go za mało, wówczas np. taki włos nie będzie mógł być zbudowany. Włos powstaje w skórze, a ta, do prawidłowego działania potrzebuje między innymi odpowiedniej podaży tłuszczu w diecie, w tym odpowiedniej ilości kwasów tłuszczowych z grupy omega-3 i omega-6.
Jednym z najpoważniejszych mankamentów gotowych karm komercyjnych jest to, że dostarczają zbyt mało aminokwasów. Nawet jeśli nominalnie karma zawiera odpowiednią ilość białka (co rzadko się zdarza), to sam fakt iż jest ono obrobione termicznie powoduje, że zwierzak nie może przyswoić sobie znacznej części z nich, gdyż łańcuchy aminokwasów są zniszczone w stopniu uniemożliwiającym do nich dostęp enzymom trawiennym. Jeśli do tego białko pochodzi z odpadów poubojowych lub roślin, to w większości w ogóle jest bezużyteczne dla metabolizmu drapieżnika. Najczęściej jednak mamy do czynienia w komercyjnych karmach z taką sytuacją, że zawierają one nominalnie za mało białka, do tego część pochodzi z odpadów, część z roślin i ponadto są obrobione termicznie w bardzo wysokich temperaturach i pod wysokim ciśnieniem. I skąd nasz pupil ma wtedy czerpać potrzebne mu aminokwasy? Duża część zjedzonego białka jest w normalnych warunkach zużywana do produkcji okrywy włosowej. Również m.in. dlatego zapotrzebowanie drapieżników takich jak koty, psy i fretki na białko jest tak duże.
Przejrzałam dokładnie pod kątem składu naprawdę ogromną ilość karm gotowych i mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że nie ma karmy, która byłaby idealnie zbilansowana. W każdej czegoś brakuje (oprócz białka), a często jest czegoś za dużo, co może m.in. zaburzyć wchłanianie składników odżywczych.
Największe znaczenie, oprócz aminokwasów, w procesie budowy włosa mają witaminy z grupy B, witamina A, cynk, żelazo, pierwiastki śladowe oraz kwasy tłuszczowe, w tym omega-3. A to są właśnie, z wyjątkiem witaminy A, najbardziej deficytowe składniki komercyjnych karm! Niedobory kumulują się w długim czasie i zwierzak nie potrafi już zachować prawidłowych funkcji skóry i tworzyć dobrej jakości okrywy włosowej. Dla jakości sierści duże znaczenie ma także, zwłaszcza u kotów, odpowiednia podaż tauryny w pożywieniu, której niestety w przytłaczającej większości karm jest zbyt mało.
W normalnych warunkach nasi drapieżni towarzysze powinni kompletnie wymieniać sierść 2 razy do roku (letnia i zimowa), a pomiędzy tymi okresami nie powinny linieć wcale. Jednak mając zbyt mało odpowiedniego białka oraz innych potrzebnych substancji, o których pisałam, organizm musi je maksymalnie oszczędzać i zużywa je tylko w najpotrzebniejszych dla życia miejscach oraz organach, traktując sierść jako coś, co nie jest w danym momencie niezbędne do przeżycia. Dlatego nigdy nie może dojść do pełnej zmiany okrywy włosowej, gdyż taka operacja jest sporym obciążeniem dla organizmu i wymaga dostarczenia do skóry i sierści mnóstwa substancji, których zabrakłoby już np. dla serca czy mózgu.
Przeważnie około 6-10 tygodni od wprowadzenia diety BARF, organizm jest już na tyle dobrze odżywiony, że może w końcu dokonać wymiany sierści, co też niezwłocznie czyni. Dlatego należy się spodziewać w początkowym okresie barfowania wzmożonego linienia, które samoistnie ustanie w momencie zakończenia procesu zmiany sierści na okrywę o właściwej jakości.
To jest całkowicie prawidłowa i naturalna reakcja, nie należy się tym martwić, a wręcz przeciwnie - to powód do radości, gdyż widzimy, że zwierz dostał wreszcie to, czego potrzebował. Można mu dopomóc w tym procesie, podając zwiększoną ilość oleju z łososia, drożdży piwnych, alg morskich, a także (czasowo) zwiększając nieco porcje mięsa, jeśli miałby ochotę więcej jeść.
W przypadku kotów, problemem w tym czasie może być ich znaczne i ciągłe zakłaczanie się, ale to już jest temat na inny wątek

