A tak jak jesteśmy przy tym macho. Nieustannie bawią mnie miny ludzi, jak w sklepie kupuję coś dla psa. Zazwyczaj w zoologicznym jak idę po kolejną piłkę (bo suka nie rozumie, że za tym się biega i twierdzi, że to trzeba zniszczyć) lub smycz, bo znów karabińczyk strzelił. Wchodzę do sklepu na moich 15 cm szpileczkach (przy wzroście 155 cm nie wygląda to tak strasznie), długiej spódnicy, bluzce z żabotem (uwielbiam żaboty), idealnie upiętych lub rozpuszczonych włosach i długich pazurach. Oglądam te duże, ciężkie piłki lub masywne smycze to często pada pytanie ze strony klientów (zazwyczaj męskiej części) "dla joreczka to chyba za duże". A mina na odpowiedź "dla joreczka pewnie za duże, ja dla rottweilera kupuje" bezcenna.
Tak samo w mięsnym. Mówię co chcę, panie pytają czy dla psa czy rodziny (dla psa wybierają te najbardziej tłuste i poprzerastane kawałki) to też często pada pytanie czy to nie za dużo dla małego pieska. I odpowiedź "pewnie za dużo, ale dla mojego rottweilera będzie w sam raz". Te miny chyba nigdy nie przestaną mnie bawić.