coztego pisze:Raczej bym szukała pomocy behawiorysty niż zmiany diety.
Nie chce mi się wierzyć, że dieta ma tu główne znaczenie.
Był czas, że miałam psy. Ostatni był dość agresywny. Wtedy weterynarz zalecił mi zastąpienie mięsnej diety (1/3 mięsa+1/3 kaszy+1/3 jarzyn) gotowym pokarmem argumentując właśnie tym, że mięso daje psu powera
Wtedy jeszcze nie słyszałam o BARFie.
coztego pisze:Nigdy nie należy wchodzić w drogę walczącym czy namierzającym się kotom. Rzuć w stronę napastnika poduszką, kluczami, żeby go zdekoncentrować i dać szansę ucieczki uciśnionemu.
Nie było walki, Smilka schroniła się w kącie, Walery siedział jakiś metr od niej i się przyglądał kotce. Niewykluczone, że ten wzrok był już pierwszym etapem walki. Podeszłam i wzięłam małą na ręce, a gdy przechodziłam do pokoju on mi skoczył na nogę.
Analogicznie, innego dnia, zaatakował rękę męża, siedzącego w fotelu i głaszczącego Smilkę zwiniętą na kolanach. Waluś ni z gruszki ni z pietruszki wszedł do pokoju i łup go pazurami!
coztego pisze:Napisz więcej o swoim stadzie, może coś się uda wymyślić wspólnymi siłami.
Moje stado składa się obecnie z 4 kotów.
Dora 3 lata (3kg zdrowej kotki) i Leon 2 lata (5 kg i skłonność do struwitów) - równocześnie i jako pierwsi zamieszkali u mnie. Są sobie bardzo bliscy, śpią przytulając się do siebie, lubią swoje towarzystwo. (Na zdjęciu Leon ma pół roku i jest mniejszy od Dory)
Pół roku potem dołączyła do nich Smilka ~ 6 lat (3kg, stolce typu "krowie placki" z operowaną przepukliną i zrostami w jelitach). Kotka - samotnica, lubi się poprzytulać do ludzi, gdy ma na to ochotę, a z kotami nie utrzymuje jakichkolwiek kontaktów.
W ciągu roku przez dom przewijały się też inne footra, maleństwa i dorosłe, na zasadzie kotów tymczasowych w oczekiwaniu na stały dom.
Nigdy z tego powodu nie doszło do konfliktu, bójek, reakcji lękowych (z wyjątkiem pierwszych dni po wprowadzaniu się "nowych" były ostrzegawcze syki).
1,5 miesiąca temu wprowadził się do nas Waluś, pieszczoszek mojej Mamy. 6 kg zwartego mięsa i łeb jak u lwa.
Dotychczasowa trójka zareagowała lękiem. Syki i ucieczka to była reakcja pierwszych dni. Walery też czuł się niepewnie i chował się pod łóżkiem.
Powoli sytuacja zaczęła się normować, koty do siebie przyzwyczajać i gdy z ulgą relacjonowałam Mamie, że koty się dogadały, to w kilka minut później Waluś szarżował na Leosia lub Smilkę z głośnym bulgotem i dochodziło do łapoczynów.
Potem kilka dni spokoju i powtórka z rozrywki.
Nie ma określonej sytuacji, która prowokuje Walusia do bójek. Mam wrażenie, że dzieje się to po posiłku, gdy jest bardzo zadowolony z siebie i ma chęć na zabawę. Usiłuję go zmęczyć, żeby rozładować jego energię, co nie zawsze jednak zapobiega szarżom.
Dora nie jest nigdy atakowana, a widziałam nawet, raz czy dwa, jak podbiegła z tyłu i przywaliła mu łapką w kuper

Może być tak (znów analogia do psich zachowań), że strach Leona czy Smilki zachęca Walusia do ataku.
Podawałam przez tydzień Kalm Aid Leosiowi, ale nie było widać żadnych pozytywnych zmian.
Feliway nie ma sensu o tej porze roku, przy otwartych balkonach.
Rozważam zakup obróżek feromonowych, ale nie wiem, czy moja diagnoza słuszna jest i czy te obróżki pomogą.
No i co ja mam robić, dziewczyny?